Koktajle Mołotowa poszły w ruch, policja odpowiedziała. Wrze na Bałkanach

Demonstranci zaatakowali budynki ministerstw w Tiranie, używając koktajli Mołotowa.
Policja odpowiedziała użyciem armatek wodnych i gazu łzawiącego, zatrzymując blisko 70 osób.
Protesty w Tiranie są prowadzone przez ruch Flamingi, który sprzeciwia się budowie luksusowego kompleksu turystycznego i żąda odejścia premiera Ediego Ramy.
We Francji równocześnie trwają zamieszki związane z protestami przeciw wysokim kosztom życia; policja aresztowała ponad 2 tysiące osób.
Protestujący rzucali w stronę sił policyjnych fajerwerki, inne środki pirotechniczne oraz koktajle Mołotowa. Policja odpowiedziała użyciem armatek wodnych i gazu łzawiącego. Protestujący podzielili się wieczorem na grupy, policja uniemożliwia im ponowne zgromadzenie się - poinformowała albańska stacja TV Klan.
Portal Albanian Post powiadomił, że protest trwa nadal, chociaż sytuacja - po wcześniejszych starciach - wydaje się już spokojniejsza.
Serwis ocenił, że "siódmego dnia protestów uczestnicy jeszcze głośniej wyrażali sprzeciw wobec rządu i premiera Ediego Ramy, domagając się jego odejścia".
Albania. Demonstranci zaatakowali siedziby dwóch ministerstw
Demonstracje rozpoczęły się tego dnia od zgromadzenia przed siedzibą ministerstwa edukacji w Tiranie. Pierwsze oznaki napięcia pojawiły się około godz. 13, gdy grupa demonstrantów zaatakowała policjantów kamieniami.
Służby porządkowe odpowiedziały użyciem gazu łzawiącego oraz armatek wodnych, podejmując próbę rozpędzenia tłumu. Starcia przeniosły się następnie w inne części stolicy - relacjonowały miejscowe media.
Grupa zamaskowanych demonstrantów zaatakowała następnie budynek Sądu Apelacyjnego w Tiranie - wybito szyby i uszkodzono drzwi wejściowe. Według doniesień niektórzy z napastników weszli do wnętrza budynku, powodując szkody materialne. W związku z tym incydentem policja aresztowała pięć osób, w tym 16-latka, a 15 kolejnych osób jest poszukiwanych.
Albania. Koktajle Mołotowa poszły w ruch, policja odpowiedziała armatkami wodnymi
Agencja AFP przekazała, że do starć doszło również przed gmachem ministerstwa spraw wewnętrznych. Demonstranci rzucali w budynek koktajle Mołotowa. Oddziały policji odpowiedziały użyciem armatek wodnych, gazu łzawiącego oraz gumowych kul, aby odeprzeć protestujących.
Na ulicach centrum Tirany demonstranci przewracali i podpalali pojemniki na śmieci, próbując spowolnić działania sił bezpieczeństwa, które dokonywały zatrzymań.
W późniejszym komunikacie stołeczna policja podała, że w związku z poniedziałkowymi wydarzeniami ujęto łącznie 68 osób, a wobec 22 wszczęto już postępowania karne. Według danych policji podczas protestów obrażenia odniosło 20 funkcjonariuszy.
Lokalne media informują, że pomocy medycznej potrzebował przedstawiciel zagranicznych mediów, który zgłosił się do szpitala uniwersyteckiego.
Bieżąca fala protestów jest kontynuacją trwających od miesięcy w Tiranie demonstracji, organizowanych przez ruch o nazwie Flamingi. Powstał on w sprzeciwie wobec budowy luksusowego kompleksu turystycznego na południowym wybrzeżu Albanii, powiązanego z firmą inwestycyjną założoną przez Jareda Kushnera, zięcia Donalda Trumpa.
Przewodzący ostatnim demonstracjom studenci domagają się zmian w systemie edukacji w kraju oraz ustąpienia premiera Ramy, który wyklucza taką możliwość.
Francja. Zamieszki ogarnęły kraj, ponad 2 tys. zatrzymanych
Przypomnijmy, w tym samym czasie trwają masowe protesty we Francji.
W sobotę demonstracje zwołane w proteście przeciwko rosnącym kosztom życia przerodziły się w zamieszki. Ich sprawcy atakowali budynki publiczne, plądrowali sklepy i punkty handlowe. Do starć z policją i prób grabieży doszło również w niedzielę w Paryżu i Marsylii; oddziały policji nie wszędzie zdołały powstrzymać ataków.
Minister sprawiedliwości Francji Gerald Darmanin poinformował w poniedziałek, że od weekendu policja przeprowadziła 2513 zatrzymań, z których wiele przedłużono, a 67 osób jest w aresztach.
Nawrocki tłumaczy, dlaczego tyle wetuje. "Brutalny rząd"INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.