"Nie rozstrzygamy, co jest prawdą". Kulisy największego archiwum wojny w Ukrainie
Wojna zostawia po sobie nie tylko ruiny, ale też pliki: nagrania ostrzałów z telefonów, zdjęcia zniszczonych budynków, relacje świadków. Łatwo je zgubić w zalewie internetowych relacji. Bywa, że z upływem czasu tracą kontekst: gdzie i kiedy powstały, kto je zarejestrował, co tak naprawdę przedstawiają.
Dlatego w marcu 2022 roku grupa ukraińskich dokumentalistów, związanych z festiwalem filmowym DocuDays UA, i specjalistów od technologii zaczęła budować Ukraine War Archive (z ang. Archiwum Wojny w Ukrainie) - cyfrowe archiwum, które gromadzi i porządkuje nagrania, zdjęcia, materiały z otwartych źródeł. Opisują je, łączą z miejscem i czasem. Nagrywają też świadków: ich opowieści o atakach i zbrodniach, ale i o codzienności w cieniu wojny.
Na festiwalu dziennikarstwa śledczego Breakwater (TVN24 było jego partnerem medialnym) rozmawialiśmy z Maksymem Demydenką, współtwórcą archiwum i jego dyrektorem wykonawczym.
Maciej Zalewski (dziennikarz programu "Polska i świat" TVN24): Mówisz o wojnie w Ukrainie jako o tej najbardziej udokumentowanej w historii. Co to właściwie znaczy?
Maksym Demydenko: Od 2014 roku w Ukrainie bardzo dynamicznie rozwijało się społeczeństwo obywatelskie. Powstawały organizacje humanitarne, inicjatywy dokumentacyjne i sieci wolontariuszy wspierających zarówno ludność cywilną, jak i wojsko.
Pełnoskalowa inwazja w 2022 roku wyniosła ten proces na niewyobrażalną wcześniej skalę. Niezwykła była nie tylko agresja Rosji, ale również odpowiedź ukraińskiego społeczeństwa. W całym kraju pojawiło się poczucie wspólnej odpowiedzialności.
To właśnie dlatego wojna w Ukrainie jest dziś dokumentowana na bezprecedensową skalę. Zdjęcia, nagrania, relacje świadków i dokumenty powstają każdego dnia w ogromnych ilościach.
Dostrzegliśmy jednak pewien problem. Ogromna liczba organizacji dokumentowała zbrodnie wojenne, doświadczenia cywilów czy naruszenia praw człowieka, ale dane pozostawały rozproszone.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.