The Jerusalem PostMural of rapper Macklemore painted in Gaza after Sheeran tour furorESPN DeportesLamine Yamal reclama el Balón de Oro y cuenta por qué tiene que ganarloESPNHow and why Missouri is claiming a college football title 66 years laterוואלהנקבע מותו של ילד כבן 7 בעקבות תאונת דרכים ברהטInquirerPalace to Pia Cayetano on fear for her liberty: Is this paranoia? Don’t panicRTP DesportoUEFA e CONCACAF pedem dados à FIFA sobre projeto de privatizar MundiaisDaily MaverickAGE OF ACCOUNTABILITY: Five criminal cases later, Ekurhuleni fires Julius MkhwanaziDeadlineBrad Pitt Reunites With His ‘Riders’ Director Edward Berger On Paramount’s ‘World War Z’ SequelTechCrunchJoby Aviation’s 3,100-mile autonomous flight signals its push beyond electric air taxisسكاي نيوز عربيةمحمد بن زايد ومودي يبحثان العلاقات والتطورات الإقليميةCBS SportsCollege football schedule, games 2026: What to watch in Week 3, TV channels, streaming, kickoff timesIl Sole 24 OreLe immagini come chiave di lettura dell’attualità: al via nuovo programma di Radio24
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, September 18, 2026

Syreny wyją, a szkoła wysyła uczniów do domu. "Żeby się rozproszyli"

Translate

Na terenie województwa lubelskiego i podkarpackiego zdarzały się już alarmy o zagrożeniu atakiem z powietrza, ale działo się to albo w nocy, albo w niedzielę nad ranem. W czwartkowe południe po raz pierwszy syreny ostrzegawcze włączono w środku dnia, kiedy uczniowie byli w szkołach. Co się wtedy stało? Reakcje były bardzo różne. W niektórych szkołach nie stało się zupełnie nic.

– W naszej szkole dzieci nie zostały nawet wyprowadzone z sal na korytarz. Uczniowie zostali tylko poinformowani, że to ćwiczenia – relacjonuje WP rodzic jednej z lubelskich podstawówek.

DLA CIEBIE

30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii

O tym, że reakcja jednak być powinna mówi rządowy poradnik bezpieczeństwa, który wskazuje, aby po usłyszeniu ostrzeżenia o zagrożeniu atakiem z powietrza udać się do miejsca schronienia. I niektórzy dyrektorzy szkół po usłyszeniu syren alarmowych zareagowali właśnie w taki sposób. Szukali dla dzieci piwnic lub po prostu korytarzy bez okien.

Ale reakcja niektórych dyrektorów pokazała, że zupełnie nie wiedzą, jak się w takiej sytuacji zachować. I dopiero teraz, po czterech latach od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny tuż za polską granicą, będą opracowywać procedury.

Uczniowie wysłani do domu. "Nie było żadnych skupisk"

Uczniowie kilku szkół średnich z Tarnobrzega w chwili kiedy ogłoszono zagrożenie nie schronili się w bezpiecznych miejscach, tylko zostali wysłani do domów.

– W związku z tym, że nie mamy w szkole bezpiecznego miejsca, gdzie młodzież może się schronić podczas ewentualnego nalotu z powietrza, podjąłem decyzję o tym, że jedyną bezpieczną możliwością dla uczniów będzie zwolnienie ich do domu, żeby się rozproszyli. I rozproszyli się przez trzy wyjścia ewakuacyjne. W ciągu trzech minut nie było żadnych skupisk – wyjaśnia w rozmowie z WP Rafał Sawicki, dyrektor ZS nr 3 w Tarnobrzegu.

Dodaje, że w jego szkole nie ma piwnic, a bezpieczne korytarze na najniższej kondygnacji wszystkich by nie pomieściły. Dlatego zdecydował, że uczniowie pójdą do domów. Przyznaje, że na tamtą chwilę nie znalazł innego rozwiązania.

– Pracujemy obecnie nad procedurami, aby pewne rzeczy i niedoskonałości lepiej opracować. Nie wiem, jak będzie. Ja to o tym cały czas myślę, ponieważ do tej pory szkoły były przygotowane tylko na ewakuację i zagrożenie pożarowe – zastanawia się Rafał Sawicki.

Można powiedzieć, że sytuacja z jego szkoły wywołała pewnego rodzaju lawinę w mieście. Dyrektor Zespołu Szkół nr 1 w Tarnobrzegu przyznaje, że w pierwszej chwili jego uczniowie zostali wysłani w bezpieczne miejsce, z podwójnymi ścianami i bez okien. Ale po jakimś czasie dowiedzieli się, że ich koledzy z innych szkół tego dnia mają już wolne.

– Wie pan, jak to młodzież między sobą się zaczęła kontaktować, mają komunikatory. I mówią na przykład, że budowlanka swoich puściła, liceum puściło. Ja jako ostatni puściłem też do domu – relacjonuje Marcin Pilarski, dyrektor ZS nr 1 w Tarnobrzegu.

Prezydent Tarnobrzega przekonuje w rozmowie z WP, że podobna, niewłaściwa reakcja wystąpiła tylko w trzech z 30 jednostek miejskich.

– Zadziałała tam procedura odwrotna, bo ewakuacyjna. Należało pozostawić uczniów w miejscach potencjalnie najbezpieczniejszych, ale w budynku – wskazuje prezydent Tarnobrzega Łukasz Nowak. – Dzisiaj mieliśmy spotkanie z wszystkimi dyrektorami. Wiedzą, że w takiej sytuacji mają zastosować wszelkie procedury bezpieczeństwa, ale w budynku – dodaje.

Podstawówka prosi rodziców o zabieranie uczniów

Znacznie trudniejsza sytuacja niż w szkołach średnich była w podstawówkach. Tam gdzie w ogóle zareagowano, uczniów ewakuowano z sal do szatni lub piwnic. Wiele dzieci wystraszyło się, słysząc syreny alarmowe, zdarzało się, że młodsi uczniowie płakali.

Niektóre szkoły korzystały z dzienników elektronicznych, aby przekazać rodzicom informacje o tym, co się u nich dzieje. W większości przypadków były to wiadomości informujące i uspokajające. Ale dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 50 w Lublinie zaskoczyła wielu rodziców. W tytule wiadomości od niej można było przeczytać: "Prośba o odbiór dzieci ze szkoły", a w treści: "Szanowni Państwo w związku z potencjalnym zagrożeniem, proszę odebrać dzieci ze szkoły".

W odpowiedzi na pytanie WP dyrektorka SP 50 w Lublinie Iwona Wąsik informuje, że po otrzymaniu alertu RCB szkoła podjęła działania mające na celu zapewnienie uczniom bezpieczeństwa. "Uczniowie zostali skierowani do wyznaczonych, bezpiecznych miejsc i przez cały czas pozostawali pod opieką nauczycieli" – tłumaczy.

Dodała, że komunikat o odbiorze dzieci wysłano na wypadek, gdyby alert miał się powtórzyć jeszcze tego samego dnia.

"W kolejnym komunikacie dyrekcja przekazała wszystkim rodzicom informacje dotyczące przebiegu zdarzenia oraz podjętych działań. Jednocześnie dokonujemy analizy przebiegu całej sytuacji. Celem tej analizy jest wyciągnięcie wniosków i doskonalenie sposobu postępowania szkoły w przypadku wystąpienia podobnych zdarzeń w przyszłości" – zapowiada Iwona Wąsik.

Urząd Miasta Lublin w piątek nie wiedział nic oficjalnie o tym, co działo się w SP 50. Rzeczniczka prezydenta Lublina zapowiedziała, że doniesienia medialne będą dopiero weryfikowane.

– Nie w każdej szkole podjęte działania wyglądały tak samo, bo każda szkoła, placówka, instytucja ma inną lokalizację i warunki budynku. Tam, gdzie były odpowiednie miejsca, np. piwnice, podziemne szatnie czy korytarze bez okien – uczniowie zostali tam skierowani. Z naszych informacji wynika, że wybierano przestrzenie, które w sytuacji zagrożenia mogą chronić przed odłamkami. W kilku przypadkach dyrektor podjął decyzję, że bezpieczniej będzie opuścić budynek, na przykład ze względu na duże przeszklenia dachu czy ścian. W takich sytuacjach wykorzystano inne położone blisko miejsca, np. parkingi podziemne. To dyrektor, znając specyfikę swojej szkoły, oceniał sytuację i podejmował decyzję – informuje WP Justyna Góźdź, rzecznik prezydenta Lublina.

Dodała, że w przyszłym tygodniu odbędzie się spotkanie z dyrektorami szkół, aby przeanalizować wczorajszą sytuację. Urząd zbiera też informacje ze szkół i przedszkoli o tym, jak zareagowały. – Wszystkie te informacje pozwolą na wyciągnięcie wniosków i podjęcie koniecznych działań – zapowiada Justyna Góźdź.

Minister edukacji pisze do MSWiA

Jak dowiedziała się WP, minister edukacji Barbara Nowacka zwróciła się do szefa MSWiA oraz dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z "pilną prośbą" o przekazanie szkołom i placówkom oświatowym odpowiednich materiałów na temat reakcji podczas alarmu związanego z zagrożeniem atakiem z powietrza.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.