Odnowili słynną "Ełkę", stanie przy dawnej Cepelii
Przejazd nocnymi autobusami
Źródło wideo: tvn
Źródło zdj. gł.: Narodowe Archiwum Cyfrowe
W poniedziałek, 21 września, o godzinie 13 odbędzie się uroczysta prezentacja odnowionej wiaty przystankowej typu "Ł". Stanie ona w samym sercu Warszawy, na przystanku Centrum 01.
Wiata "Ł" i autobus linii 100
Źródło zdjęcia: ZTM
Symbol lat 70. i 80., nie będzie tylko rekwizytem
"Każdego, kto chce poczuć klimat dawnej komunikacji miejskiej Zarząd Transportu Publicznego zaprasza na uroczystość z okazji uruchomienia przystanku. W programie m.in. słodki poczęstunek, pamiątkowe bilety dla pasażerów i specjalny przejazd autobusem Jelcz Berliet (z przewodniczką warszawską) na trasie: Marszałkowska – Trasa Łazienkowska – Wał Miedzeszyński – Trasa Łazienkowska – Aleje Ujazdowskie – Aleje Jerozolimskie – Domy Towarowe Centrum" - zaprasza na wydarzenie Zarząd Transportu Miejskiego.
Udział w wycieczce jest bezpłatny.
Zdaniem ZTM, stara-nowa wiata idealnie wpasuje się w nową lokalizację. Oprócz pieczołowicie odnowionego budynku dawnej Cepelii (dziś to flagowy salon Empiku), są tu jeszcze Domy Towarowe Centrum i Hotel Forum (obecnie Novotel Centrum Warszawa). "To symbole nowoczesności w Polsce czasów Edwarda Gierka. Dlatego tego dnia na tym przystanku zatrzyma się także autobus Berliet – również z lat 70" - zaznaczają urzędnicy ZTM.
Wiata nie będzie tylko dekoracją, ma normalnie służyć pasażerom.
Autobus MAN na przystanku z wiatą "Ł"
Źródło zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Gomułka jej nie chciał, Gierek zbudował
Urzędnicy zwrócili uwagę, że ten model wiaty stał się jednym z symboli Warszawy lat 70. i 80., podobnie Trasa Łazienkowska, która na zawsze zmieniła oblicze miasta. Za rządów I sekretarza PZPR Edwarda Gierka Polska próbowała gonić tak zwany Zachód za pożyczone tam pieniądze. Jednym z symboli pojawiającej się nowoczesności, obok pierwszych telewizorów kolorowych i małych Fiatów 126p, była właśnie Trasa Łazienkowska.
Nowoczesna arteria spięła oba brzegi Wisły i ułatwiła komunikację w południowej części miasta. Warszawiacy byli nią zachwyceni, bo długo na taką trasę czekali. Pierwsze plany trasy pojawiły się jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, a potem starano się wrócić do nich w latach 50. i 60. Na przeszkodzie stał jednak upór Władysława Gomułki, który nie widział takiej potrzeby.
"Przykład dobrego designu"
Razem z Trasą Łazienkowską na warszawskich ulicach pojawiły się nowe wiaty autobusowe, które miały zapewnić lepszą ochronę przed deszczem, słońcem, śniegiem i wiatrem. Nowa konstrukcja tak mocno wpisała się w stołeczny krajobraz i tak dobrze się wszystkim kojarzyła, że obrosła legendą. Mówi się, że zaprojektował ją Ryszard Bojar, legenda PRL-owskiego wzornictwa, autor logo CPN, a już w wolnej Polsce - systemu informacji wizualnej dla pierwszej linii metra.
"To był przykład dobrego designu tamtego czasu: srebrzyste aluminium i duże przeszklenia tworzyły wrażenie nowoczesności, drewniane ławki dawały poczucie przytulności, a duży dach gwarantował sporo cienia i zapewniał wygodę" - opisuje w komunikacie ZTM.
W latach 70. XX wieku wiatom towarzyszyły charakterystyczne żółte pylony z podświetlaną tablicą z dużą literą "A" lub "T" (na przystankach tramwajowych), wyposażone w gabloty z rozkładami jazdy oraz numerami linii. W latach 80., kiedy zapanował kryzys gospodarczy, wiaty popadały w ruinę - straszyły w nich wybite szyby albo zniszczone ławki a gabloty rozkładowe zapełniały potłuczone świetlówki.
Posiłkowali się starymi zdjęciami
Potem, już we współczesnych czasach, aluminiowe konstrukcje wiat zaczęły znikać z ulic, zastępowane przez nowsze modele. W końcu zostały tylko dwa egzemplarze, jeden przy ulicy Grzybowskiej, a drugi przy Alei gen. Stanisława Maczka.
Teraz wraca wiata, wyremontowana przez firmę Tejbrant, dostarczającą na co dzień nowoczesne wiaty na ulice Warszawy.
Odbudowa wiaty "Ł"
Źródło zdjęcia: ZTM
Rekonstrukcja nie była łatwa, bo brakowało rysunków technicznych i projektów, dlatego trzeba było się posiłkować m.in. starymi zdjęciami. Niektóre elementy trzeba było wymienić, albo nawet dociąć od nowa z blachy aluminiowej. Najwięcej pracy było przy remoncie zadaszenia, które oryginalnie miało także elementy drewniane.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.