Starcia z policją, pożary, wtargnięcie do merostwa. 400 osób zatrzymanych po zamieszkach we Francji

Opracowanie: Nicole Makarewicz Publikacja: Dzisiaj, 17 października (16:48) Aktualizacja: Dzisiaj, 17 października (21:03)
550 tysięcy osób w różnych częściach Francji zgromadziły sobotnie demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia. Nie można mówić o ich spokojnym przebiegu - w Marsylii na krótki czas grupa ludzi wdarła się do budynku merostwa. Doszło też do pożarów i starć z funkcjonariuszami służb. Szef MSW Francji Laurent Nunez poinformował w sobotę wieczorem, że zatrzymano 400 osób.
Zniszczenia po zamieszkach (fot. THIBAUD MORITZ) /AFP/East News
Gaz łzawiący i armatki
W stolicy jeszcze przed początkiem protestu, na paryskim Placu Republiki, gdzie zgromadziły się tłumy, w tym bardzo wielu młodych ludzi, policja kilkakrotnie użyła gazu łzawiącego, a później armatek wodnych.
Ogółem w pierwszej połowie dnia władze odnotowały łącznie 140 różnego rodzaju akcji w całym kraju. Zgromadzenia i protesty zostały zapowiedziane na sobotę przez różne grupy społeczne i zawodowe, takie jak licealiści i studenci, aktywiści klimatyczni, część związków zawodowych i organizacji rolniczych, uczestnicy ruchu „żółtych kamizelek”.
Macron wysyła dodatkowe siły policji do Marsylii
Doszło do aktów wandalizmu - w Rouen, na północny zachód od Paryża, ktoś wcześnie rano podłożył ogień pod budynek uniwersytecki. W Marsylii celem wandali stały się sklepy i posterunek miejskiej policji, w Lyonie - kiosk biura miejskiej informacji turystycznej. Do konfrontacji między policją a zamaskowanymi młodymi ludźmi doszło również w Bordeaux, gdzie policja użyła gazu łzawiącego.
Później w Marsylii grupa ludzi sforsowała drzwi do budynku merostwa i na krótko wtargnęła do środka. Mer miasta (drugiego co do wielkości we Francji) Benoit Payan poinformował, że rozmawiał z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i że do Marsylii skierowane zostaną dodatkowe siły policji.
Macron napisał wieczorem w sobotę w serwisie X, że we Francji „nie ma miejsca dla przemocy”. Zapewnił, że sprawcy ataków na budynki publiczne i sklepy zostaną ukarani. Zaapelował o jedność w obliczu „tych, którzy sieją chaos”.
Premier Francji: Nie damy się zastraszyć
Premier Francji Sebastien Lecornu wypowiedział się po doniesieniach o aktach przemocy i grabieży podczas sobotnich demonstracji w całym kraju. „Mówię jasno tym, którzy wyraźnie chcą uczynić z tej przemocy 'rozgrzewkę' przed wyborami prezydenckimi: nie pozwolimy się zastraszyć. Nikt nie narzuci swej agendy politycznej poprzez przemoc” - napisał Lecornu w serwisie X.
Mer Paryża Emmanuel Gregoire potępił te akty grabieży i oświadczył, że „odwracają one uwagę od postulatów licealistów”, którzy brali udział w protestach, wraz z innymi aktywistami.
Minister oskarża skrajną lewicę
Szef MSW Francji Laurent Nunez na wieczornej konferencji prasowej oskarżył grupy skrajnej lewicy o to, że sprawiły, iż demonstracje wymknęły się spod kontroli. Grupy kilkuset czy kilku tysięcy wandali, podżeganych w sposób bardzo wyraźny przez skrajną lewicę, atakowały siły porządku publicznego – powiedział minister.
Poinformował również, że 60 policjantów zostało rannych. Podkreślił, że zatrzymano 400 osób.
Blokady jak z manifestacji „żółtych kamizelek”
W pierwszej połowie dnia doszło również do blokad na rondach w kilku mniejszych miastach i w Rennes w zachodniej Francji. Tego rodzaju blokady były powszechną formą protestu podczas wystąpień „żółtych kamizelek” z lat 2018-19.
Od tygodni na portalach społecznościowych pojawiały się wezwania do zorganizowania 17 października protestów, nawiązujących do ruchu „żółtych kamizelek”, w proteście przeciwko rosnącym kosztom życia. Apele te narastały na fali niedawnych wystąpień licealistów i sobotnie demonstracje prezentowano jako połączenie postulatów różnych grup.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.