Afera karkonoska zatacza coraz szersze kręgi. "Ludzie są przerażeni skalą tego oszustwa"
Sprawę opisujemy od kwietnia. Dotyczy ona wyłudzeń pieniędzy z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego oraz bezprecedensowej fali hejtu wymierzonej w starostę karkonoskiego Krzysztofa Wiśniewskiego, który zaczął zwracać uwagę na nieprawidłowości. Po naszej pierwszej publikacji, przedmiotem ataków stali się także dziennikarze TVN24.
Zarzuty usłyszało już sześć osób. To wiceprezeska Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Anna K. która po emisji naszego pierwszego reportażu została wykluczona z Koalicji Obywatelskiej, a potem straciła stanowisko w agencji oraz jej mąż, który dostał 200 tys. złotych na usuwanie skutków powodzi z września 2024 roku. Jacek K. otrzymał pieniądze, choć domu, w którym zresztą ma agroturystykę, woda w ogóle nie dosięgnęła.
Kolejne osoby to bezpośredni sąsiedzi byłej wiceprezeski, Jacek K. i jego żona Joanna K.
Spółka Kadalore, w której Jacek K. ma 8 z 10 udziałów, a jego żona Joanna K. jest prezesem, dostała z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego dwie pożyczki powodziowe na łącznie 3,2 mln zł. Ich szkoda miała powstać w pawilonie "Jubilat" przy ul. Ogińskiego 13. Spółka wynajmowała tam od spółdzielni "Społem" 834 m kw. z przeznaczeniem na salę zabaw dla dzieci.
Tyle że straż pożarna nie miała ani jednego zgłoszenia spod tego adresu w dniach powodzi.
- To był tak naprawdę taki rodzinno-sąsiedzki biznes - mówił Grzegorz Głuszak, jeden z autorów reportażu, na antenie TVN24. - Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wchodzili praktycznie do jednego miejsca zatrzymując po dwie osoby, czyli małżeństwa: sąsiadkę z mężem i panią wiceprezes z mężem - powiedział.
W przypadku tych dwóch spraw, jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, pojawia się ten sam rzeczoznawca, który sporządzał opinię zarówno dla męża pani wiceprezes, jak rówenież dla ich sąsiadów.
Kolejne dwie zatrzymane osoby to dwóch biznesmenów. Jeden to właściciel lokalnej telewizji, która lokale pod swoją działalność wynajmowała od Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Drugi to człowiek związany rodzinnie z lokalnymi politykami z Jeleniej Góry.
"Wśród oskarżonych brakuje jednej osoby"
Co o całej sprawie uważają ludzie rzeczywiście poszkodowani przez powódź? - Oni są przerażeni skalą tego oszustwa - mówił Głuszak. Jak ocenił, w niewielkich miejscowościach "ludzie wiedzą, że nie liczy się tak naprawdę, jaka szkoda została wyrządzona przez powódź, tylko kto kogo zna". - Natomiast skala tego wszystkiego przeraziła nawet ich samych - podkreślił.
Jak mówił, oskarżeni byli w komfortowej sytuacji materialnej, a mimo to dopuścili się oszustwa. - Znamy oświadczenie majątkowe tego prezesa. On mógłby kupić dom swoim teściom, a nie próbować jeszcze wyłudzić pieniądze na usuwanie skutków powodzi z domu, którego nigdy nie zalało - powiedział.
Głuszak wyraził nadzieję, że nie skończy się na sześciu zatrzymanych. - Dotknęliśmy wierzchołka góry lodowej i mam nadzieję, że te sześć osób, które usłyszało zarzuty, to jest tak naprawdę dopiero początek - mówił. Jak wskazał, "brakuje tam przede wszystkim głównie osoby pana prezesa". - Przecież on był za to wszystko odpowiedzialny - podkreślił.
Grzegorz Głuszak: ludzie są przerażeni skalą tego oszustwa
Źródło: TVN24
Afera karkonoska i wielki hejt
W kwietniu na antenie TVN24 i w TVN24+ pokazaliśmy materiał dotyczący nieprawidłowości, do jakich dochodziło podczas przetargów na budowę dróg w powiecie karkonoskim. Zwrócił na nie uwagę starosta karkonoski Krzysztof Wiśniewski.
Na starostę wylała się wówczas bezprecedensowa fala zorganizowanego hejtu, inspirowana przez Jacka Kostrzewę, przedstawiciela przedsiębiorcy, który próbował robić nielegalne interesy oraz przez Marcina Bustowskiego, lokalnego hejtera.
Staroście zarzucono, że sypia ze swoją pracownicą, że jest skorumpowany i ma sfałszowaną maturę. W tej ostatniej sprawie prokuratura wszczęła nawet śledztwo, ale umorzyła je ze względu na przedawnienie, uznając jednocześnie, że starosta rzeczywiście mógł zdobyć świadectwo w sposób niezgodny z prawem.
Po odwołaniu starosty hejt przelał się na TVN24. Tym razem Jacek K. oskarżał naszego dziennikarza, że bierze pieniądze za realizowane materiały, że jest skorumpowany, a nawet że jest pedofilem i zoofilem. Wtedy do sprawy przyłączył się adwokat Ernest Z., który wspólnie z Jackiem Kostrzewą publikował w internecie kłamstwa i szykany na temat reportera TVN24. Kłamliwe treści pokazywał też na swoim kanale na YouTube jeden z internetowych hejterów Adam Andruk.
Redakcja powiadomiła prokuraturę i Okręgową Radę Adwokacką. Ernest Z. został w sierpniu aresztowany. Jest podejrzany o to, że działając jako adwokat doprowadził do niekorzystnego rozporządzenia mieniem pracowników banków, ubezpieczycieli i komorników. Zdaniem śledczych wprowadzał ich w błąd, przekonując, że ma umocowanie uprawniające go do odbioru kwot należnych jego mocodawcom w różnych postępowaniach, w których ich reprezentował.
Śledczy uznali, że na podstawie oszukańczych zabiegów, przekonywał, że ma prawo otrzymać na swój rachunek pieniądze należne jego klientom. Jednak później trafiały one do jego kieszeni, a nie na konta jego mocodawców.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.