Afera po słowach Mbappé o "dyktatorze". "Chiny to wykorzystały"
- Dongpeng, Mengniu i Milkground zakończyły współpracę z Kylianem Mbappe.
- Chińska telewizja państwowa zawiesiła transmisje spotkań Realu Madryt z udziałem Francuza.
- Piłkarz przeprosił za swoją wypowiedź i zapewnił o szacunku dla narodu oraz historii Chin.
- Prof. Bogdan Góralczyk w rozmowie z Wirtualną Polską wyjaśnił, skąd wzięła się tak stanowcza reakcja Chin.
W jednym z programów Kylian Mbappe został zapytany o swój ulubiony mem internetowy. - Ten, który rozbawił mnie najbardziej, to wideo z jakimś gościem, chyba chińskim dyktatorem, z moją twarzą - wypalił piłkarz. Na zdjęciu był dawny przywódca Chin Mao Zedong. Piłkarz nie przypuszczał, że po tej wypowiedzi wokół jego osoby wybuchnie tak wielka afera.
Konsekwencje wypowiedzi Mbappe w Chinach
Słowa gwiazdora Realu Madryt o "chińskim dyktatorze" odbiły się bowiem szerokim echem w Chinach. W reakcji na wypowiedź piłkarza trzy wielkie chińskie korporacje (producent napojów Dongpeng, gigant branży mleczarskiej Mengniu oraz producent serów Milkground) natychmiast zerwały współpracę z piłkarzem.
Jakby tego było mało, chińska telewizja państwowa podjęła decyzję o zawieszeniu transmisji meczów z udziałem Kyliana Mbappe i Realu Madryt, a profil Mbappe na chińskiej platformie społecznościowej Xiaohongshu, śledzony przez 1,1 miliona użytkowników, został zablokowany z zakazem publikowania nowych treści z powodu "naruszenia zasad społeczności".
Zdaniem profesora Bogdana Góralczyka, eksperta w dziedzinie Chin, który był rozmówcą Wirtualnej Polski, Chińczycy celowo wykorzystali wypowiedź Mbappe do odniesienia własnej korzyści.
Chiny wykorzystały wypowiedź Mbappe
- Sytuacja wewnętrzna w Chinach jest oczywista: nie pozwolimy sobie, by nas obsmarowywali, bo w Chinach przecież nie ma dyktatorów. Jednym słowem, wykorzystano to do konsumpcji wewnętrznej. Jednocześnie uderzono w kogoś bardzo znanego, przez co sprawa urosła do wielkich rozmiarów - powiedział sinolog.
- Rozumiem, że Mbappe nie zrobił tego celowo i pewnie nawet nie był świadomy, jak wielką aferę wywoła, ale Chiny mocno to wykorzystały. Wszystko po to, żeby pokazać, że mają silną władzę i żadnych dyktatorów u nich nie ma i nie było - dodawał rozmówca Wirtualnej Polski.
Piłkarz błyskawicznie zareagował i na jego profilach w mediach społecznościowych ukazały się przeprosiny. "Mój komentarz był niefortunny i dziś rozumiem, że zranił on wiele osób w Chinach oraz w społecznościach chińskich na całym świecie. Przepraszam wszystkich, których moje słowa dotknęły. Z całą pewnością nie było to moją intencją. Darzę naród chiński i jego historię głębokim szacunkiem i jest mi szczerze przykro" - napisał Francuz.
Mbappe musi przeczekać burzę
Według prof. Góralczyka piłkarz musi uzbroić się w cierpliwość. - Od razu mu nie odpuszczą. Potrwa to parę tygodni czy miesięcy i temat się uciszy. Sprawa urosła do takiej rangi nie po to, żeby od razu to odwoływać. Mbappe musi przeczekać tę burzę wokół jego osoby. Nic innego mu w tej chwili już nie pozostało - przyznał ekspert.
Nasz rozmówca podkreśla, iż trzeba liczyć się z tym, że Chiny nie przepuszczą żadnej okazji do tego, by pokazać swoją wielkość. - Takie rzeczy się niestety zdarzają. Nie bagatelizuję tej sytuacji, ale jeszcze raz stanowczo podkreślę, że wszystko to wykorzystano do konsumpcji wewnętrznej na terenie Chińskiej Republiki Ludowej - zakończył prof. Góralczyk.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.