Australia. Trąba powietrzna zrywała dachy i ciskała łodziami. "To było straszne"
Canberra w Australii
Źródło wideo: Google Earth
Źródło zdj. gł.: NSW SES/Facebook
W sobotę w rejonie miejscowości Ulladulla, położonej na wybrzeżu australijskiego stanu Nowa Południowa Walia, pojawiła się trąba powietrzna. Około godziny 13 lokalnego czasu wydano dla tego obszaru ostrzeżenia przed gwałtownymi burzami. Australijskie Biuro Meteorologii (BoM) potwierdziło obecność trąby w tym rejonie, opisując to zdarzenie jako "bardzo nietypowe".
Prawie 200 zgłoszeń
Służby ratunkowe stanu (NSW SES) poinformowały, że otrzymały ponad 180 zgłoszeń od mieszkańców o zniszczeniach spowodowanych groźną pogodą. Około 30 z nich dotyczyło trąby powietrznej w Ulladulli. Zjawisko zrywało dachy i linie energetyczne, a także łamało drzewa. Nie ma informacji o osobach poszkodowanych.
>>> CZYTAJ TEŻ: "Śródziemnomorski minihuragan". Czerwony alert w Barcelonie
"Panował ogromny bałagan"
Julius Machado, właściciel jednej z kawiarni w miejscowości, powiedział w rozmowie ze stacją ABC Australia, że w sobotę w lokalu panował duży ruch. Około godziny 13 niebo pociemniało i wszystko zmieniło się "w mgnieniu oka".
- Zerwał się silny wiatr, zmiatał wszystko. Klienci siedzieli na zewnątrz, pili kawę i jedli lunch, a potem musieli w pośpiechu wracać do środka - relacjonował. - Niektórzy rzucili się w stronę kuchni, inni pobiegli do przedniej części lokalu. To było straszne - opisywał Machado. Mężczyzna dodał, że całe zdarzenie przypominało sceny z filmu katastroficznego.
>>> CZYTAJ TEŻ: Wypalali teren, pojawiło się rzadkie ogniste tornado
- Nikt nie miał szansy przenieść rzeczy. Zjawisko przeszło tak szybko, w ciągu 30 sekund zmiatało wszystko - relacjonował. Łodzie, które były przykute łańcuchami do nabrzeża, zostały poderwane i przeniesione na parking. - Musieliśmy wcześniej zamknąć lokal, żeby posprzątać. Wszystkie szklanki były potłuczone, talerze leżały wszędzie. Panował ogromny bałagan - opowiadał Machado.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.