Najważniejszy dzień w historii SpaceX. Megarakieta Muska niesie w kosmos ogromny ładunek
Firma SpaceX poderwała do historycznego lotu potężnego Starshipa. Tym razem stawka jest jednak nieporównywalnie większa niż dotychczas. Po miesiącach prób suborbitalnych, gigantyczna rakieta Elona Muska ma po raz pierwszy wejść na pełną orbitę okołoziemską, okrążyć naszą planetę sześć razy i wypuścić w przestrzeń zupełnie nową flotę potężnych satelitów. Jeśli ten 10-godzinny maraton zakończy się sukcesem, ludzkości otworzy się autostrada na Księżyc i Marsa.
Pierwszylot orbitalny megarakiety SpaceX Starship.
Źródło zdjęć: © x.com
Dla SpaceX lot oznaczony jako Flight 14 to absolutny punkt zwrotny. Wszystkie poprzednie starty tej gigantycznej konstrukcji miały charakter prób suborbitalnych – rakieta leciała w kosmos, po czym grawitacja ściągała ją pasywnie w dół. Dzisiejsza misja to zupełnie inna liga.
Górny stopień Starshipa (Ship 41) ma po raz pierwszy wejść na prawdziwą orbitę. Oznacza to osiągnięcie prędkości ponad 28 tysięcy km/h i ustabilizowanie lotu na wysokości około 275 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Okno startowe dla tej historycznej próby, realizowanej z kompleksu Starbase w południowym Teksasie, otwarto o godzinie 14:15 czasu polskiego. Oznacza to, że uwaga całego świata nauki i technologii jest w tej chwili skupiona na dziele inżynierów Muska.
Nie tylko "pusta" rakieta. Musk wrzuca na pokład potężny ładunek
Co czyni dzisiejszy start tak przełomowym? SpaceX ucięło spekulacje i po raz pierwszy zrezygnowało z wożenia w ładowni "symulatorów masy" (czyt. martwego balastu). Megarakieta niesie w kosmos operacyjny, niezwykle cenny i ciężki ładunek – 26 satelitów Starlink V3.
To urządzenia nowej generacji, z których każde waży niemal dwie tony i gwarantuje monstrualną wręcz przepustowość na poziomie 1 Tb/s (łącznie zasilą sieć dodatkowymi 26 Tb/s!). Dzisiejszy lot to dobitny dowód na to, że Starship przestaje być wyłącznie eksperymentalnym sprzętem testowym, a staje się prawdziwym, "ciężkim wozem dostawczym" dla całego kosmicznego biznesu.
Sześć okrążeń Ziemi i ognisty powrót
Dzisiejsza misja to prawdziwy maraton. Zgodnie z planem SpaceX, Starship spędzi w przestrzeni kosmicznej blisko 10 godzin. W tym czasie zdąży sześciokrotnie okrążyć naszą planetę. Prawdziwy sprawdzian nerwów nadejdzie jednak na samym końcu.
Będąc jeszcze w kosmosie, statek odpali pojedynczy silnik Raptor, aby wyhamować i wejść z powrotem w ziemską atmosferę. Przetestowana zostanie ulepszona po ostatnim locie osłona termiczna (ulepszono m.in. wrażliwe mocowania płytek), która musi wytrzymać temperatury rzędu tysięcy stopni Celsjusza. Ostatecznie potężny górny stopień ma wykonać miękkie lądowanie (tzw. splashdown) w wodach Oceanu Spokojnego u wybrzeży Chile.
Z kolei jego fundament – 70-metrowy booster Super Heavy – tuż po odłączeniu się od statku powróci na Ziemię i wpadnie do wód Zatoki Meksykańskiej (w tym locie SpaceX nie używa ramion słynnej wieży "Mechazilla" do łapania rakiety w powietrzu).
Dlaczego to lot, który zmieni wszystko?
Udany start na orbitę to dla Elona Muska "być albo nie być" w kontekście wielkich planów podboju układu słonecznego. To właśnie zmodyfikowana, księżycowa wersja Starshipa została wybrana przez NASA jako główny lądownik, który w ramach programu Artemis ma zabrać amerykańskich astronautów z powrotem na Srebrny Glob.
Dzisiejszy lot to najważniejszy egzamin ludzkości w tej dekadzie – jeśli Starship udowodni, że potrafi wejść na orbitę, dostarczyć użyteczny ładunek i przetrwać powrót, wizja budowy bazy na Marsie przestanie być tylko mrzonką i scenariuszem filmów science-fiction.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
oprac. Katarzyna Bogdańska Szefowa Zespołu Redaktorów Wiadomości WP
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.