Bilans gwałtownych demonstracji we Francji. 400 osób zatrzymanych, 60 rannych policjantów
Nunez na wieczornej konferencji prasowej oskarżył grupy skrajnej lewicy o to, że sprawiły, iż demonstracje wymknęły się spod kontroli. — Grupy kilkuset czy kilku tysięcy wandali, podżeganych w sposób bardzo wyraźny przez skrajną lewicę, atakowały siły porządku publicznego — powiedział minister.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Czytaj nas częściej w Google
Wyliczył ataki bądź próby ataków na merostwa w: Marsylii, Lilles, Calais i Angers, czy budynki prefektur — jak w Bordeaux. Atakowano też komisariaty, m.in. w Marsylii i Breście — relacjonował minister. Poinformował również, że 60 policjantów zostało rannych.
Nunez dodał, że od popołudnia doszło do plądrowania sklepów m.in. w Strasburgu, Nantes, Rennes, Tuluzie i innych miastach.
Wcześniej informowano o atakach i grabieżach sklepów w Paryżu, w rejonie placu Republiki, a następnie bulwaru Magenta. Nastąpiło to po przejściu tą trasą głównej demonstracji organizowanej w Paryżu pod hasłami protestu przeciwko rosnącym kosztom życia.
Macron zapowiada kary za przemoc
Prezydent Francji Emmanuel Macron napisał wieczorem w sobotę w serwisie X, że we Francji "nie ma miejsca dla przemocy". Zapewnił, że sprawcy ataków na budynki publiczne i sklepy zostaną ukarani. Zaapelował o jedność w obliczu "tych, którzy sieją chaos".
Premier Sebastien Lecornu w komentarzu na X oskarżył niektóre siły, że chcą, by te akty przemocy stały się "rozgrzewką" przed wyborami prezydenckimi, i zapewnił, że władze nie dadzą się zastraszyć.
17 października miał być dniem połączonych protestów różnych grup zawodowych i społecznych przeciwko rosnącym kosztom życia. Od tygodni na portalach społecznościowych pojawiały się wezwania do zorganizowania demonstracji, nawiązujących do ruchu "żółtych kamizelek" z lat 2018-2019. Apele te narastały na fali niedawnych wystąpień licealistów i demonstracje prezentowano jako połączenie postulatów różnych grup.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.