Disney idzie na wojnę z administracją Trumpa. Chodzi o kontrole i wolność słowa

Amerykańska stacja telewizyjna ABC i jej właściciel, Disney, oskarżają administrację prezydenta Donalda Trumpa o wywieranie nacisków, które zmusiły redakcję do zmian programowych, a także ograniczanie jej niezależności. Giganci medialni pozywają Federalną Komisję Komunikacji – podaje Reuters. Według ABC, z obawy przed represjami komisji, stacja przestała zapraszać kandydatów na stanowiska polityczne do popularnego talk-show „The View”.
Disney i stacja ABC pozwali Federalną Komisję Komunikacji, czyli urząd, który reguluje rynek mediów w Stanach Zjednoczonych. Domagają się zablokowania nietypowego działania FCC. Chodzi o rozpoczęcie przedterminowego przeglądu licencji nadawczych dla ośmiu lokalnych stacji telewizyjnych należących do Disneya. Według pozwu, administracja Trumpa próbuje w ten sposób nielegalnie ukarać stację za jej treści i wymusić kolejne zmiany w programie.
FCC, powołana przez Kongres w 1934 roku, wydaje licencje lokalnym stacjom telewizyjnym, które zwykle odnawiane są co osiem lat. Licencje ośmiu stacji należących do Disneya – w tym tych z Nowego Jorku, Los Angeles, Chicago i Houston – miały wygasnąć dopiero w latach 2028–2031. Jednak sprawdzane są już teraz. W związku z przedterminową kontrolą w ABC komisja złożyła 600 wniosków o udzielenie informacji i żądała danych o ewentualnych darowiznach pracowników na rzecz partii lub polityków z ostatnich czterech lat.
Trump namawiał do odebrania licencji
Prezydent USA wielokrotnie publicznie wzywał FCC do odebrania licencji ABC. Ostatnio stało się to po tym, jak stacja zrezygnowała z transmisji wystąpienia prezydenta na temat bezpieczeństwa wyborów na głównej antenie. ABC twierdzi, że groźby Trumpa i żądania, jakie komisja wysunęła w trakcie kontroli, wpłynęły na ograniczenie niezależności stacji.
W pozwie podkreślono, że FCC prowadzi „kampanię odwetową” wobec ABC, m.in. z powodu niezadowolenia prezydenta z materiałów informacyjnych stacji i komentarzy Jimmy’ego Kimmela prowadzącego program Jimmy Kimmel Live!
Przewodniczący FCC Brendan Carr w rozmowie z agencją Reuters zaprzeczył, że komisja naruszała wolność mediów i działał pod wpływem niechęci Donalda Trumpa do ABC.
Carr podkreślił, że misją FCC jest pociąganie nadawców do odpowiedzialności za to, co pojawia się na antenie. Jednocześnie zaznaczył, że urząd działa w imieniu interesu społecznego. Przypomniał, że amerykański rząd od lat udostępnia stacjom miejsce w eterze w zamian za programy służące interesowi publicznemu. Zawarliście umowę z Amerykanami. Musicie wywiązać się ze swojej części tej umowy – zwrócił się do nadawców Carr.
Carr podkreślił też, że prezydent ma prawo wyrażać swoje zdanie na temat mediów, a każda decyzja FCC będzie „oparta na faktach, prawie i dokumentacji”. Warto jednak podkreślić, że Trump powołał Carra do FCC w 2017 roku, a w ubiegłym roku mianował go przewodniczącym.
Co z pierwszą poprawką?
Spór wywołał debatę na temat wolności słowa i niezależności mediów w Stanach Zjednoczonych.
Smutnym faktem jest, że ta polityka zastraszania już w pewnym stopniu zadziałała, zmuszając media i inne podmioty do wycofywania się i unikania konfrontacji, zamiast korzystać z praw gwarantowanych przez pierwszą poprawkę – ocenił profesor dziennikarstwa Gabriel Kahn z Uniwersytetu Południowej Kalifornii. Konstytucyjny zapis, o którym mowa, gwarantuje wolność słowa i zakazuje rządowi ingerowania w działalność mediów.
Profesor Kahn podkreśla, że sprawa pokazuje, jak agencje federalne w czasach administracji Trumpa są wykorzystywane do walki z postrzeganymi przeciwnikami.
Jedyną drogą dla firm takich jak Disney jest angażowanie się w długotrwałe i kosztowne procesy sądowe. To nie są gracze działający w dobrej wierze – ocenia Kahn.
Jak to było z przemówieniem?
ABC i Disney w pozwie podają, że nie mogą sobie pozwolić na „ignorowanie konsekwencji jakiejkolwiek decyzji, która mogłaby rozzłościć administrację lub przewodniczącego FCC”. Tu właśnie wskazano na przemówienie Trumpa z 16 lipca. ABC, zamiast na głównej antenie, emitowało przemówienie w streamingu, ponieważ „istniało ryzyko ewentualnej odwetowej reakcji administracji”. NBC również nie transmitowało przemówienia Trumpa na żywo. Po tym Trump wezwał do odebrania licencji obu stacjom.
Problem z programem „The View”
Prezydentowi USA nie podoba się też program „The View”. To popularny talk-show, w którym panel kobiet dyskutuje o bieżących wydarzeniach i rozrywce. Od lutego nie pojawił się tam żaden kandydat na stanowisko polityczne – ostatnim był James Talarico, demokratyczny kandydat do Senatu USA z Teksasu. Po jego występie FCC wszczęła dochodzenie, czy nie doszło do naruszenia przepisów o „równym czasie antenowym” dla kandydatów.
FCC zażądała od stacji w Houston należącej do Disneya udostępnienia informacji o komunikacji między producentami programu, prowadzącymi i personelem ws. występu Talarico. W rezultacie stacja przestała zapraszać kandydatów startujących w wyborach i stała się bardziej powściągliwa w emitowaniu materiałów które można by uznać za polityczne– wynika z pozwu.
Sam Trump wielokrotnie występował jako gość w „The View” w przeszłości. Wiceprezydent JD Vance pojawił się jako gość w czerwcu, ale nie kandydował wówczas na żaden urząd.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.