"Nie posyłaj dzieci do szkół". TV Republika przegięła, eksperci nie zostawiają suchej nitki
"Nie posyłaj jutro swoich dzieci do szkół — zamachowcy grożą, że zabiją jutro 60 dzieci" — taki komunikat zobaczyli w czwartek wieczorem widzowie TV Republika. Stacja przypominała, że dzień wcześniej w szkole w Ostrołęce zaatakował 19-letni uczeń, a dziewięć osób zostało rannych. Na kolejnych paskach można było przeczytać: "Uczniowie boją się chodzić do szkoły pod rządami Tuska", "Coraz bardziej niebezpiecznie w szkołach pod rządami Tuska" i "Tusk zamiast psychiatrii dziecięcej finansuje rządową propagandę".
Na tym się nie skończyło. "Tragiczne żniwo lewackiej ideologii w szkołach Tuska i Nowackiej", "Szkoła Tuska i Nowackiej — dieta planetarna zamiast bezpieczeństwa", "Tragedia w szkole pretekstem dla Tuska do wprowadzenia cenzury" — to tylko część pasków, które pojawiły się w czwartek na antenie. Między nimi stacja apelowała do widzów: "Pokazujemy to, co dzieje się w państwie Tuska — potrzebujemy wsparcia".
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
W środę w szkole w Ostrołęce 19-letni uczeń zaatakował nożem, rannych zostało dziewięć osób. Po ataku sieć zalały plotki o kolejnych zamachach i rzekomym "krwawym piątku". Policja i prokuratura od dwóch dni apelują o spokój i powtarzają, że nic nie wskazuje na kolejne ataki. W Ostrołęce rodzice i tak zatrzymywali dzieci w domach. TV Republika do tej paniki się dorzuciła. Jej paski łączą dwie strategie. Pierwsza to upolitycznianie tragedii i obarczanie odpowiedzialnością rządu i osobiście premiera Donalda Tuska i ministry edukacji Barbary Nowackiej. Druga to podsycanie strachu.
Wirtualna Polska zapytała medioznawców i etyków, jak oceniają takie działania stacji.
"Media nie powinny ani uspokajać, ani podburzać"
— Ta sytuacja to najlepszy, nie pierwszy już przecież zresztą, dowód na to, jak zdegenerowane jest dziś polskie życie społeczne i polityczne — mówi WP prof. Jerzy Kopania, etyk i specjalista m.in. w tematyce mediów, związany z białostocką filią warszawskiej Akademii Teatralnej.
Ekspert przypomina, że podobne zachowania znamy z poprzedniej kadencji. — Do głowy od razu przychodzą podobne zdarzenia z czasów rządów PiS-u, kiedy opozycja atakowała w ich kontekście ówczesną władzę. Teraz dzisiejsza opozycja, tym razem prawicowa, robi dokładnie to samo, tyle że w wydaniu TV Republiki przyjmuje to formę dużo bardziej skrajną i dobitną — mówi.
Jego zdaniem rola mediów w takiej sytuacji jest prosta. — W tego typu sytuacjach media informacyjne powinny skupić się wyłącznie na rzetelnym, spokojnym — jak sama ich nazwa wskazuje — informowaniu o tym, co się dzieje. Ich zadaniem nie powinny być ani próby uspokajania, ani podburzania nastrojów. Mogą co najwyżej przekazywać sprawdzone wskazówki dotyczące tego, jak zapobiegać tego typu zdarzeniom.
"Wyglądało to jak zagrzewanie do walki"
Jeszcze ostrzej ocenia to prof. Marek Palczewski z Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. — W tego typu przypadkach bardzo ważna jest rzetelność i ostrożność w relacjonowaniu i komentowaniu. Punktem odniesienia mogą być zalecenia BBC, które w takich sytuacjach nakazują wyjątkowo zdystansowane i spokojne podejście — mówi WP.
— To, co dzieje się wokół tej sprawy w TV Republika, to absolutna nieodpowiedzialność, naruszenie wszystkich norm etycznych, brak poszanowania dla ludzkiej godności. A patrząc z nieco innej strony, to przecież także manipulacja opinią publiczną. Takie działania nie mają absolutnie nic wspólnego z dziennikarstwem, a media, które posługują się tego typu środkami, całkowicie tracą wiarygodność. To po prostu działania naganne — ocenia.
Palczewski zwraca uwagę na jeszcze jedno zagrożenie, które polskie media już kiedyś przerabiały. — Mogą one podgrzewać nastroje społeczne — w historii polskich mediów zdarzały się już takie przypadki. Np. słynna relacja Polsatu z zamieszek w Słupsku po śmierci nastoletniego kibica w 1998 roku. Reporter stał wtedy na tle demonstracji i płonących opon, a wszystko wyglądało jak zagrzewanie do walki.
"Propagandowe głupoty na paskach"
Najszerzej na sprawę patrzy prof. Jacek Dąbała, medioznawca i audytor jakości mediów. — Formułowanie tego typu zarzutów, oskarżanie o te incydenty tego czy jakiegokolwiek innego rządu, jest poważnym nadużyciem intelektualnym, jeśli nie wręcz głupotą — mówi WP. — Mocne słowo jest tu naprawdę potrzebne, bo sprawa jest poważna. I to nią trzeba się zająć, zamiast koniunkturalnie atakować władzę. Rząd powinien się na tym skoncentrować przy wsparciu wszystkich sił politycznych i medialnych.
Zdaniem Dąbały źródło problemu leży w świecie dorosłych. — Przykład idzie z góry, od dorosłych, także polityków i polityczek — w przestrzeni medialnej jest mnóstwo opowieści o tym, że nie ponoszą oni odpowiedzialności za swoje czyny, które są łamaniem prawa. Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie tracą szacunek do rozsądku i prawdy. (…) Młodzi nie mają żadnych autorytetów, bo osoby, które wypowiadają się w przestrzeni medialnej, częściej się kompromitują, niż mówią coś mądrego.
Ekspert ma też jasny przekaz do stacji takich jak TV Republika. — Niektóre media zamiast wypisywać propagandowe głupoty na paskach, powinny w końcu zacząć myśleć głębiej, dalej i odpowiedzialniej, bo to, co się dzieje, to konkretny tragiczny przykład, że część dojrzewającego pokolenia nie radzi sobie z rozpoznawaniem wyraźnych granic między dobrem a złem. To jest elementarna lekcja do odrobienia przez wszystkich dorosłych, głównie przez polityków i media, w interesie bezpiecznej demokracji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.