"Prawda zawsze ma wiele oblicz". Fala komentarzy po śledztwie WP
Trzy- i czteroletnie dzieci, rzeczniczka praw dziecka i decyzja, po której maluchy w środku nocy trafiły do placówki opiekuńczej. Miesiąc temu, po ujawnieniu tych wydarzeń przez Zero.pl, politycy żądali dymisji Moniki Horny-Cieślak, a w mediach zapadały szybkie i łatwe wyroki.
Teraz dziennikarz Wirtualnej Polski Michał Janczura dotarł do dokumentów dotyczących tej rodziny i znalazł w nich 12 punktów zapalnych, o których dotychczas w ogóle nie mówiono lub mówiono niewiele. Odtworzona historia od 2024 r. ujawnia m.in. ograniczenie władzy rodzicielskiej i nadzór kuratora, zgłoszenia o niepokojącej sytuacji, co najmniej dwie Niebieskie Karty, interwencje policji czy też pismo sądu z kwietnia 2026 r. o "wysoce niepokojącej sytuacji małoletnich".
DLA CIEBIE
Hyundai na Paris Motor Show 2026
DLA CIEBIE
Burza wokół RPO i nowe fakty. Fala komentarzy
Publikacja na łamach Wirtualnej Polski spotkała się z szeregiem reakcji w sieci. Odniosła się do niej m.in. pełnomocniczka Rządu ds. Równości minister Katarzyna Kotula.
"Przemoc, zaniedbanie, wielokrotne interwencje policji i brak współpracy ze służbami, które rodzinę od lat miały na radarze. Historia rodziny w której interweniowała Monika Horna-Cieślak opisana przez Michała Janczurę, który o przeciwdziałaniu przemocy wobec dzieci pisze od lat i zna go na wskroś. Mam nadzieję że Ci którzy wtedy dokonali oceny interwencji rzeczniczki w sposób skrajnie negatywny, (ironizując że poszło o 2 piwa w lodówce) dziś uderzą się w pierś i przeproszą. W innym przypadku, żaden system, nie będzie ratował dzieci na czas - - napisała w portalu X.
Polityk Lewicy wskazała ponadto, że tymczasem "każdy z nas odpowiada za to, że w polskich domach, około 100 dzieci w ostatnich 2 latach, zginęło z rąk własnych rodziców". "Za nami konsultacje społeczne nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej, która odpowiada na wiele wciąż istniejących luk w systemie, ale priorytetem pozostaje ustawowa odpowiedzialność każdego z nas, żeby reagować na przemoc wobec dzieci" - przekazała.
"Niestety prawda zawsze ma wiele oblicz i jak się ją tabloidyzuje efekt zawsze będzie zmanipulowany i krzywdzący, wyjątkowo szkodliwy społecznie. Ja dziś też opublikuję wstrząsający materiał o krzywdzeniu dzieci i będę was prosił o pomoc w nagłośnieniu sprawy" - zapowiedział z kolei Mariusz Zielke.
"Gdybym miała za coś dziś dziękować, to za Twoją obecność Michał Janczura. Tak powinna wyglądać praca dziennikarska. Wnikliwa, rzetelna, bezstronna. Wczoraj na konferencji #dzieciństwobezprzemocy organizowanej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, uwielbiany przeze mnie mecenas Grzegorz Wrona mówił o potrzebie spójnego działania i podążania dokumentacji zawsze za dzieckiem, bo to ono jest najważniejsze i najbardziej narażone w swojej - jednak - zależności od dorosłych. Pięknie to współgra z tym, o czym opowiadasz, przywołując spotkanie 15 sierpnia. Tak powinno działać państwo, które stoi za swoimi małoletnimi obywatelami…" - oznajmiła działaczka społeczna Małgorzata Szumowska.
"Pytanie ilu beztroskich klakierów, internetowych "sędziów sprawiedliwych" poświęci czas i posłucha? Mam nadzieję, że znajdą się i tacy. Tymczasem dajesz wybitną lekcję i otuchę. Nie wszystko musi być nagłówkowe i rozpalać emocje. Dziś, jak chyba nigdy wcześniej, potrzebujemy spokoju i uważności" - dodała.
Sieć komentuje publikację WP
"I to jest poważna praca a nie histeryczne wrzaski w studio" - podsumowała krótko dziennikarka Dominika Długosz.
"To kolejna sprawa w ostatnich miesiącach kiedy "super-newsy" - przyciągające uwagę i wywołujące lawinę komentarzy - muszą weryfikować prawdziwi dziennikarze. Polecam materiał Michała Janczury" - nadmienił dziennikarz Piotr Świerczek.
"Miała być historia o "złej do szpiku" urzędniczce, która zabrała rodzicom dzieci, bo mieli dwa piwa w lodówce. W rzeczywistości są: co najmniej trzy niebieskie karty, kurator, awantury i interwencje policji, robaki w mieszkaniu" - skwitował zaś Mateusz Baczyński z WP.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.