Tu macki Putina nie sięgają, a "opuszczający tonący statek" Rosjanie wciąż są witani serdecznie [REPORTAŻ]
Ten potężny, trzypiętrowy budynek jest pokryty fioletowym kamieniem wulkanicznym — ormiańskim tufem, jak wyjaśnia Dima. Popija kawę i pali porannego papierosa. Mówi, że trzy miesiące temu przejeżdżali tędy podczas podróży przez Azję, natknęli się na opuszczony budynek i po prostu się wprowadzili.
Global Reporters Network / Julius Fitzke
Fabryka
Global Reporters Network / Julius Fitzke
Dima
Obecnie jest ich 15. Prawie wszyscy są Rosjanami i prawie wszyscy przebywają w tym kraju zaledwie od kilku dni lub tygodni. — Wujek Łosza też miał się dzisiaj wprowadzić, to facet z Petersburga — mówi Dima. — Ale nie pozwolili mu wyjechać. Odesłali go z powrotem na rosyjskim lotnisku.
Czytaj nas częściej w Google
Fabryka to komuna, a większość jej mieszkańców przybyła do Armenii, bo życie w Rosji stało się nie do zniesienia lub wręcz niemożliwe. Jest na przykład Stas, którego dom znajduje się zaledwie dwa km od granicy z Ukrainą. Nikita, twórca gier, który wkrótce po wybuchu wojny przeniósł się na Cypr.
Albo Misza, którego studia — chroniące go przed poborem do wojska — dobiegały końca. 31 sierpnia wyjechał do Armenii, dzień przed tym, jak został formalnie skreślony z listy studentów. Już 1 września władze dzwoniły do jego rodziców: Misza miał zgłosić się do lokalnego biura poborowego.
W ostatnim czasie Armenia jest "zalewana" przez przyjezdnych. W ten weekend w Rosji odbędą się wybory parlamentarne, a od trzech miesięcy coraz głośniejsze są pogłoski o nowej fali mobilizacji — która ma nastąpić zaraz po podliczeniu głosów. W obawie przed wysłaniem na front i przed tym, że granice zamkną się za nimi, Rosjanie od miesięcy tłumnie przybywają do Armenii. W ostatnich dniach przybywają tysiącami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.