28 lat w drodze do domu: Karl Bushby ukończył pieszą wyprawę dookoła świata

Ponad ćwierć wieku, cztery kontynenty, setki przygód i jeden cel: wrócić do domu na własnych nogach. Karl Bushby, brytyjski podróżnik i były spadochroniarz, po 28 latach pieszej wędrówki dookoła świata dotarł do rodzinnego Hull, kończąc tym samym swoją niezwykłą podróż, która rozpoczęła się w 1998 roku w Chile.
Karl Bushby po 28 latach kończy epicką pieszą wyprawę dookoła świata (foto: ADAM VAUGHAN) /PAP/EPA
Złamane serce i kilkaset dolarów w kieszeni. Tak zaczął się ten szalony plan
Wszystko zaczęło się w Chile, skąd 29-letni wówczas Karl Bushby wyruszył w listopadzie 1998 roku. Jego plan był prosty w założeniach, lecz niemal niewyobrażalny w realizacji: okrążyć świat pieszo, nie korzystając z żadnego środka transportu mechanicznego, i wrócić do domu dopiero po przejściu całej zaplanowanej trasy. W kieszeni miał zaledwie kilkaset dolarów i własnoręcznie narysowaną linię na mapie, prowadzącą przez cztery kontynenty, pustynie, dżungle, góry i zamarznięte morza.
Bushby nie ukrywa, że impulsem do podjęcia wyzwania był trudny moment życiowy: rozpad małżeństwa i rozłąka z synem. W trakcie wyprawy zakochał się dwa razy – w Kolumbijce i Japonce – lecz oba związki nie przetrwały długiej rozłąki.
50 tysięcy kilometrów i 29 krajów. Piekło pustyni i syberyjski mróz
W trakcie swojej wędrówki Bushby przemierzył ponad 50 tysięcy kilometrów, odwiedzając 29 krajów. Przeszedł przez Amerykę Południową i Północną, aż dotarł na Alaskę. Tam wraz z francusko-amerykańskim podróżnikiem Dimitrim Kiefferem dokonał historycznego wyczynu – wspólnie przeszli po krze przez zamarzniętą Cieśninę Beringa, stając się pierwszymi, którzy pokonali ten odcinek pieszo.
W Azji Bushby musiał zmierzyć się nie tylko z surowym klimatem Syberii, ale także z trudnościami biurokratycznymi i politycznymi. W Rosji spędził aż 10 lat, a przez pewien czas groziła mu nawet deportacja za nielegalne przekroczenie granicy. Gdy nie mógł przejść przez Iran, zdecydował się na niezwykły wyczyn – przepłynął Morze Kaspijskie przez 31 dni, używając kamizelki asekuracyjnej i pianki.
Wielokrotnie napotykał przeszkody, których nie był w stanie przewidzieć. Zamknięte granice, konflikty polityczne, pandemia Covid-19 czy odmowa wydania wizy – to tylko niektóre z nich. W 2012 roku, po odmowie rosyjskiej wizy, Bushby przeszedł pieszo 5 600 kilometrów z Los Angeles pod rosyjską ambasadę w Waszyngtonie, by ostatecznie uzyskać niezbędne dokumenty.
Przez całą trasę podróżnik konsekwentnie trzymał się dwóch zasad: nie korzystać z żadnego środka transportu mechanicznego i nie wracać do domu, dopóki nie ukończy wyprawy.
„Linia narysowana na mapie: cztery kontynenty, zamarznięte morza, pustynie, góry, dżungle i ponad 50 000 kilometrów niewiadomej. Plan nigdy się nie zmienił: iść przed siebie, płynąć, gdy trzeba, aż linia dotrze do drzwi matki” – napisał na swojej stronie internetowej.
Meta tam, gdzie wszystko się zaczęło. Hull powitało bohatera
W 2025 roku Bushby dotarł do Europy. Gdy nie udało mu się uzyskać zgody na przejście tunelem pod kanałem La Manche, podjął współpracę z władzami francuskimi i brytyjskimi, by pokonać tę trasę wpław. Przepłynięcie z Francji na brytyjską plażę Shakespeare w Dover zajęło mu 20 godzin rozłożonych na trzy dni.
Po przekroczeniu kanału czekała na niego rodzina, w tym matka, syn i wnuczka. Dobrze jest znów poczuć pod stopami brytyjską ziemię po tylu latach - mówił Bushby po dotarciu do Anglii.
Dziś, wycieńczony, ale szczęśliwy, po 28 latach marszu zakończył swoją wyprawę tam, gdzie wszystko się zaczęło – w rodzinnym Hull. Przywitała go rodzina i setki wspierających osób.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.