ESPN DeportesCR7 pide suspender a fans por burlas a Diogo JotaRTP DesportoEuroVolley 2026. Portugal soma quarta derrota consecutiva frente à UcrâniaESPN'I'm willing to do whatever it takes': Inside the 274 days that rebuilt Patrick MahomesThe Jerusalem PostUS President Donald Trump shares his music taste with reporters in odd exchange on Air Force OnePunchNASEMA distributes relief materials to disaster, banditry victimsInquirerSenate approves on 3rd reading 5-year term of barangay, SK officials3DNewsИлон Маск помирился с Apple — но X Corp и SpaceXAI продолжат судиться с OpenAIBusiness AMDenemarken en VS streven naar diplomatieke oplossing voor geschil over GroenlandRapplerLIVE UPDATES: First BARMM parliamentary electionsAntara NewsChinese hiker injured on Indonesia's Mount Rinjani, SAR team deployedBillboardMacklemore Dropped From Ed Sheeran Tour Over His ‘Free Palestine’ CommentsCNN بالعربية"لكن أنا الذي أستحقها".. لامين يامال يسمّى منافسه الوحيد في سباق الكرة الذهبية 2026
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, September 14, 2026

Dieta planetarna, czyli wszystko jest polityką [OPINIA]

Translate

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Jest nowa burza medialna i polityczna wokół polskiej szkoły. Tym razem dotyczy ona nie edukacji zdrowotnej (czy seksu i płci, bo to on był w centrum sporu – choć zajmował minimalną rolę w programie szkolnym), ale diety. Ministerstwo Edukacji wprowadziło rozporządzenie, w którym wymaga, by w szkołach dwa razy w tygodniu podawano posiłki bezmięsne (raz rybę, raz rośliny strączkowe) i by nie podawano posiłków z mięsa wysoko przetworzonego, a na prawicy rozpętała się burza. Głos w sprawie diety zabrał nawet polityk, który miał prezentować prawicę rozsądną, zdroworozsądkową, skupioną na kwestiach ważnych, a mianowicie Mateusz Morawiecki.

- Najpierw straszą, że dieta mięsna zabija planetę, a potem każą dzieciom jeść fasolę z kaszą. Dość tych szaleństw ideologicznych (...) ręce precz od naszych dzieci - grzmiał na nagraniu opublikowanym na X Morawiecki.

A w debacie tej uczestniczyli także tacy, którzy przekonywali, że zalecenie, by nie jeść mięsa, jest czysto ideologiczne. Jeszcze nie pojawiły się obrazki zajadających mortadelę czy steki polityków z dawnej Suwerennej Polski (zapamiętane z poprzedniej "afery" wokół rzekomego jedzenia robaków), ale to pewnie tylko kwestia czasu.

Zasada "nikt nie będzie nam nic narzucał"

Skąd się bierze to – jednak dość zaskakujące – zaangażowanie polityków prawicy w debatę dietetyczną? Odpowiedź pragmatyczna jest dość prosta. Po pierwsze szkoła i edukacja (a wspomniana już debata wokół edukacji zdrowotnej jest tego świetnym przykładem) wywołują ogromne emocje społeczne i pozwalają je łatwo emocjonalnie zogniskować. Po drugie – z zaskakujących, ale mocno uświadamianych społecznie powodów – dieta, szczególnie bezmięsna, stała się elementem rzekomo lewicowego światopoglądu. To, że jest to utożsamienie, absurdalne nie ma znaczenia, ale tak się właśnie stało, więc wszystko, co może wyglądać jak walka z mięsem (no może poza piątkową wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych w Kościele katolickim) jest traktowane jako zamach na wrażliwość prawicową.

Na to - i to jest trzeci element - nakłada się fakt, że od mniej więcej czasu pandemii część wyborców prawicy przesuwa się w swoim myśleniu w kierunku antynaukowym, niechętnym analizom specjalistów, i powoli zaczyna to dotyczyć nie tylko medycyny, ale i dietetyki. Atak na tego rodzaju rozstrzygnięcia jest więc emocjonalnie zgodny z tym, czego oczekują wyborcy.

A jeśli dodać do tego czwarty element, czyli zasadę "nikt nie będzie nam nic narzucał", to powody, dla których tę sprawą grają politycy Konfederacji czy dawnej Suwerennej Polski stają się jasne. To jednak nie wyjaśnia, dlaczego gra nią Mateusz Morawiecki, który miał pokazywać "inną prawicę". Tu odpowiedź może być tylko jedna: były premier uznał, że elektorat całej prawicy jest właśnie taki, a walka z roślinami strączkowymi jest metodą uwiarygodnienia się w jego oczach. Czy to pomysł słuszny? Szczerze mówiąc wątpię, ale to pokaże czas.

Tyle pragmatyka polityczna, którą u części prawicy można nawet zrozumieć. Teraz czas na analizę jakości argumentacji. Zacznijmy od stwierdzenia, że dieta ta została narzucona. Otóż tak się składa, że o ile w domu każdy je, co chce i jak chce, to już szkoła jest przestrzenią publiczną, w której pewne reguły określa państwo i ma ono ukazywać jako odpowiednie czy wymagane pewne wzorce zachowań. Dlatego ustalenie założeń dietetycznych, które wzmacniać będzie szkoła, jest dopuszczalne.

Jakby tego było mało, państwo robi to także na innych polach, choćby wprowadzając podatek cukrowy czy ograniczając sprzedaż napojów energetycznych osobom niepełnoletnim. To także jest jego prawo. Czy to zamach na wolność? Nie. To świadomość, że pewne decyzje jednostek mają skutki społeczne i próba zapobiegania im.

Konserwatywna prawica powinna mieć tego świadomość, bo sama chce promować pewne wzorce zachowań czy kultury metodami prawnymi, więc nie do końca wiadomo, dlaczego w imię konserwatyzmu przeciwko temu protestuje. Jeśli jednak szukać powodów pragmatycznych, to - poza wspomnianymi powyżej - trzeba dodać jeszcze jeden. Otóż polska debata prawicowa została uwiedziona przez libertariańskie złudzenia prezentowane przez część polityków Konfederacji, a efektem jest to, że za prawicowe czy konserwatywne uchodzi tylko to, co jest wolnościowe. Problem polega tylko na tym, że tradycyjny konserwatyzm często nie jest libertariański, a niekiedy nawet jest zdecydowanie wrogi intelektualnie takiemu myśleniu. To jednak coraz częściej nie dociera do polskiej prawicy.

Nie jest również tak, że nauka jest uwikłana politycznie i w związku z tym trzeba odrzucać wszystko, co z nią związane, jako atak na tradycję. Owszem część z nauk społecznych (a może lepiej powiedzieć część z badaczy związanych z tymi naukami) ulega niekiedy politycznym ukierunkowaniom, ale… to po pierwsze nie dotyczy wszystkich, a po drugie nie dotyczy dietetyki, która jest innym rodzajem nauki. Ta ostatnia zaś nie pozostawia wątpliwości, że pewne rodzaje posiłków szkodą. To nie jest ideologia, a nauka. Odrzucanie jej szkodzi zaś konkretnym osobom.

Co na to Kościół?

Co ciekawe ta histeria wokół bezmięsnej diety jest także niezrozumiała z perspektywy nauczania Kościoła. Kościół bowiem, tak się składa, wspiera ograniczanie spożywania mięsa. Piątek jest przecież tradycyjnie dniem bezmięsnym, a część z najbardziej rygorystycznych zakonów ogranicza jego spożycie także w inne dni, a niekiedy w ogóle. Oczywiście powodem nie są głównie kwestie zdrowotne, a raczej asceza, ale jest także w tradycji chrześcijańskiej świadomość, że ograniczenie ilości posiłków i wyeliminowanie z nich pewnych składników ma także istotne znaczenie dla naszego życia duchowego. Aż dziw, że politycy, którzy odwołują się do religijności, w swoim wolnościowym zapale nie są w stanie tego dostrzec.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.