Vance "największym przegranym". Koniec marzeń o fotelu po Trumpie?
Jak ocenia "New York Times", J.D. Vance znalazł się w niezwykle trudnym politycznym położeniu. Nowojorski dziennik określa go mianem "największego przegranego" wtorkowych wyborów spośród czołowych polityków Partii Republikańskiej. Wiceprezydent przez lata budował wizerunek wiernego kontynuatora trumpizmu – stał się, jak pisze "NYT", "awatarem ruchu MAGA i większym trumpistą niż sam Trump". Ta strategia miała zapewnić mu pozycję naturalnego następcy. Teraz może go ona uwięzić.
Pułapka trumpizmu
Inni prominentni republikanie próbują już taktycznie odciąć się od prezydenta, którego polityka – w ocenie dziennika – doprowadziła partię do klęski wyborczej. Gubernator Florydy Ron DeSantis określił wyniki głosowania wprost jako "odrzucenie republikanów z Waszyngtonu". Vance nie może sobie pozwolić na podobny dystans. Przez lata zbliżył się do rodziny Trumpa – bardziej niż ktokolwiek inny z ważnych członków administracji, w tym sekretarz stanu Marco Rubio – a zwłaszcza do Donalda Trumpa Jr. Każdy krok w stronę krytyki prezydenta naraziłby go zarówno na gniew samego Trumpa, jak i na oskarżenie o kolejną polityczną woltę.
Tym bardziej że historia Vance'a jest historią radykalnej zmiany poglądów. Jeszcze przed swoją polityczną karierą porównywał Trumpa do Hitlera. Potem przeszedł pełne nawrócenie na trumpizm. "NYT" zauważa wprost: kolejna przemiana jest możliwa, bo Vance jest inteligentny i sprytny – ale dziś wydaje się to mniej prawdopodobne niż jeszcze tydzień temu.
Po przegranych wyborach wiceprezydent USA zamieścił na platformie X wpis, w którym za porażkę obarczył odpowiedzialnością wojnę z Iranem. Nie odniósł się jednak ani do skutków wojny handlowej Trumpa, ani do zarzutów korupcyjnych pod adresem klanu prezydenckiego i polityków z jego otoczenia – co "NYT" uznaje za istotne pominięcie.
Sondaże i bukmacherzy zgodnie przeciwko Vance'owi
Liczby są dla wiceprezydenta jednoznacznie niekorzystne. Dane CNN wskazują, że od początku urzędowania Vance stracił 18 punktów procentowych w sondażach ogólnych, a wśród wyborców niezależnych – aż 30 punktów. Stawia to go na pozycji najmniej popularnego republikańskiego wiceprezydenta na tym etapie kadencji. "Newsweek" przypomina z kolei, że już w październiku 44 proc. respondentów oceniało go negatywnie.
Rynki bukmacherskie potwierdzają ten trend. Szanse Vance'a na zdobycie prezydenckiej nominacji republikanów, szacowane w 2025 r. na 33 proc., dziś wynoszą zaledwie 22 proc.
Powiązania z Silicon Valley jako dodatkowe obciążenie
Problemem Vance'a jest także jego bliskość z ultraprawicowymi środowiskami Doliny Krzemowej. W sytuacji, gdy DeSantis zajął już krytyczne stanowisko wobec firm z sektora sztucznej inteligencji, a wielu innych republikanów zapowiada podobne ruchy, związki z technologicznymi gigantami stają się politycznym bagażem. "NYT" wskazuje, że dla części polityków już samo przyjęcie wyborczych donacji od Elona Muska okazało się toksyczne.
Krytykę pod adresem Vance'a formułują nawet komentatorzy przychylnych Trumpowi mediów. Brian Kilmeade z Fox News stwierdził w swoim programie, że "Vance nie jest tak popularny, jak mu się wydaje". Dodał też pytanie retoryczne: czy ktoś tak mocno zrośnięty z prezydentem jest dla partii atutem, czy obciążeniem.
– Ja sądzę, że może się to w końcu okazać obciążeniem – powiedział komentator Fox News.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.