Kraków odwrócił się od partyjnych szyldów. Ekspertka tłumaczy, dlaczego
Państwowa Komisja Wyborcza przeliczyła głosy z pierwszej tury przedterminowych wyborów na prezydenta Krakowa. Do drugiej przeszli Łukasz Gibała i Monika Piątkowska. Gibała uzyskał 36,38 proc. głosów, a Piątkowska – 29. Trzeci był kandydat PiS Michał Drewnicki, na którego zagłosowało 17,50 proc. (44 772 głosy) wyborców.
Nazwisko nowego prezydenta Krakowa poznamy więc dopiero za dwa tygodnie, po drugiej turze głosowania. Do tego czasu Gibała i Piątkowska będą walczyć o to, by przeciągnąć na swoją stronę głosy wyborców, którzy w pierwszej turze głosowali na kogoś innego.
PiS krakowskie wybory odpuści
– Polska polityka pokazała już każdemu z nas, że jest tylko jedna zasada. Brzmi ona "nigdy nie mów nigdy" – mówi w rozmowie z WP prof. Kasińska-Metryka. – Dlatego nie powiem, że dziś jest już pewne na 100 proc., że drugą turę w Krakowie wygra Łukasz Gibała. To jednak moim zdaniem bardzo prawdopodobne. Wygrał on w pierwszej turze, ma przewagę głosów nad kontrkandydatką i prawdopodobnie to on bardziej skorzysta na przepływie elektoratu, który w niedzielę poparł innych kandydatów. Do tego do odwołania poprzedniego prezydenta tego miasta doszło ogólnie na fali takich nastrojów "anty-Koalicja Obywatelska".
Jak dodaje politolożka, nie jest tajemnicą, że Łukasza Gibałę poprze Prawo i Sprawiedliwość, czyli partia, której członkiem był kandydat z trzecim wynikiem w krakowskiej pierwszej turze. Przed wyborami część obserwatorów uważała wręcz, że pomiędzy Drewnickim i Gibałą był od początku swoisty "pakt o nieagresji", i to porozumienie z PiS-em od początku było dograne.
– Ktoś może mówić, że PiS odpuściło krakowskie wybory i od razu dogadało się z Gibałą. Pewnie to prawda, ale oni zrobili to nie z sympatii dla Gibały i ideowej wiary w to, że będzie dobrym prezydentem, ale z czystej kalkulacji. Wiedzieli, że nie mają na tyle silnego kandydata, by to on mógł realnie powalczyć o zwycięstwo. W tej sytuacji PiS woli dogadać się z Gibałą, by dla tej partii ugrać choćby wiceprezydenta. Z drugiej strony uważam, że gdyby Jarosław Kaczyński miał kogoś z silnym nazwiskiem, to by go w Krakowie wystawił. Wówczas ta osoba walczyłaby ostro i miała realne szanse na wygraną. Drewnicki nie walczył, bo czuł, że to niewiele da – mówi prof. Kasińska-Metryka.
Wybory udowodniły, że "Kraków jest inny"
Trzecie miejsce kandydata PiS i przegrana kandydatki KO w pierwszej turze zdaniem naszej rozmówczyni absolutnie nie mogą być jednak żadnym wyznacznikiem dla ogólnopolskich trendów politycznych czy poparcia dla największych ugrupowań w naszym kraju.
– Wiele osób chciało tak właśnie te przedterminowe wybory w Krakowie promować. Jako polityczny test sił przed wyborami parlamentarnymi za rok – uważa politolożka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. – Moim zdaniem z krakowskich wyników nie płyną dziś jednak żadne miarodajne wnioski dla ogólnopolskiej polityki. Kraków jest bowiem miastem specyficznym. Tam się myśli nieco inaczej. Mieszkańcy tego miasta podkreślają swoją odrębność. Oni chcieli i chcą mieć prezydenta z Krakowa. Niekoniecznie osobę partyjną, ale taką, która ma wizję na rozwój miasta.
W tym Kraków mocno różni się od Warszawy. Tam podobne wybory byłyby lepszym wyznacznikiem dla ogólnych trendów w całym kraju. PiS nie jest więc tak słaby, jak pokazało to poparcie dla tej partii w Krakowie.
Jak dodaje profesor Kasińska-Metryka, inną ciekawostką, którą warto zaznaczyć po pierwszej turze krakowskich przyspieszonych wyborów, jest fakt, że wbrew wcześniejszym oczekiwaniom w ostatnią niedzielę cały kraj nie ekscytował się wyborami pod Wawelem.
– Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że to będzie punkt kulminacyjny tegorocznego sezonu politycznego w Polsce. Później jednak odsłoniły się inne spory i problemy i te lokalne wybory zeszły na dalszy plan. Faktycznie stały się bardzo "lokalne", a więc dla ludzi z innych miast mało interesujące – kończy politolożka.
Pełne wyniki pierwszej tury przyspieszonych wyborów w Krakowie
W poniedziałek przed godziną 3 rano Państwowa Komisja Wyborcza podała dane ze 100 proc. obwodów (454 obwody).
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.