Brytyjski dowódca, zielone ludziki Putina i prorocy zagłady. Estonia jeszcze nie zginęła
Brygadier Jamie Murray, dowódca brytyjskiego kontyngentu w Estonii, jest obserwowany na portalu X przez nieco ponad 3 tys. osób. To prywatne konto, na którym od lat pokazuje swoje ulubione psy, wojskowe parady w Wielkiej Brytanii, wspomina służbę w Irlandii. Tym razem postanowił użyć zasięgów do wysłania komunikatu niczym z kwatery NATO: "Wiadomość jest jasna: cokolwiek nadejdzie, kiedykolwiek nadejdzie, spotka się z frontalnym oporem" – napisał.
Murray zapewnił, że on oraz 800 brytyjskich żołnierzy oraz współpracujące z nimi estońskie i łotewskie wojska od dawna są gotowi na scenariusz, którym od kilkunastu dni żyje Europa. Chodzi o ostrzeżenia wypowiadane przez polityków dotyczące możliwości rosyjskiej prowokacji albo ograniczonego ataku na państwo NATO.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Ostrzegał przed tym premier Donald Tusk. Szef czeskiego wywiadu Michal Koudelka mówił o ryzyku "ograniczonej inwazji na terytorium NATO". Prezydent Finlandii Alexander Stubb wezwał Finów do przygotowania się psychicznego na możliwość, że "coś się wydarzy". Premier Słowacji Robert Fico deklarował z kolei, że nie chce, aby słowaccy żołnierze zostali wciągnięci w konflikt związany z uruchomieniem artykułu 5.
Gdy politycy wypowiadają tak niejasne słowa, internet dokonuje reszty dzieła... W mediach społecznościowych zaczęły krążyć "dowody", jakoby rosyjski atak na państwa bałtyckie był już niemal faktem. Wpis o remoncie linii kolejowej na Białorusi w pobliżu litewskich Druskiennik zinterpretowano jako przygotowania logistyczne do ataku w kierunku przesmyku suwalskiego. Następnie pojawiły się teorie, że Rosja przygotowuje się do przejęcia estońskiej Narwy – miasta położonego nad graniczną rzeką.
Atmosferę podgrzał również tekst amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną z Waszyngtonu. Analitycy opisali hipotetyczny scenariusz ograniczonej rosyjskiej operacji przeciwko miastu Narwa w Estonii. W dokumencie rozważają, w jaki sposób Kreml mógłby przeprowadzić niewielką operację do przetestowania spójności NATO i artykułu 5.
W skrócie: atak rozpocząłby się od uruchomienia uśpionych agentów w Narwie, których Kreml wcześniej wyposażyłby w broń. Sabotażyści mieliby zająć główne obiekty w mieście i ogłosić powstanie tzw. republiki ludowej.
"Ignorujcie mapy z czerwonymi strzałkami"
Analitycy ISW wyraźnie zastrzegli, że to hipotetyczny scenariusz, a nie prognoza. Jednak w części zachodnich mediów tekst szybko stał się "planem Kremla". "Czy Narwa będzie nowym Krymem?" – pada w nagłówkach tekstów.
Lawiny bzdur nie wytrzymał Edward Lucas, brytyjski dziennikarz, wieloletni korespondent i publicysta mieszkający w Estonii. "Słuchajcie dowódcy brytyjskich sił zbrojnych w Estonii, a nie wszechwiedzących straszycieli, proroków zagłady, łowców kliknięć i innych...." – napisał na X. Przytoczył wpis brygadiera.
Lucas zwrócił uwagę, że tekst ISW opiera się na całym szeregu założeń – w jego ocenie mało prawdopodobnych. Wymienił między innymi założenie, że Estonia nie zauważy przygotowań Rosjan, żadna z ich służb nie zareaguje na działania podejmowane w Narwie oraz nie zniszczy mostu w tym mieście, który stanowi podstawowe połączenie przez rzekę. "Mógłbym tak dalej wymieniać, ale te trzy punkty same w sobie oznaczają, że resztę należałoby przyprawić toną świeżo wydobytej syberyjskiej soli" – napisał z ironią i złością.
Poradził czytelnikom social mediów: "Ignoruj wszystko publikowane w mediach społecznościowych, co pokazuje mapy z czerwonymi strzałkami – ruchomymi lub statycznymi".
Litwa, Łotwa i Estonia nie są łatwym łupem Rosji
– Państwa bałtyckie od ponad dekady przygotowują się na scenariusze ograniczonej rosyjskiej agresji. Pierwsza reakcja należałaby do ich własnych sił zbrojnych. Nie można traktować ich tak, jakby po prostu czekały, aż ktoś inny przyjdzie im z pomocą – komentuje dla Wirtualnej Polski Linas Kojala, litewski politolog i dyrektor Vilnius Institute for Political Analysis (VIPA).
Kojala jest jednym z ekspertów, którzy apelują o powstrzymanie klikbajtowych narracji przedstawiających państwa bałtyckie jako łatwy łup dla Rosji. Zwraca również uwagę, że powtarzana w internecie opowieść, że "następna jest Narwa", sztucznie oddziela państwa bałtyckie od reszty NATO. Tak jakby tych trzech członków miało słabszą ochronę od innych krajów.
– Kluczowe pytanie nie powinno brzmieć, czy Rosja jest gotowa zaatakować konkretne miasto w państwach bałtyckich. Powinno brzmieć: czy Rosja jest gotowa zaatakować NATO? – podkreśla Kojala.
– Państwa bałtyckie przygotowują się do scenariuszy ograniczonej agresji od ponad dekady. Wiele z tych działań wynika bezpośrednio z lekcji wyciągniętych z pojawienia się tzw. zielonych ludzików na Ukrainie w 2014 roku. To nie są nowe obawy – podkreśla litewski politolog.
"Tak, nadal uważamy, że Rosja stanowi egzystencjalne zagrożenie, ale dyskusja na ten temat w wielu międzynarodowych mediach oderwała się od rzeczywistości, co samo w sobie jest niebezpieczne. (…) Europa musi utrzymać skupienie na wspieraniu Ukrainy i zachować spokój i jasność: Rosja nie ma nic do zyskania, atakując NATO. Nie powinniśmy zwiększać ryzyka błędnej kalkulacji na Kremlu poprzez panikę w debacie publicznej" – skomentowała na X Kristi Raik, dyrektor International Centre for Defence and Security (ICDS) w Tallinie i ekspertka ds. bezpieczeństwa europejskiego oraz polityki bezpieczeństwa państw bałtyckich.
Edward Lucas kilka razy dziennie wskazuje teksty i wpisy, które jego zdaniem stanowią "lawinę powierzchownych, banalnych i protekcjonalnych straszydeł".
To nie oznacza, że zagrożenie ze strony Rosji należy lekceważyć. Estonia sama od lat przygotowuje się do możliwości rosyjskiej agresji, a jej władze i sojusznicy wzmacniają wschodnią flankę NATO. Chodzi raczej o rozróżnienie pomiędzy analizą możliwego scenariusza a informacją, że taki scenariusz właśnie się rozpoczyna.
Tymczasem brytyjski dowódca: "Pójdę do walki bez zwłoki"
Tymczasem brygadier Murray postanowił rozbroić jeszcze jeden element internetowej dyskusji: przekonanie, że w razie rosyjskiego ataku NATO będzie długo debatować, zanim zareaguje. Udzielił wywiadu estońskiemu publicznemu nadawcy radiowo-telewizyjnemu. Mówił tak: - Przede wszystkim chcę zapewnić tych, którzy czytają lub słuchają, że traktujemy to niezwykle poważnie; taki jest nasz cel – powiedział Murray dla ERR.
- Obrona Estonii równa się obronie NATO, co w przypadku Zjednoczonego Królestwa równa się naszej własnej obronie. To jest coś, czego nie traktujemy lekko, w żadnej formie – dodaje.
Obszernemu tekstowi redakcja portalu ERR nadała tytuł: "Brytyjski dowódca: Ruszę do walki bez zwłoki". Murray uznał później ten tytuł za udany i udostępnił go na X, dodając krótko: "W rzeczy samej".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.