Polski czołg K2PL coraz mniej polski. Wojsko zdecydowało
Spolonizowana wersja koreańskiego czołgu K2 nabiera kształtów, ale nie wszystkim podoba się kierunek, w którym podąża ta konstrukcja. Fala nowych komentarzy to efekt decyzji, w ramach której na polskim czołgu K2PL znajdą się norweskie zdalnie sterowane moduły uzbrojenia RWS4 Protector.
Na tego typu stanowisku, którym załoga może zdalnie sterować z wnętrza pojazdu, można zamontować ciężkie karabiny maszynowe, granatniki, wyrzutnie granatów dymnych, a nawet pociski przeciwpancerne — mówimy tu więc o ważnym elemencie pojazdu pancernego, który wydatnie zwiększa jego bojowy potencjał.
Czytaj nas częściej w Google
Dlaczego nie polska broń?
Polska zbrojeniówka również produkuje tego typu stacje bojowe i m.in. stąd tak duża fala komentarzy, która pojawiła się w mediach społecznościowych po powyższym ogłoszeniu. "Ja zdziwiony — no dobra, żartowałem" — pisze np. Dawid Kamizela z serwisu "Strefa Obrony". O "polonizacji" norweskim uzbrojeniem pisze też Tomasz Dmitriuk z "Nowej Techniki Wojskowej".
Jednocześnie warto zauważyć, że wybór norweskich systemów ma też swoje argumenty. Na przykład ich dostawy rozpoczną się już wiosną 2027 r., tak aby zdążyć przed rozpoczęciem produkcji czołgów K2PL, która ma zacząć się w 2028 r. Pojawiają się więc wątpliwości, czy nasze rodzime firmy byłyby w stanie tak szybko dostarczyć odpowiednią liczbę stacji bojowych. Po drugie, mówimy tu także o sprawdzonym sprzęcie, który jest już używany na pojazdach innych państw NATO.
RWS4 Protector
Kongsberg
Wygląda więc na to, że polskie wojsko postanowiło tym razem postawić na renomowany i sprawdzony sprzęt — tym bardziej że ma gwarancję otrzymania go w wymaganym terminie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.