"Lepszego wyboru być nie mogło". Rozpływają się w laurkach po decyzji Tuska

"Znakomita", "wyśmienita", "najlepsza" - słyszymy z ust polityków Koalicji Obywatelskiej po tym, jak szef rządu wskazał Agnieszkę Bartol na wakujące stanowisko szefa resortu funduszy.
Jeszcze kilka dni temu, gdy premier Donald Tusk przebywał w Indiach, przekonywał, że ma dwie świetne kandydatki, które mogłyby zastąpić Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na stanowisku ministra funduszy i polityki regionalnej.
Korespondencyjnie odpowiedział mu Szymon Hołownia, że w Polsce 2050 również są świetni kandydaci i kandydatki do zajęcia miejsca Pełczyńskiej-Nałęcz.
Były marszałek Sejmu odgrażał się jednocześnie, że jeśli miejsce należne Polsce 2050 zajmie nominat premiera, on sam zarekomenduje ministrom z Polski 2050, by wyszli z rządu.
Wydaje się jednak, że spory na odległość zostały zażegnane. Na dziś wygrywa opcja premiera, który - w konsultacji z Hołownią - wskazał na wakujące stanowisko Agnieszkę Bartol.
Kim jest Agnieszka Bartol? Politycy KO wyjaśniają
- Wyśmienita kandydatka, lepszej sobie nie można wyobrazić - rozpływa się w superlatywach Borys Budka, europoseł KO.
- Agnieszka to rewelacyjny dyplomata i - w dobrym słowa znaczeniu - urzędnik europejski. Nie ma ludzi niezastąpionych, ale nasze przedstawicielstwo w Unii Europejskiej z pewnością trochę na tym straci, bo Agnieszka jest fachowcem pierwszej klasy. Rozumiem jednak, że ojczyzna wzywa, więc lepszego wyboru być nie mogło - podkreśla Budka w rozmowie z Interią.
"Ochy" i "achy" pod adresem Bartol słyszymy też z ust innego europosła KO Dariusza Jońskiego. Obaj panowie mieli okazję bezpośrednio pracować z Bartol w Brukseli.
- To najwyższy poziom ekspercki. Agnieszka Bartol jest powszechnie uznawana za świetnego fachowca z ogromnym doświadczeniem. Nigdy nie była politykiem, ale jest osobą, z którą w Europie wszyscy się liczą. Jeśli wybierze numer do Ursuli von der Leyen, ta za chwilę się z nią spotka. Cieszy się tutaj naprawdę dużym respektem - przekonuje w rozmowie z Interią Joński.
- Jeśli wykorzysta swoje pełne doświadczenie brukselskie, Polska na tym jednoznacznie zyska, ponieważ jest niezwykle skuteczna w pozyskiwaniu środków oraz przekonywaniu do różnego rodzaju wizji i pomysłów - dodaje.
- Jesteśmy w trakcie negocjacji budżetowych w ramach nowej perspektywy na lata 2028-2034, co jest szalenie istotne. Dla polskiego rządu to najlepsza możliwa wiadomość, bo mamy do czynienia z urzędnikiem najwyższego europejskiego szczebla, którego znają wszyscy w Brukseli, Parlamencie i Komisji - podkreśla nasz rozmówca.
Borys Budka dodaje: - Ona nie jest politykiem, tylko osobą, która zjadła zęby na wszelkich kwestiach europejskich. Myślę, że będzie musiała uporządkować rzeczy wymagające uporządkowania, aby rozliczyć wszystkie środki z KPO.
Bartol wpisuje się więc w profil, który kilka dni temu nakreślił Donald Tusk. Jak podkreślał, chce mieć w tym resorcie osobę, "do której będzie miał pełne zaufanie".
Wydaje się więc, że po wcześniejszych doświadczeniach z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, tym razem będzie to taki urzędnik.
Sama Bartol od lat pracuje na europejskich korytarzach. W ostatnim czasie to ona w dużej mierze odpowiadała za przygotowanie polskiej prezydencji i - mimo deklaracji wielu polityków o ich osobistym wkładzie - tak naprawdę to ona "spinała" całe przedsięwzięcie.
Dała się poznać jako merytoryczny fachowiec i sprawny organizator.
Bartol w resorcie będzie odpowiadała głównie za KPO, ale nie tylko. Przede wszystkim będzie musiała poukładać struktury wewnętrzne. Po ostatnich odejściach w ministerstwie pozostał tylko jeden wiceminister - Jacek Karnowski z KO.
Prawdopodobnie więc czeka ją też meblowanie kilku gabinetów.
Polska 2050 traci resort. Co dalej?
Wraz ze zmianą na stanowisku szefowej resortu funduszy zmienia się też podział obowiązków w całej koalicji. Formalnie bowiem to Polsce 2050 przysługiwał ten resort.
Czy wobec tego partia ta będzie podnosić teraz jakieś roszczenia?
- Szymon dał nam informację, że to będzie kandydatka premiera. Zapowiedział też, że premier będzie jeszcze prowadził z nim rozmowy na temat naszej odpowiedzialności w rządzie - zdradza w rozmowie z Interią poseł Adam Luboński.
- Zawsze, gdy coś się traci, jest to spisywane na minus. Kasia Pełczyńska-Nałęcz zrobiła, jak zrobiła, i to praktycznie przez nią w tej chwili do tego doszło. Premier ma do tego odpowiedni mandat, a my jako Polska 2050 straciliśmy to ministerstwo. Zobaczymy jednak, co przyniosą kolejne rozmowy - dodaje Luboński.
Koalicjanci natomiast nie współczują Polsce 2050 utraty resortu. Co więcej sugerują, że Polska 2050 sama pozbawiła się tego ministerstwa, bo nikt go nie zabierał, ale Pełczyńska-Nałęcz zrezygnowała sama.
- Nie trzeba było rezygnować i tyle - uważa Borys Budka.
- Jak będą płakać, to będą płakać. Mamy przed sobą bardzo trudny okres, jeśli chodzi o rozliczenie środków. Potrzeba tam osoby, która się na tym zna, a nie polityka, który dla własnych ambicji chciałby nazywać się ministrem. Agnieszka jest ostatnią osobą, która robi coś dla tytułów, a pierwszą, która robi coś dla Polski. Nikt rozsądny nie będzie podważał tej kandydatury - przekonuje.
- Po doświadczeniach z ministrą Pełczyńską-Nałęcz nie dziwię się premierowi, że chce kogoś, kto potrafi grać w drużynie, świetnie wykonuje swoją robotę i nie zajmuje się tematyką innych ministerstw, tylko skupia na swoich zadaniach. To będzie ogromna zmiana na lepsze pod każdym względem: fachowości, wypowiedzi, znajomości tematu, pozyskiwania środków i rozmów w Brukseli - przewiduje Dariusz Joński.
"Polska nie jest wolnym krajem". Weszliśmy do miasteczka przy Trybunale KonstytucyjnymINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.