Byli w Krakowie pięć minut przed zamachem. "Myśleliśmy, że to fake news"

Przyjechali do Krakowa świętować 18. urodziny znajomej. Kilka minut przed zamachem znajdowali się tuż obok miejsca tragedii. Ocaleli, bo postanowili wrócić do hotelu. Dziś przyznają, że trudno im poradzić sobie z tym, co wydarzyło się w sobotę.
W sobotę Kraków stał się miejscem tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły mieszkańcami miasta i całą Polską. Wśród osób, które znalazły się w pobliżu miejsca zamachu, była grupa młodych znajomych. Przyjechali do stolicy Małopolski, aby świętować 18. urodziny jednej z koleżanek. Nie przypuszczali, że wyjazd, który miał być okazją do wspólnej zabawy, zakończy się tak dramatycznymi przeżyciami.
Z rozmowy Wirtualnej Polski z grupą znajomych wynika, że jeszcze kilka minut przed zamachem przebywali w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca tragedii. Od niebezpieczeństwa dzielił ich zaledwie przypadek.
- Dziesięć minut przed samą akcją byliśmy dosłownie obok Zary. Głowa zaczęła mnie boleć i mówię do znajomych: "dawajcie, idziemy do hotelu". W tamtym miejscu aż mi niedobrze było. Kładę się do łóżka i czytam, że strzelanina była. Aż nie wierzyliśmy wszyscy w to, co się działo. Niesamowite - opowiedziała jedna z młodych kobiet.
Hotel, w którym zatrzymała się grupa, znajdował się zaledwie 5-10 minut drogi od miejsca zamachu. Decyzja o wcześniejszym powrocie okazała się niezwykle istotna. Kobieta nie ukrywała, że dziś interpretuje tamte wydarzenia jako coś, co pozwoliło jej uniknąć tragedii.
- Dziadek nade mną czuwa gdzieś z góry i dał mi znak, żebym poszła stamtąd, bo mogłam to być ja - dodała.
"Myśleliśmy, że to fake news"
Informacja o strzelaninie była dla młodych ludzi ogromnym szokiem. Początkowo nie potrafili uwierzyć w wiadomości, które zaczęły do nich docierać. Jedna z kobiet dowiedziała się o tragedii od swojej mamy, która przesłała jej zrzut ekranu z informacją o wydarzeniach w Krakowie.
- Mama wysłała mi zrzut z ekranu, że strzelanina była w Krakowie - relacjonowała.
Pozostali również mieli problem z przyjęciem do wiadomości tego, co się stało. - Myśleliśmy, że to fakenews - odezwał się jeden z młodych mężczyzn.
Skala wydarzeń dotarła do nich jeszcze mocniej, gdy następnego dnia ponownie pojawili się w okolicy miejsca tragedii. Wtedy emocje wróciły ze zdwojoną siłą.
- Byliśmy tam pięć minut wcześniej i nikt w to nie wierzył. To było nierealne dla nas. Jak dzisiaj tutaj stanęliśmy, to nas ruszyła - powiedziała kolejna kobieta z grupy.
Przyjechali świętować urodziny. Wyjazd zakończył się traumą
Znajomi przyznali w rozmowie z Wirtualną Polską, że sobotnie wydarzenia bardzo mocno odbiły się na ich psychice. Choć fizycznie nic im się nie stało, wciąż przeżywają to, co wydarzyło się w Krakowie. Podkreślali, że ich głowy nadal odczuwają ciężar tragedii.
Przyjechali do miasta z zupełnie innym nastawieniem. Chcieli wspólnie świętować 18. urodziny koleżanki, spędzić czas w Krakowie i dobrze się bawić. Zamiast wspomnień z udanej imprezy wywiozą jednak doświadczenie, które na długo pozostanie w ich pamięci.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.