Groźby zamachu na premiera i szefa MON. Nowe ustalenia mediów
Alarm w polskich służbach po wiadomości z planami zamachu na premiera Donalda Tuska oraz wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", mail z groźbami wpłynął na ogólny adres Służby Ochrony Państwa, a władze oceniły ryzyko jako bardzo wysokie. Choć w Centrum Antyterrorystycznym ABW zwołano pilną naradę, śledczy wykluczają powiązanie sprawy z niedawną falą przemocy w szkołach.
Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz
Źródło zdjęć: © PAP | Paweł Supernak
Zdarzenie natychmiast postawiło na nogi najważniejsze formacje odpowiedzialne za bezpieczeństwo w państwie. W niedzielę przed południem zwołano pilną naradę w Centrum Antyterrorystycznym ABW, w której wzięli udział przedstawiciele policji, SOP oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
- Sprawę traktujemy śmiertelnie poważnie - oświadczył na spotkaniu z dziennikarzami Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, akcentując wysoki stopień wiarygodności otrzymanego sygnału.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Precyzyjne dane w mailu do SOP
Jak ustaliła "Rzeczpospolita", nadawca wiadomości sam nie podawał się za zamachowca. Wskazał jednak, że posiada wiedzę o przygotowywanych atakach na czołowych członków rządu. Z kolei według doniesień "Gazety Wyborczej" w korespondencji znalazły się szczegółowe informacje dotyczące adresów, pod którymi mieli przebywać premier oraz szef MON, a także ich kalendarzy na najbliższe dni.
Służby na razie nie ujawniają, czy były to dane ogólnodostępne, czy ściśle chronione. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka podkreśliła jednak, że treść była na tyle konkretna, by uznać ryzyko za realne i powiadomić o nim opinię publiczną. Jednocześnie źródła "Rz" kategorycznie ucięły spekulacje, jakoby sprawa miała jakikolwiek związek z głośnymi w ostatnich dniach atakami przemocy w szkołach.
Ekspert: To nie jest dobra komunikacja kryzysowa
Nagłe wystąpienie przedstawicieli rządu wywołało falę niepokoju, ale i pytania o zasadność podawania niepełnych informacji. Przedstawiciele władz tłumaczyli, że ujawnienie sprawy miało zapobiec plotkom i dezinformacji. Krytycznie na tę narrację patrzy jednak prof. Tomasz Safjański, ekspert ds. bezpieczeństwa i taktyki kryminalistycznej.
- Na tym etapie komunikowanie sprawy w kategoriach "możliwego zamachu" bez wyjaśnienia podstaw oceny zagrożenia nie było dobrą komunikacją kryzysową - ocenia prof. Safjański w rozmowie z "Rz". Jego zdaniem, w połączeniu z napiętą atmosferą po szkolnych incydentach, lakoniczne komunikaty rządu tworzą próżnię informacyjną i pozostawiają społeczeństwo w poczuciu lęku.
- Państwo, które nie wyjaśnia, obywatele, którzy spekulują, i politycy, którzy podsycają podejrzenia - tworzą środowisko, w którym dezinformacja rozprzestrzenia się sama - przestrzega ekspert, apelując o jasne oddzielenie twardych faktów od roboczych hipotez służb.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.