Francuska policja pod ostrzałem. Nastolatkowie tracą oko i kończyny, służby mówią o przemocy
Ostatnie interwencje podczas protestów licealistów wywołały szczególne kontrowersje. Nastolatek stracił rękę po eksplozji policyjnego granatu, inny doznał poważnych obrażeń twarzy, a kolejny może trwale stracić wzrok. Prawnicy i organizacje praw człowieka zarzucają służbom nieproporcjonalne używanie siły. Policjanci odpowiadają, że sami stają się celem ataków, a podczas zamieszek zagrożone jest również ich życie.
DLA CIEBIE
Hyundai na Paris Motor Show 2026
DLA CIEBIE
Nastolatkowie z poważnymi obrażeniami. Prawnicy mówią o przemocy
Jednym z najpoważniejszych przypadków był wypadek z 5 października w Lens na północy Francji. Piętnastoletni Evan, uczeń szkoły zawodowej kształcący się na stolarza, stracił lewą rękę w wyniku eksplozji granatu użytego przez policję podczas interwencji w pobliżu liceum.
– Jego obrażenia przypominają obrażenia wojenne – powiedział prawnik nastolatka Bertrand Wattez.
Według prawnika Evan przyszedł na zajęcia, ale zastał trwający protest. Nie uczestniczył w zamieszkach ani nie podniósł granatu z ziemi, jak sugerował prokurator. W wyniku eksplozji stracił rękę i doznał obrażeń prawej dłoni oraz innych części ciała. Jego rodzina złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Po zdarzeniu władze czasowo wstrzymały używanie granatów ogłuszających podczas interwencji związanych z protestami uczniowskimi.
Poważnych obrażeń doznał także czternastoletni Eden, który znalazł się w pobliżu protestu przed szkołą w Saint-Ouen-l’Aumône, na północny zachód od Paryża. Chłopiec doznał dwóch złamań szczęki i uszkodzenia zębów. Według jego prawniczki, Elsy Marcel, został trafiony granatem z odległości około półtora metra.
– To odpowiednik broni wojennej – powiedziała prawniczka.
Rodzina Edena złożyła zawiadomienie o podejrzeniu usiłowania zabójstwa. Rodzice twierdzą, że chłopiec chciał wrócić do domu, ponieważ szkoła była zablokowana. Nagranie pokazuje, jak staje naprzeciw trzech funkcjonariuszy policji prewencyjnej. Jeden uderza go pałką, a nastolatek kopie w kierunku policjantów. Następnie pada strzał z granatu. Jeden z funkcjonariuszy został zawieszony, a sprawą zajęli się śledczy.
W Argenteuil pod Paryżem 16-letni uczeń został postrzelony w oko przez policję, gdy wracał do domu po zamknięciu szkoły. Istnieje ryzyko trwałego uszkodzenia wzroku. Policja twierdzi, że pomyliła go z osobą atakującą funkcjonariuszy fajerwerkami. Sprawa jest badana.
Francuskie MSW wszczęło 36 wewnętrznych postępowań dotyczących domniemanej przemocy policji podczas protestów, m.in. poważnych obrażeń, nadużycia broni, napaści i molestowania seksualnego.
Dlaczego francuska policja budzi tyle kontrowersji?
Sposób zabezpieczania demonstracji we Francji od lat wywołuje spory. Krytycy wskazują na wykorzystywanie pocisków gumowych wystrzeliwanych z wyrzutni LBD, granatów policyjnych oraz taktyki otaczania demonstrantów, znanej jako nasse. Ich zdaniem środki te mogą eskalować napięcia i powodować poważne obrażenia, także wśród osób nieuczestniczących w przemocy.
Podobne zarzuty pojawiały się podczas protestów "żółtych kamizelek" w latach 2018–2019, demonstracji przeciwko reformie emerytalnej w 2023 roku i innych wystąpień społecznych. W trakcie tych wydarzeń rannych byli zarówno demonstranci, jak i funkcjonariusze. Niektórzy protestujący stracili oko lub doznali poważnych uszkodzeń kończyn.
Socjolog Sebastian Roché, badacz działań policji we Francuskim Narodowym Centrum Badań Naukowych, zwraca uwagę na skalę stosowania określonych rodzajów broni do kontrolowania tłumu.
– Francja jest anomalią pod względem użycia broni i liczby ofiar. W ciągu 12 dni odnotowaliśmy cztery nieodwracalne obrażenia, przy czym ofiary były nieletnie – powiedział Roché.
Badacz podkreśla, że francuskie służby korzystają z broni określanej jako "mniej śmiercionośna", w tym pocisków gumowych i granatów. Według niego podobne środki rzadziej wykorzystuje się do kontrolowania demonstracji w Wielkiej Brytanii, Włoszech i Niemczech. W Hiszpanii są dopuszczone, ale – jak twierdzi Roché – powodują mniej obrażeń niż we Francji.
Organizacje praw człowieka, w tym Amnesty International, domagają się ograniczenia lub zakazu stosowania części tych środków. Argumentują, że broń mogąca powodować trwałe kalectwo powinna podlegać szczególnie restrykcyjnym zasadom.
Związki zawodowe policjantów przedstawiają odmienną perspektywę. Podkreślają, że funkcjonariusze potrzebują narzędzi pozwalających reagować na ataki i przywracać porządek. Ich zdaniem rezygnacja z broni określanej jako mniej śmiercionośna mogłaby zmusić policję do stosowania innych, potencjalnie bardziej niebezpiecznych metod.
Policja: funkcjonariusze również są ofiarami przemocy
Przedstawiciele francuskich służb odpierają zarzuty o systemową brutalność, wskazując na agresję wobec funkcjonariuszy. Podczas protestów licealistów dochodziło do rzucania przedmiotami w policjantów, blokowania szkół i niszczenia mienia. Niektóre demonstracje przeradzały się w zamieszki.
W połowie października we Francji wybuchły protesty przeciwko wysokim kosztom życia i pogarszającej się jakości usług publicznych. Do demonstracji dołączyli uczniowie, studenci i pracownicy. W niektórych miastach doszło do starć z policją, grabieży i podpaleń.
Podczas zamieszek 17 października rannych zostało 150 policjantów, a w wielu miastach odnotowano zniszczenia. W Paryżu użyto gazu łzawiącego i armatek wodnych, a w Limoges pożar ratusza spowodował częściowe zawalenie dachu. Francuskie władze prowadzą działania związane z incydentami i ich skutkami.
Angelo Bruno, przedstawiciel policyjnego związku zawodowego Unité, komentując starcia na antenie LCI, zwracał uwagę na zagrożenie, z jakim mierzą się funkcjonariusze.
– Obawiam się przede wszystkim o bezpieczeństwo fizyczne moich kolegów – powiedział.
Jego zdaniem problemem są nie tylko zachowania uczestników zamieszek, lecz także koordynacja działań służb i decyzje przełożonych. Związkowcy podkreślają, że policjanci są przemęczeni, brakuje im zasobów, a podczas interwencji sami stają się celem ataków.
Podobne stanowisko przedstawił Reda Belhaj, rzecznik Unité w regionie paryskim. Na antenie Europe 1 krytykował warunki pracy funkcjonariuszy i niedobór środków.
– Potępiamy powtarzające się opóźnienia i brak zasobów – mówił.
Belhaj domagał się również wprowadzenia domniemania legalności użycia broni przez funkcjonariuszy. Opisując sytuację podczas protestów, stwierdził:
– W ciągu trzech tygodni w naszych szeregach zostało rannych 937 funkcjonariuszy. Strzelają do nas jak do gołębi, zabierają nam granaty, zabraniają nam używania LBD.
Wypowiedzi związkowców pokazują perspektywę policjantów, którzy uważają, że ich działania ocenia się bez uwzględnienia zagrożeń na ulicach. Nie przesądzają jednak, czy użycie siły w konkretnych przypadkach było zgodne z prawem i proporcjonalne.
Przemoc policyjna – temat, który dzieli Francję
Spór o działania policji stał się ważnym konfliktem politycznym we Francji. Krytycy wskazują na poważne obrażenia demonstrantów, trudności z pociąganiem funkcjonariuszy do odpowiedzialności oraz niechęć części polityków do posługiwania się określeniem "przemoc policyjna".
Historyk Arnaud-Dominique Houte, profesor historii współczesnej na Sorbonie, zauważa, że oskarżenia o brutalność policji nie są nowe. Jego zdaniem dopiero w ostatnich latach określenie "przemoc policyjna" stało się szczególnie silnie upolitycznione.
– To właśnie w latach 2010 określenie "przemoc policyjna" stało się dla władz słowem zakazanym i zaczęło polaryzować społeczeństwo – powiedział.
Houte przypomina, że oskarżenia o brutalne traktowanie obywateli pojawiały się już pod koniec XIX wieku. Wczesna III Republika również była krytykowana za bezwzględność służb.
We Francji trwa spór o granice użycia siły przez policję i prawo do protestu. Władze muszą zapewniać porządek publiczny, a jednocześnie chronić wolność zgromadzeń. Poważne obrażenia i postępowania dotyczące domniemanej przemocy rodzą pytania o proporcjonalność interwencji i kontrolę nad służbami. Przejrzyste zasady i rzetelne dochodzenia są kluczowe dla odbudowy zaufania społecznego.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.