Daily MaverickINTERNATIONAL INTERVENTION: World Aquatics grants alternative water polo body power to select World Cup teamsThe Jerusalem PostEisenkot: Netanyahu lacks majority, opposition bloc will repeal laws that ‘threaten democracy'Inquirer EntertainmentKatrina Johnson nixes idea of Miss International ‘archetype’ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFBollywood HungamaKartik Aaryan to headline Vivek Agnihotri’s Operation Sindoor? Here’s what we know!CBS NewsTennessee murderer captured over a week after escaping prison3DNewsПродажи полупроводников в мире взлетели на 24 % за квартал и достигли рекордных $517,7 млрдNU.nlMan krijgt vier jaar gevangenisstraf voor omkopen Amsterdamse boakickerLIVE! VfB nutzt offensive Möglichkeiten nicht - Galatasaray vor lautstarkem Publikum auf KursNOSVerkeersregelaar door automobilist mishandeld in HaarlemQuemSambista de 43 anos e tia morrem após serem atingidos por raio em SPSudinfoScènes de chaos près de Kiev : des manifestants affrontent la police sur fond de soupçons de torture de soldats
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, November 3, 2026

Więcej niż Kongres. Demokratyczne młode wilki idą po Trumpa i republikanów

Translate

W dobiegającej końca kampanii wyborczej cel demokratów od początku był jasny: za wszelką cenę odbić Izbę Reprezentantów i Senat.

Kontrola nad Kongresem dałaby Partii Demokratycznej potężny oręż do walki z administracją Donalda Trumpa w drugiej połowie kadencji, a co ważniejsze możliwość torpedowania wielu jego poczynań oraz szansę na rozliczenie piętrzących się kontrowersji i skandali.

"Misja Kongres". Wielkie apetyty demokratów

Na ostatniej prostej walki o Kongres ośrodki statystyczne, modele prognostyczne oraz rynki predykcyjne są zgodne co do jednego: zwycięstwo demokratów w Izbie Reprezentantów jest niemal przesądzone. W zależności od źródła, szanse na "niebieską falę" w izbie niższej Kongresu wynoszą od 84 (rynek predykcyjny Kalshi) do aż 99 proc. (specjalistyczny portal Fifty Plus One).

W Senacie sytuacja jest dużo bardziej wyrównana, ale to wciąż demokraci, którzy do przejęcia izby muszą odrobić cztery mandaty netto, są na pole position.

Najostrożniejszy z modeli prognostycznych, autorstwa brytyjskiego tygodnika "The Economist", daje im 54 proc. szans na zwycięstwo. Z kolei Nate Silver, jeden z najbardziej cenionych na amerykańskiej scenie politycznej analityków ilościowych, uważa, że prawdopodobieństwo zdobycia Senatu przez Partię Demokratyczną wynosi aż 82 proc.

Ostateczne rozstrzygnięcie tych niewiadomych poznamy już za kilkanaście godzin. Już teraz znamy za to odpowiedź na pytanie, jak wielomiesięczna, zażarta i brutalna kampania wyborcza zmieniła Partię Demokratyczną. A zmiany są arcyciekawe w kontekście kursu formacji przed wyborami prezydenckimi w 2028 roku, ale też dalszej przyszłości demokratów.

Przy pikujących notowaniach Donalda Trumpa i rosnącej frustracji społeczeństwa (zwłaszcza z powodów gospodarczych) kampania do Kongresu okazała się poligonem doświadczalnym dla nowych narracji, strategii politycznych, a nawet metod pozyskiwania funduszy. Jednocześnie dała szerokie pole do stworzenia nowej struktury i nowej hierarchii Partii Demokratycznej.

"Niebiescy" nie są jednorodną partią z jasno określonym przywództwem i linią polityczną. To konglomerat frakcji, narracji i osobowości, który jednak można podzielić na trzy kluczowe obozy. Podział ten uwidocznił się zwłaszcza w toku kończącej się kampanii do Kongresu.

Progresywna lewica - powrót do korzeni przynosi efekty

Zacznijmy od lewej strony. Skrzydło populistyczno-progresywne, a więc tożsamościowa lewica jest blisko związana z ideałami głoszonymi przez ikonicznego dla tej strony sceny politycznej Berniego Sandersa.

Dwie kluczowe dla tej frakcji postacie są związane z Nowym Jorkiem. To kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez (AOC) oraz burmistrz Zohran Mamdani. Trzecią figurą, która na szachownicy pojawiła się w ostatnich miesiącach dzięki świetnie ocenianej kampanii do Senatu w Michigan, jest Abdul El-Sayed.

Kobieta w czarnej sukience siedzi w fotelu, gestykuluje dłońmi i wypowiada się podczas wydarzenia na scenie z czerwonymi elementami w tle.

Alexandria Ocasio-Cortez, demokratyczna kongresmenka z Nowego JorkuAnnette Riedl / DPA / dpa Picture-AllianceAFP


AOC i Mamdani to nazwiska doskonale znane na amerykańskiej scenie politycznej.

Ona - młoda, polityczna buntowniczka z największego amerykańskiego miasta, twardo broniąca praw mniejszości, walcząca z kryzysem klimatycznym czy stająca w obronie praw pracowniczych.

Przez republikanów uznawana za uosobienie wielkomiejskiego komunizmu i zło wcielone. Nie stroni też jednak od ostrych konfrontacji z partyjnymi kolegami, którzy często uważają jej stanowiska za zbyt radykalne i przechylające całą partię za bardzo w lewo.

On - symbol sukcesu tzw. koalicji prekariatu, a więc wyborczego sojuszu młodych ludzi z klasy średniej, przedstawicieli różnorakich mniejszości oraz wszystkich wyborców domagających się większego interwencjonizmu państwa w zakresie dostępności usług publicznych i obniżenia kosztów życia.

Mężczyzna w garniturze i krawacie, uśmiechnięty, z jedną ręką na piersi, stoi na ciemnym tle, oświetlony punktowo.

Zohran Mamdani, burmistrz Nowego JorkuANGELA WEISS AFP


W swojej polityce stawia przede wszystkim na kwestie gospodarcze i bytowe - darmowy dostęp do opieki nad dziećmi, darmowa komunikacja miejska, obniżenie cen najmu, budowa mieszkań socjalnych, opodatkowanie najbogatszych celem sfinansowania programów socjalnych.

Mamdani jest żywym dowodem na to, że odważne i bezkompromisowe odwołanie się do lewicowych korzeni gospodarczych potrafi skutecznie przeciwstawić się pieniądzom wielkiego biznesu i wpływom politycznego establishmentu.

Centryści, czyli pragmatyzm i przewidywalność

Na kontrze do populistycznych progresywistów stoją pragmatyczni centryści. Czołowymi figurami są tutaj Josh Shapiro (gubernator Pensylwanii), Pete Buttigieg (były sekretarz transportu w administracji Joe Bidena) oraz Hakeem Jeffries (lider mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów).

Jeffries to szara eminencja Partii Demokratycznej. Zarządza jej działaniami w izbie niższej Kongresu, a po bardzo prawdopodobnym jej przejęciu przez demokratów zostanie pierwszym czarnoskórym spikerem Izby Reprezentantów w historii.

Chociaż jego rola w partii jest nie do przecenienia - balansuje wpływy różnych frakcji i partyjnych liderów, a także odpowiada za kwestie organizacyjne - mało kto widzi w nim polityka chcącego powalczyć o prezydenturę w 2028 roku. Przynajmniej on sam nie zdradzał na razie takich ambicji.

Mężczyzna w garniturze i okularach wygłasza przemówienie przy mównicy na tle czarnego tła, obok tablica z napisem „HORIZONS”

Josh Shapiro, gubernator Pensylwanii, polityk Partii DemokratycznejJEFF SWENSEN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA AFP


Co innego duet Shapiro-Buttigieg. Obaj w czołówce wszelkich analiz i prognoz dotyczących możliwych kandydatów Partii Demokratycznej do walki o Biały Dom. Obaj z dużymi dokonaniami i nie mniejszymi ambicjami.

Shapiro, w odróżnieniu od wielu koleżanek i kolegów z partii, nie fiksuje się na zmasowanej krytyce Donalda Trumpa. Zamiast tego swoją polityczną markę buduje na ponadpartyjnej skuteczności w "dowożeniu" konkretów (słynny przekaz GSD, czyli Get Shit Done) i odbijaniu z rąk republikanów głosów białej klasy robotniczej.

Stroni od radykalizmu i wojen ideologicznych, stawia na chłodny pragmatyzm i polityczną sprawczość. Jako gubernator Pensylwanii, kluczowego stanu dla każdego demokraty myślącego o wygraniu wyborów prezydenckich, ma bardzo mocną pozycję wyjściową.

Mężczyzna w garniturze siedzi na scenie, trzyma mikrofon i gestykuluje kciukiem do góry.

Pete Buttigieg, były sekretarz transportu w administracji Joe BidenaSean Rayford / GETTY IMAGES NORTH AMERICAAFP


Buttigieg to, wedle aktualnych prognoz i analiz, numer trzy w szeregach demokratów, jeśli chodzi o szanse na prezydencką nominację. Twarz młodego pokolenia Partii Demokratycznej.

Kreuje się na "chłopaka ze Środkowego Zachodu", który unika radykalizmów i jest akceptowalny dla elektoratu republikańskiego. Mocno stawia na gospodarkę, postuluje chociażby konieczność naprawy kapitalizmu i bliskiej współpracy rządu federalnego z prywatnym biznesem.

Łącznicy, czyli jak połączyć ogień z wodą

Trzecie skrzydło to tzw. łącznicy, a więc politycy potrafiący nie tylko rozmawiać w ramach partii zarówno z lewym, jak i z centrowym skrzydłem, ale też zdolni do pozyskiwania wyborców niezdecydowanych czy nawet umiarkowanego elektoratu Partii Republikańskiej.

Tu na pierwszy plan wybijają się trzy nazwiska: Jon Ossoff (senator z Georgii), Gavin Newsom (gubernator Kalifornii) i James Talarico (kandydat na senatora z Teksasu).

Mężczyzna w białej koszuli przemawia energicznie na scenie, w tle duża flaga Stanów Zjednoczonych oraz plakat z napisem 'California' i symbolem stanu.

Gavin Newsom, gubernator Kalifornii, polityk Partii DemokratycznejJill Connelly© 2026 Associated Press - zdjęcia


Newsom to numer dwa, jeśli chodzi o projekcje szans na prezydencką nominację z ramienia demokratów. Ustępuje pod tym względem jedynie Kamali Harris.

W ostatnich latach dał się poznać jako pryncypialny liberał i zagorzały krytyk administracji Donalda Trumpa. Chociaż świetnie radzi sobie w sondażach i w kwestii pozyskiwania środków, to jego przekleństwem jest Kalifornia, z której się wywodzi.

Z jednej strony, stan gwarantujący rozpoznawalność i dobrą ekspozycję w mediach. Z drugiej, w skali kraju stan absolutnie niereprezentatywny i nieprzesadnie lubiany, a przez wyborców umiarkowanie konserwatywnych często uważany za stolicę przepychu i ideologii woke.

Mężczyzna w koszuli trzymający mikrofon, stojący w pomieszczeniu z widocznym napisem na ścianie oraz ozdobami w postaci kolorowych liter i gitar, podczas gdy z boku widać osobę siedzącą i patrzącą w jego stronę.

Jon Ossoff, demokratyczny senator z GeorgiiRyan Murphy© 2026 Associated Press - zdjęcia


Podobnego problemu jak Newsom nie mają Ossoff i Talarico. Pierwszy słynie z unikalnych zdolności budowania sojuszy, ma świetne relacje z czarnoskórym elektoratem i cieszy się osobistym silnym poparciem ikony demokratów - Baracka Obamy.

Drugi łączy progresywne podejście do gospodarki z chrześcijańskimi wartościami w sferze światopoglądowej, dzięki czemu zdobywa głosy zarówno elektoratu latynoskiego, jak i białej klasy robotniczej.

Chociaż notowania tej dwójki na razie wciąż mają się gorzej niż w przypadku Newsoma, to długofalowo rokują zdecydowanie lepiej. Zwłaszcza jeśli Talarico zdoła wywalczyć senacki mandat w Teksasie.

Wówczas udowodni, podobnie jak Ossoff, że umiarkowany demokrata z dobrą strategią i odpowiednią narracją jest w stanie zdobywać poparcie na konserwatywnym południu kraju, a nawet przekonywać do siebie wyborców republikańskich.

Mężczyzna w białej koszuli trzyma mikrofon i przemawia do publiczności, gestykulując jedną ręką, w tle rozmyty tłum ludzi.

James Talarico, członek Izby Reprezentantów Teksasu i kandydat Partii Demokratycznej do SenatuEric Gay© 2026 Associated Press - zdjęcia


W skali ogólnokrajowej to gigantyczny atut, ponieważ wybory prezydenckie wygrywa się w centrum, a nie poprzez licytację na radykalizm partyjnych ekstremów. Innym atutem nie do przecenienia w kontekście tej dwójki jest ich zdolność do pozyskiwania funduszy. 

Ossoff na swoją kampanię reelekcyjną zgromadził 116 mln dol., głównie od małych, prywatnych darczyńców.

Talarico w kończącej się kampanii zdołał ten wynik przebić. Na swoje starcie ze wspieranym przez Elona Muska i wielki biznes Kenem Paxtonem pozyskał ponad 135 mln dol. Pod względem finansowania kampanii wyborczej zarówno Ossoff, jak i Talarico są w Partii Demokratycznej stawiani za wzór do naśladowania.

Nowa twarz demokratów na nowe czasy

Niezależnie od politycznych czy światopoglądowych różnic, przedstawiciele nowej fali w Partii Demokratycznej pokazują, jak zmienia się amerykańska polityka i jak już zmienili się sami demokraci. Politycznym Świętym Graalem demokratów na nowe czasy jest połączenie wielkomiejskiego progresywizmu z pragmatyzmem cechującym amerykańską prowincję.

Dlatego punkt ciężkości w działaniach i narracji demokratów coraz bardziej odchodzi od wojen ideologicznych, a coraz wyraźniej przesuwa się w stronę kosztów życia, cen energii, praw pracowniczych, mieszkalnictwa czy dostępu do opieki medycznej.

To zupełnie inaczej niż w przypadku republikanów, którzy uginając się pod krytyką prowadzonej przez administrację Donalda Trumpa polityki gospodarczej wciąż marnują czas na krucjatę przeciwko "ideologii woke". Rzecz w tym, że to niespecjalnie obchodzi ich własny elektorat.

Demokraci tymczasem przedstawiają się jako kompetentni menedżerowie i odpowiedzialni politycy. Obiecują walkę o amerykańskie miejsca pracy, jednocześnie nie rezygnując z suwerenności technologicznej czy konieczności przeprowadzenia rozsądnej transformacji energetycznej.

Patriotyzm przemysłowy staje się nową dewizą demokratów i pozwala im dotrzeć do wyborców nie tylko w stanach wahających się, ale nawet tych historycznie będących bastionami republikanów - jak Kansas czy Teksas.

Co ważne, jako opozycja demokraci nie marnują czasu wyłącznie na medialną krytykę administracji Donalda Trumpa - jej kolejnych potknięć, afer czy niespełnionych obietnic. Zamiast tego wykorzystują jako karty atutowe swoje osiągnięcia na szczeblu miejskim (jak Zohran Mamdani w Nowym Jorku) czy stanowym (jak Josh Shapiro w Pensylwanii), żeby pokazać, że demokraci "dowożą" i stawiają na bliski zwykłym ludziom pragmatyzm.

"Przywództwo bez przywództwa" vs. maczyzm samców alfa

W kontekście wyścigu prezydenckiego w 2028 roku kluczowe będzie jeszcze jedno starcie. Demokraci i republikanie to dwa kompletnie różne modele przywództwa i zarządzania partią. W przypadku pierwszych - rozproszone przywództwo, wręcz "przywództwo bez przywództwa", obsługiwanie różnych grup wyborców i ucieranie wspólnej strategii w toku często trudnej i mozolnej dyskusji.

W przypadku drugich - dominująca figura samca alfa (Donald Trump), który narzuca swoją wolę partii i podporządkowuje sobie partyjne struktury, oraz polityki spod znaku kultury maczystowskiej (siła jako nadrzędna wartość w polityce, silny lider na trudne czasy).

Już widać, że demokraci swojego podejścia przed wyborami prezydenckimi w 2028 roku nie zmienią.

Jeśli walka o Kongres zakończy się pełnym sukcesem, nie będą zresztą mieć ku takiej zmianie powodów. "Przywództwo bez przywództwa" jest niejako wpisane w rodowód Partii Demokratycznej, której elektorat stanowi mozaikę różnych grup interesu (m.in. mniejszości etnicznych, wielkomiejskiej klasy średniej, związków zawodowych, progresywnej młodzieży), a nie stabilny, polityczny monolit.

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald TrumpANDREW CABALLERO-REYNOLDSAFP


Bogactwo wyrazistych polityków młodego pokolenia pozwala demokratom wspomnianą mozaikę idealnie obsługiwać i dopasowywać przekaz do lokalnej specyfiki bez groźby wojny domowej z partyjną centralą w Waszyngtonie. Odpada też opcja paraliżu całej partii wskutek problemów wizerunkowych lub prawnych jej lidera, co z kolei spędza sen z powiek republikanom.

Sielanka demokratów nie będzie trwać jednak wiecznie. Brak zdefiniowanego wodza i szybkiej ścieżki decyzyjnej grozi reakcyjnością wobec administracji Trumpa i problemami z wypracowaniem skutecznej kontrnarracji. Co ważniejsze, zwiastuje też krwawe i bolesne prawybory w partii. A to stwarza zagrożenie zmarnowania zarówno zasobów, jak i zaufania społecznego na wyniszczającą walkę wewnętrzną, zamiast na skuteczny bój o Biały Dom.

Wiele odpowiedzi przyniesie demokratom już wieczór i noc wyborcza z 3 na 4 listopada. To wtedy okaże się, które strategie polityczne i kampanijne okazały się skuteczne, a które poniosły klęskę. Partia i jej wyborcy dostaną też potwierdzenie, którzy politycy z wielomiesięcznego boju o Kongres wychodzą wzmocnieni, a którzy osłabieni.

Być może wieczór wyborczy przyniesie też demokratom odpowiedź na pytanie najważniejsze: czy na horyzoncie pojawił się już nowy Barack Obama, a więc polityk potrafiący połączyć różne skrzydła, różne narracje i różne wrażliwości w partii. W dodatku efektywnie i efektownie. A, jak widać, kandydatów aspirujących do tego miana u demokratów nie brakuje.

Motyka w "Graffiti" o rozmowie Kosiniaka-Kamysza z Trumpem: Dobrze, że się odbyłaPolsat News


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.