Gdzie mamy się ukryć w razie ataku? Mieszkanka zagaiła ministra Kierwińskiego
Podczas wizyty Marcina Kierwińskiego w Lublinie, gdy minister kończył już spotkanie, podeszła do niego jedna z mieszkanek. Kobieta zaczęła dopytywać szefa MSWiA, gdzie należy się schować w przypadku ataku i jak znaleźć bezpieczne miejsce we własnym mieszkaniu.
- W każdym miejscu, które jest z daleka od szkła, w każdym miejscu, które jest jak najbardziej oddalone od powierzchni z oknami, w holu, w łazience, jeżeli nie ma tam żadnej infrastruktury typu gaz - tłumaczył.
Wskazał również na klatki schodowe oraz piwnice. Zaznaczył jednak, że w przypadku tych ostatnich znaczenie ma to, co się w nich znajduje. - Jeżeli piwnica nie ma w sobie infrastruktury, która mogłaby być niebezpieczna, nie wiem, butli gazowych, infrastruktury łatwopalnej, to co do zasady ta najniższa kondygnacja jest bezpieczna - powiedział.
Gdzie się schronić w trakcie ataku? Minister o schronach i podziemnych garażach
Minister podkreślił, że każdy powinien wcześniej zastanowić się, gdzie w jego najbliższym otoczeniu znajduje się miejsce zapewniające możliwie największą ochronę.
- Każdy z nas musi też znaleźć sobie tę przestrzeń, jeżeli mówię o swoim najbliższym otoczeniu, bo oczywiście też robimy jak najwięcej, jeżeli chodzi o kwestie budowy tych miejsc ukrycia, schronów, ale to też, nie ma co oszukiwać, nie będzie z dnia na dzień - mówił.
ZOBACZ: AI "prawie wywołało wojnę USA z Chinami". Krok od groźnego incydentu
Kierwiński został również zapytany o podziemne garaże znajdujące się na prywatnych terenach, które na co dzień pozostają zamknięte. - W stanie wojny oczywiście każdy administrator będzie miał obowiązek udostępnienia tej powierzchni. W logice takiej, w jakiej jesteśmy dzisiaj, prawo mówi: w miarę możliwości ma udostępnić - wyjaśnił.
Dodał, że MSWiA pracuje ze strażą pożarną nad tym, aby administratorzy prywatnych obiektów wiedzieli, jak zachować się w przypadku alarmu. - Każdy administrator takiego prywatnego miejsca powinien wiedzieć, że de facto powinien otworzyć te pomieszczenia na wypadek alarmu ataku lotniczego - powiedział.
Nowy system alarmowania. Telefon ma działać jak syrena
Kierwiński poinformował także, że w województwach lubelskim i podkarpackim trwa kolejna odsłona treningu reagowania na zagrożenia. Działania mają uczyć mieszkańców m.in. reagowania na alerty i syreny alarmowe. Zapowiedział ponadto zmianę sposobu ostrzegania ludności. Obecnie system opiera się przede wszystkim na alertach RCB oraz syrenach.
ZOBACZ: "Nawrocki ma to pod kontrolą". Trump zapytany o rosyjskie zagrożenie
- Docelowo jeszcze na koniec tego roku chcemy uruchomić specjalną aplikację. (...) Funkcję cell broadcastingu, że każdy nasz prywatny telefon będzie mógł być na czas informacji o alercie przejęty, będzie działał jak syrena alarmowa - powiedział.
Według ministra obecnie działania edukacyjne prowadzone są w prawie 520 lokalizacjach i punktach. W województwie lubelskim trwa również oznaczanie blisko 3,5 tys. miejsc schronienia, które mogą być wykorzystywane w sytuacjach kryzysowych.
- Wiele mamy do zrobienia. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Zaczęliśmy budować ten system niemal od podstaw trzy lata temu. Wiele się udało zrobić, ale cały czas to jest kwestia niewystarczająca - przyznał Kierwiński.
Minister przekazał, że na początku 2024 roku w województwie lubelskim było około 30 syren, które można było uruchomić zdalnie. Obecnie jest ich prawie 350, a do końca roku liczba ta ma przekroczyć tysiąc.
Szef MSWiA odniósł się również do czwartkowych wydarzeń. Przyznał, że pojawiły się przypadki, w których reakcja na alarm nie przebiegła zgodnie z założeniami. Powołując się na rozmowę z prezydentem Lublina, przekazał, że w przypadku ponad 80 proc. placówek procedury i reakcje dyrektorów szkół oraz przedszkoli były właściwe. Jednocześnie zapowiedział analizę przypadków, w których wystąpiły problemy.
- Jeżeli chodzi o atak lotniczy, to są pierwsze tego typu doświadczenia w naszym kraju. Te ostatnie dni. Ćwiczymy to. Będziemy poprawiać te wszystkie wątki, te wszystkie niedociągnięcia - powiedział Kierwiński.
Schron, ukrycie i punkt schronienia. Czym się różnią?
Problem z dostępnością miejsc takich, jak schrony czy miejsca schronienia, pokazał materiał Polsat News z Kielc. Reporterka Monika Różyc sprawdziła jeden z punktów oznaczonych jako miejsce schronienia. Był nim podziemny garaż na prywatnym terenie, który na co dzień pozostaje zamknięty.
Sergiusz Parszowski z Obserwatorium Bezpieczeństwa podkreślił, że taki obiekt nie jest schronem. - Jest to miejsce, które znajduje się poniżej gruntu. Jest to miejsce, które nie jest wyposażone w okna, więc jest bezpieczniejsze. Ma stabilną konstrukcję, ma ściany, filary nośne. I to już zapewnia nam podstawową ochronę na wypadek takiego zagrożenia jak atak z powietrza - wyjaśnił.
Jak wskazał, najwyższy poziom ochrony zapewnia schron. Jest on budowlą hermetyczną i może chronić również przed niebezpiecznymi substancjami. Niższy poziom zapewniają z kolei punkty schronienia. Mogą nimi być istniejące tunele, piwnice czy garaże. - Jakąś podstawową ochronę nam zapewniają. Natomiast daleko im do schronów - zaznaczył ekspert.
ZOBACZ: Operowanie myśliwców zakończone, komunikat wojska. "Nie zarejestrowano naruszenia"
Według Parszowskiego problemem pozostają również zasady dostępu do takich obiektów. - Nadal w naszym kraju nie ma ogólnokrajowych procedur, standardów czy rekomendacji. Poszczególne wspólnoty, spółdzielnie mieszkaniowe czy zarządcy obiektów użyteczności publicznej, niektórzy sobie takie procedury opracowali - mówił.
Jak dodał, obecnie miejsca te służą przede wszystkim mieszkańcom lub pracownikom konkretnych obiektów, a udostępnienie ich innym osobom może zależeć od możliwości i gotowości zarządców. Zwrócił też uwagę, że część schronów i ukryć powstała w latach 50., 60. czy 70. i z tego względu wymaga remontów oraz doposażenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.