Ktoś jeszcze wierzy w pomoc Ameryki?

Oj, miło słucha się zapewnień polityków i generałów, że wszystko będzie dobrze. Zjechali do Warszawy oficjele od spraw bezpieczeństwa. Czcigodni, pachnący, z zapasem wielkich słów. Jak to w debatach publicznych zwykle bywa, obok trafnych spostrzeżeń kwitnie mowa-trawa. Na przykład o tym, że militarne odstraszanie ma być jakąś nową formą obrony NATO przed drapieżnikami.
Boki chciałoby się zrywać, gdyby nie to, że dopiero co testowano w stolicy syreny alarmowe. Raz za razem - aż ciarki szły po plecach. Rosja każdego dnia zabija ludzi w ukraińskich miastach. Ofiar jest coraz więcej. Jakoś nie do śmiechu z nadętych panów w czystych mundurach i garniturach.
Cóż, nie chciałbym osuwać się w karykaturę, ale te "nowości" o odstraszaniu przeciwnika w historii wojskowości liczą sobie parę tysięcy lat. W krótszej perspektywie zaś chyba nie za bardzo działają. Rosyjskie drony bezkarnie hulają ponad granicami państw NATO. Służby Kremla na terytorium Unii Europejskiej nie krępują się wcale. A to przetną podmorski kabel na dnie Bałtyku, a to znów znajdziemy rosyjski dron nafaszerowany materiałami wybuchowymi na lotnisku w Lipsku. I tak bez końca.
Kolejne prowokacje skutecznie przesuwają granice czegoś, co nazwano "wojną hybrydową". Nazwa okazuje się tak pojemna, że mogą ginąć ludzie, a nadal będzie to niby-konflikt. Można dojść do wniosku, że sam termin "wojny hybrydowej" chytrze wymyślili spece z FSB czy inni następcy Feliksa Dzierżyńskiego. W końcu drony będą spadać na nasze miasta, zaś amerykańska generalicja będzie twierdzić, że to deszcz pada.
Rozkład porządku
Wszystkie te smętne myśli przychodzą do głowy wraz z wieściami z Bliskiego Wschodu. Oto Huti, rebelianci z Jemenu, zaatakowali dronami lotnisko w stolicy Arabii Saudyjskiej. Konflikt ciągnie się od dekad. Teoretycznie dla Polski to rzecz odległa i egzotyczna. A jednak wojna z Iranem uzmysłowiła, że nasze ceny paliw i gazu mocno zależą od tego, co przepłynie przez cieśninę Ormuz.
Teraz Huti blokują drugą cieśninę, niejako siostrzaną - Bab al-Mandab. Co więcej, bombardują bezkarnie dronami międzynarodowe lotnisko im. Króla Chalida w Rijadzie. Specjaliści toczą spory o to, czy Huti zależą od Iranu bardziej czy mniej i jak daleko posunie się rywalizacja geopolityczna w regionie.
My jednak powinniśmy zwrócić uwagę na to, jak generałowie tej samej armii - amerykańskiej - wraz z administracją Donalda Trumpa stają na głowie, aby nie dać się wciągnąć w wojnę na nowym froncie. Kluczą, kręcą, a tym samym podważają porządek polityki międzynarodowej na kolejnym kawałku globu.
Waszyngton, podobnie jak w przypadku Europy, od końca II wojny światowej poprzez gwarancje bezpieczeństwa budował porządek światowy. W 1945 roku stojący nad grobem prezydent Roosevelt zdążył jeszcze spotkać się na pokładzie krążownika z królem Arabii Saudyjskiej. Deal był jednym z najważniejszych na świecie. USA gwarantują bezpieczeństwo Rijadowi, ten zaś do sprzedaży ropy naftowej jako waluty używa dolara. Oto jedno z kluczowych źródeł potęgi waluty USA. Dla zagwarantowania bezpieczeństwa Arabii Saudyjskiej zawierano poza tym kolejne umowy i sprzedawano tony nowoczesnego uzbrojenia.
Demoralizacja USA
Teraz Donald Trump stoi przed widmem przegranej w listopadowych wyborach do Kongresu. Zawarł żenujące porozumienie z prezydentem Putinem, które medialnie miało uspokoić wyborców MAGA. Szybko policzono, że rosyjskie dostawy są mikroskopijne wobec potrzeb. Zatem - jeśli w ogóle z Rosji dotrą - nijak nie wpłyną na spadek cen diesla w USA. Trump jednak potrzebował zająć czymś uwagę ludzi. Dodatkowo zrugał prezydenta Ukrainy, co przychodzi mu podejrzanie łatwo.
Najważniejszy jednak wniosek z lat 2025-2026 jest taki, że prezydent Donald Trump naprawdę nie przychodzi z pomocą sojusznikom. Kluczy, histeryzuje, odwraca uwagę. Praktycznie jednak nawet kluczowa dla systemu petrodolarowego Arabia Saudyjska nie może liczyć na USA. Tymczasem Huti realnie uziemili całą turystykę i biznes tego kraju. To zaiste niesamowite. Jednocześnie jak mantrę Trump i osoby z jego otoczenia powtarzają, że w razie ataku na NATO z pomocą mogą przyjść. Albo i nie. To zupełnie tak jak w przypadku Rijadu.
Słuchamy liderów z USA i dochodzimy do wniosku, że tylko osoba niespełna rozumu może tak po prostu wierzyć w zapewnienia o przyjściu nam z pomocą. Kraje europejskie z ich rosnącym nacjonalizmem także dryfują raczej ku pacyfizmowi. Wystarczy zmiana władzy w krajach takich jak Francja czy Niemcy i kosmiczne wydatki na zbrojenia mogą wyschnąć z dnia na dzień. Nowi liderzy chętnie wrócą do rozmów o uruchomieniu taniego gazu z Nord Stream 2. Dlatego testowane jesienią w Polsce w tym roku syreny alarmowe brzmią inaczej niż w poprzednich latach.
''Wydarzenia'': Orędzie von der Leyen o stanie Unii Europejskiej. Będzie nowa strategia bezpieczeństwaPolsat News
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.