Były prezydent o przepychance Karola Nawrockiego z sędziami. "Po co tam przyszedł?"
W nocy z piątku na sobotę prezydent Karol Nawrocki pojawił się w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Towarzyszyli mu m.in. pierwszy prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński, szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa oraz inni współpracownicy.
Na nagraniach, które trafiły do sieci, widać, jak prezydent przepycha się przy wejściu do budynku z sędziami, którzy próbowali go zatrzymać. W środku doszło do ostrej wymiany zdań. Nawrocki zakwestionował status sędziów wybranych przez obecny Sejm.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Gdyby tam się odbyła jakaś głębsza rozmowa z sędziami, szukająca jakiegoś rozwiązania, to powiedziałbym, że może warto było zapłacić cenę w postaci uczestniczenia przez prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej w publicznej przepychance. Nie rozumiem, po co pan prezydent tam przyszedł, po co poszedł na piętro i po co siedział tam parę godzin. Nie wiem też, z czym z tego budynku wyszedł — tak Bronisław Komorowski ocenia zachowanie Karola Nawrockiego.
— Być może to miał być pokaz dla przeciwników obecnej władzy, że on jest aktywny. Według mnie to był błędny zamiar i kiepsko wykonany — uważa.
Były prezydent RP Bronisław Komorowski
Piotr Nowak / PAP
— Wydawało się, że jeśli zdecydował się na taki ruch, to powinien on służyć wyjaśnieniu sytuacji albo nawiązaniu jakiejś relacji. Prezydent miał okazję, żeby po raz pierwszy spotkać tych sędziów, których Sejm wybrał, a on odmawiał im zaprzysiężenia, co samo w sobie jest już czymś bardzo żenującym — zaznacza były prezydent.
Bitwa o Trybunał Konstytucyjny. "Ryzykowny ruch"
Bronisław Komorowski szerzej odniósł się też do napiętej sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego, w tym do zawieszenia w pełnieniu obowiązków na miesiąc prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego.
— Nie ma co udawać, to jest w jakiejś mierze porażka demokracji polskiej, która nie potrafiła rozwiązać problemu, zbudowanego przez prezydenta Andrzeja Dudę i prezydenta Karola Nawrockiego poprzez odmowę prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego i stworzenia Trybunału, który funkcjonował przez wiele lat jako podporządkowany wpływom politycznym Prawa i Sprawiedliwości. Tak doszło do przesilenia — podkreśla były prezydent.
— Nie wiadomo, czym to przesilenie się zakończy. Według mnie próba przejęcia kontroli nad Trybunałem od środka przez wybranych nowych sędziów, którzy nie byli dopuszczani do orzekania, jest ruchem ryzykownym, ale być może jedynym do przeprowadzenia w celu ponownego uruchomienia Trybunału Konstytucyjnego. Był on od wielu miesięcy sparaliżowany m.in. tym, że prezes Bogdan Święczkowski bał się zwołać Zgromadzenie Ogólne, które jest niezbędne nie tylko do podjęcia decyzji personalnych, ale i finansowych w Trybunale — dodaje.
"Autorytet TK został zniszczony"
Zdaniem Komorowskiego przełomowe dla dalszych losów Trybunału może być zwołane na 3 listopada Zgromadzenie Ogólne. Do uzyskania kworum potrzeba 10 sędziów. — Zobaczymy, czy ta "dziesiątka" się zjawi i zalegalizuje dokonywane zmiany. Być może elementem zachęcającym dla tych sędziów będzie kwestia budżetu Trybunału Konstytucyjnego — mówi były prezydent.
Jego zdaniem "awaryjną ścieżką" może być uchylenie immunitetów Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego, o co zawnioskował prokurator generalny Waldemar Żurek. — To wszystko są ścieżki działań, które jednak będą szły w kierunku pogłębienia kryzysu — uważa Komorowski.
— Być może na jakiś czas uda się jakby przejąć Trybunał Konstytucyjny, czy też odebrać go panu Święczkowskiemu, ale nie sądzę, żeby było możliwe na tym etapie uzdrowienie Trybunału i odbudowa jego autorytetu. Wydaje mi się, że raz na zawsze autorytet TK został zniszczony przez te wszystkie konflikty i awantury odmawiania zaprzysiężeń trwające już tyle lat — zaznacza.
W jego ocenie teraz to przede wszystkim konstytucjonaliści powinni zastanowić się nad rozwiązaniami, które zastąpiłyby "brak Trybunału Konstytucyjnego".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.