Wyroki, gangi i paserstwo. Baczyński ujawnia mroczną stronę MMA

Nieprawomocny wyrok dla Mameda Ch. za handel kradzionymi autami, śledztwo prokuratury dotyczące federacji Gromda oraz wyroki za narkotyki i rozboje. Dziennikarz Wirtualnej Polski Mateusz Baczyński przedstawił szereg spraw karnych w środowisku sportów walki. Obok wyroków skazujących pojawiają się też bezpodstawne oskarżenia.
Kupno luksusowego samochodu od legendy polskiego MMA, które po zagubieniu kluczyka okazuje się skradzionym "klonem" z przebitym numerem VIN - to nie scenariusz filmu, lecz realna sprawa Mameda Ch. Choć zawodnik nie przyznaje się do winy, w lipcu zapadł w jego sprawie nieprawomocny wyrok skazujący go na półtora roku więzienia oraz wysoką grzywnę za paserstwo aut sprowadzanych z Czech.
- Na papierze auto wyglądało absolutnie czysto, a w rzeczywistości było tzw. klonem. I według sądu to Mamed był jednym z głównych nabywców tych klonów, które potem oczywiście sprzedawał z zyskiem. Przyznacie, że historia wydaje się sensacyjna, bo mówimy o jednym z najpopularniejszych sportowców w Polsce. Jeśli jednak dobrze przyjrzymy się sportom walki, to okaże się, że Mamed jest tylko kolejnym nazwiskiem na całkiem długiej liście - wskazuje dziennikarz Wirtualnej Polski Mateusz Baczyński.
Środowisko sportów walki od lat przecina się ze światem zorganizowanej przestępczości. Antoni Chmielewski współpracował ze zbrojnym odłamem gangu mokotowskiego, Adam W. ps. "Siwy" z UFC usłyszał wyrok za działalność w bezwzględnej bojówce Psychofans, a były zawodnik KSW Przemysław M. trafił do brytyjskiego więzienia na 7 lat za handel kokainą. Z kolei kariera Dawida Kosteckiego załamała się pod ciężarem wyroków za sutenerstwo i wyłudzenia VAT, a sam pięściarz zmarł w tajemniczych okolicznościach w areszcie na Białołęce.
- W latach 2010-2017 Psychofans liczyło kilkudziesięciu mężczyzn, głównie ze Śląska, którzy chodzili na akcje z maczetami, młotkami, pałkami. Zarzuty dotyczyły zabójstwa, usiłowań zabójstw, porwań, rozbojów i handlu dużymi ilościami narkotyków. Prokuratura twierdzi, że przemoc nie była tu środkiem do celu, tylko spoiwem całej grupy - przypomina dziennikarz.
Nie tylko Mamed Ch.
O ile dawniej przestępczy epizod starano się w sporcie wyciszać, o tyle w federacjach walk na gołe pięści stał się on głównym elementem marketingu. W Gromdzie, założonej przez Mariusza Grabowskiego (w przeszłości skazanego m.in. za pomoc w porwaniu), do klatki wchodzili ludzie z wyrokami za narkotyki czy brutalne pobicia. Granica została jednak przekroczona, gdy sprawą ksenofobicznych treści i pochwalania przemocy w materiałach federacji zajęła się prokuratura.
- Monopol państwa na przemoc to fundament, na którym stoi cały system. To państwo, a nie ludzie z ulicy, ma prawo używać siły. Jeśli federacja z tak dużymi zasięgami w sieci miałaby przekonywać, że ten monopol trzeba złamać, to przestajemy rozmawiać o kontrowersyjnym marketingu, a zaczynamy rozmawiać o czymś zupełnie innym i zdecydowanie poważniejszym - zauważa Baczyński.
Medal ma jednak drugą stronę - są nią dramaty zawodników niesłusznie aresztowanych na podstawie pomówień tzw. małych świadków koronnych. Michał Materla po brutalnym zatrzymaniu spędził w celi siedem miesięcy, nim śledztwo po latach po cichu umorzono, a zawodnik UFC Salim Touahri przesiedział 14 miesięcy, by ostatecznie zostać oczyszczonym z zarzutów przez sąd pierwszej instancji. Obaj za pomówienia zapłacili zrujnowanymi latami kariery.
- W obu przypadkach podstawą zatrzymania były zeznania przestępców, którzy w zamian mogli liczyć na łagodniejsze traktowanie. Ten mechanizm bywa skuteczny, bo bez takich świadków wiele gangów nigdy nie zostałoby rozbitych. (...) Ale jak widać, takie zeznania potrafią też uderzyć w ludzi, którym niczego nie udało się udowodnić - zaznacza dziennikarz.
Jak podkreśla autor śledztwa, problemem nie są same sporty walki, które dla tysięcy ludzi stanowią bezpieczną alternatywę dla ulicy. Zagrożenie pojawia się tam, gdzie biznes bezrefleksyjnie żeruje na kryminalnym wizerunku zawodników, zapominając o ofiarach ich dawnych przestępstw.
- Człowiek po odbyciu kary ma prawo zacząć od nowa, ale organizator, który chce na jego historii zarabiać, powinien umieć odpowiedzieć także ludziom przez niego skrzywdzonym: dlaczego właśnie tę historię przedstawia publiczności jako powód do podziwu? Bo dla nich to, co sprzedaje się jako mocny życiorys, może być wydarzeniem, z którego tragicznymi skutkami mierzą się do dziś - podsumowuje Mateusz Baczyński.
M. Baczyński, oprac. S. Michalski
W strukturach Wirtualnej Polski od 2018 roku. Wywodzi się ze sportu i to w tej dziedzinie zaczynał przygodę z dziennikarstwem. Opolanin na emigracji w Krakowie. Po powrotach do domu rodzinnego wita go stęskniony (i głodny) kocur brytyjski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.