Biskup miał tuszować pedofilię. Ruszył pierwszy taki proces
W czwartek tarnowski sąd rejonowy wysłuchał mów końcowych w pierwszym w Polsce procesie sądowym biskupa oskarżonego o to, że nie powiadomił niezwłocznie organów ścigania o molestowaniu małoletnich przez dwóch księży z jego diecezji — Stanisława P. i Tomasza K. Sąd ogłosi wyrok 29 października.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Prokuratura domaga się ukarania biskupa. "Zasługuje na karę"
Czytaj nas częściej w Google
Prokurator, który wniósł o zasądzenie wobec duchownego 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 20 tys. zł grzywny, przekonywał sąd, że wina biskupa i społeczna szkodliwość niepowiadomienia o czynach pedofilskich księży są znaczne, a w sprawie, w której hierarcha nie przyznał się do sformułowanych zarzutów, brak jest okoliczności łagodzących.
— Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii. Jeżeli ktoś uważa, że czynił to dla dobra własnego środowiska, w którym funkcjonuje, lub w obawie przed krytyką ze strony społeczeństwa, to tym bardziej zasługuje na karę — podkreślał w swojej mowie końcowej prok. Marcin Stępień z Prokuratury Rejonowej w Tarnowie.
Mówił też, że próżno szukać w słowach biskupa przeprosin za jego zachowanie, w tym, według oskarżyciela, za zbyt późną reakcję i brak bardziej zdecydowanego działania. — Nie ma tam takich słów, za to mogliśmy usłyszeć ogólnikowe deklaracje, jak bardzo złe jest zjawisko pedofilii i że trzeba podejmować z nim walkę. Dla każdego z nas jest to oczywiste — mówił prokurator.
Kuria zwlekała ze zgłoszeniem. Sprawy się przedawniły
Wskazywał, że w obu przypadkach kuria zgłosiła sprawy organom ścigania po ponad trzech latach od momentu wejścia w życie w 2017 r. przepisu dotyczącego odpowiedzialności karnej dla osób, które nie zawiadomiły o popełnieniu przestępstwa m.in. pedofilii. W przypadku czynów ks. Stanisława P., jak zwracał uwagę oskarżyciel, nastąpiło to po publikacji artykułu ks. Isakowicza-Zaleskiego, który opisywał problem.
— Zaniechanie, jakiego dopuścił się biskup Andrzej Jeż, nie składając doniesienia o przestępstwie w momencie wejścia noweli w życie, spowodowało, że czyny o charakterze seksualnym, jakich ks. P. dopuścił się względem 23 chłopców poniżej 15. roku życia, uległy przedawnieniu. Pokrzywdzeni już nie będą mogli dochodzić swoich praw w drodze sądowej w żaden sposób — stwierdził prokurator.
Według oskarżyciela Kościół, który prowadził we własnym zakresie postępowania wewnętrzne w sprawie obu księży, dysponował wiarygodnymi wiadomościami o przestępstwach pedofilskich kapłanów i powinien zgłosić je od razu po wprowadzeniu odpowiednich przepisów.
Stanowisko obrony. "Nie można ponosić odpowiedzialności za wiedzę innych osób"
Z kolei obrońcy przekonywali sąd, że biskup nie musiał odpowiednio interpretować nowelizacji przepisu nakazującego denuncjację, skoro do czasu uchwały Sądu Najwyższego z 2022 r. w tej sprawie toczyła się jeszcze dyskusja prawnicza. Kwestią sporną było m.in. to, czy obowiązek zgłoszenia przestępstw dotyczy także tych spraw, które miały miejsce przed wejściem w życie w 2017 r. nowelizacji prawa — SN orzekł, że z nimi również wiąże się ten obowiązek.
Mec. Zbigniew Ćwiąkalski argumentował, że nie można oceniać zachowania biskupa z perspektywy dzisiejszej wiedzy i świadomości. Obrona wskazywała również, że o pedofilskich czynach ks. Stanisława P. wiedziały inne osoby, np. ze szkoły, kuratorium i gminy, a mimo to sprawa nie została zgłoszona.
— Nie można ponosić odpowiedzialności za sam urząd, za wiedzę innych osób, ani za wieloletnie zaniechania wielu instytucji, w tym instytucji państwowych, ale tutaj akurat nikt się nie kwapi, żeby stawiać zarzuty funkcjonariuszom czy pracownikom tych instytucji. Nie można oceniać oskarżonego z perspektywy późniejszej wiedzy i wykładni prawa. W związku z czym jedyny wniosek, jaki zdaniem obrony się jawi, to jest wniosek o uniewinnienie oskarżonego od obu czynów — wnosił mec. Ćwiąkalski.
Wniosek o uniewinnienie obrońcy uzasadniali m.in. wątpliwościami jurysdykcyjnymi — czyny były popełnione głównie w Ukrainie. Z kolei w sprawie księdza Tomasza K., według obrońców, biskup był przekonany, że wszystkie ofiary miały powyżej 15 lat, a po otrzymaniu nowych informacji dotyczących jednego z pokrzywdzonych sprawa została zgłoszona policji.
Biskup miał tuszować pedofilię. To pierwszy taki proces
Proces dotyczący zgłaszania czynów pedofilskich księży rozpoczął się w lutym. Prokuratura zarzuciła biskupowi diecezji tarnowskiej, że nie powiadomił niezwłocznie organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich poniżej 15. roku życia przez dwóch podległych mu księży, Stanisława P. i Tomasza K., mimo że miał o tym wiarygodną informację.
Biskup nie przyznał się do takich zarzutów i składał obszerne wyjaśnienia. Tłumaczył, że organy ścigania otrzymywały informacje o przestępstwach seksualnych duchownych, a on dopiero w momencie zgłaszania przez kurię spraw służbom miał w obu przypadkach wiarygodną informację na temat tych przestępstw.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.