"Gdybym miała dosyć, nie podejmowałabym odważnych decyzji". Kosiorek zdradza kulisy rewolucji w radzie miasta
Koło odpadło podczas jazdy
Źródło wideo: Rejestrator samochodowy Aleksandry Kosiorek
Źródło zdj. gł.: Adam Warżawa/PAP
Przypomnijmy: 14 września, po prawie dwóch latach przestała istnieć rządząca miastem koalicja prezydentki Aleksandry Kosiorek z radnymi KORMiL (Koalicja Obywatelska, Ruchy Miejskie i Lewica). Podczas nadzwyczajnej sesji rady miasta prezydentka ogłosiła koniec koalicji, a radni, na wniosek Marka Dudzińskiego, odwołali z funkcji przewodniczącego rady Tadeusza Szemiota. Zastąpiła go Beata Zastawna.
W środę Kosiorek była gościnią audycji Radio Gdańsk, gdzie opowiedziała nie tylko u kulisach całej sprawy, ale też przedstawiła wizję przyszłości. - Zdecydowałam się zerwać koalicję, ponieważ chyba wszyscy mieli już dosyć sytuacji w radzie miasta. (…) Naprawdę atmosfera na sali obrad Rady Miasta czasami była tak gorąca, że zastanawiałam się, czy za chwilę nie dojdzie do rękoczynów między związkowcami a niektórymi radnymi. Wtedy uznałam, że decyzja o zerwaniu koalicji jest słuszna - tłumaczyła Kosiorek.
"Wszyscy mieli już dosyć"
Zdaniem prezydentki początek funkcjonowania rady miasta za jej kadencji był trudny. Duża część radnych była nowa w samorządzie, co miało powodować wiele napięć. Zawarcie koalicji w tamtym momencie uważała - i uważa do dzisiaj – za jedyną metodę na uspokojenie nastroju w radzie miasta i rozpoczęcie prac nad realizacją postulatów wyborczych.
Prezydentka wskazuje, że na przestrzeni kolejnych miesięcy dochodziło do przekraczania granic władzy wykonawczej i uchwałodawczej. Niektórzy radni mieli próbować ingerować we władzę wykonawczą czy działanie zarządów spółek, na co nie chciała się zgodzić.
- Ja nie mogę się godzić na to, że radni wypowiadają się w różnych środowiskach w imieniu prezydenta. (…) Było bardzo dużo wysiłków i dialogu z naszej strony, ale uznałam, że zaufania związkowców i strony społecznej zawieść no nie można, wiec zdecydowałam się na drastyczny krok - tłumaczyła.
Co dalej z radą miasta Gdyni?
Już w poniedziałek prezydentka zapewniła otwartość na współpracę ze wszystkimi radnymi, niezależnie z jakiego stronnictwa pochodzą. Podkreśliła jednak, że warunek jest taki, że nie chce zawierać żadnych koalicji tylko będzie rozmawiać o konkretnych uchwałach i postulatach ze wszystkimi radnymi z osobna. "Myślę, że merytorycznie będzie łatwiej, bo wielu radnych nie zgadzało się z tym, jak wygląda praca rady miasta i poszło do wyborów z postulatami poprawienia w Gdyni rzeczy, które nie działają" - przekonywała.
Co dalej z obsadą prezydium miasta i tych kluczowych dyrektorskich stanowisk? Kosiorek tłumaczyła, że nowa struktura Urzędu Miasta będzie zakładać model trzech wiceprezydentów i jednego dyrektora, który ma zarządzać inwestycjami. Zapewniła, że procedura konkursowa dobiega końca i nowa osoba zostanie wybrana do końca września. "Zaprosiłam radnych, którzy głosowali za odwołaniem przewodniczącego na spotkanie, żeby porozmawiać o tym, jak wyobrażają sobie przyszłość. (…) Na razie podyskutujemy o tym, w jaki sposób chcielibyśmy pracować nad budżetem na przyszły rok".
Prezydentka wykorzystała też okazję, aby uciąć spekulacje, jakoby miała dosyć rządzenia, a pełniona funkcja ją przerasta. Zapewniła też, że wystartuje w kolejnych wyborach samorządowych. - Mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia. (…) Jakbym miała dosyć, to bym nie podejmowała odważnych decyzji - stwierdziła
Kosiorek odniosła się też do potencjalnej procedury zbierania podpisów za odwołaniem, które po tegorocznym odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa zaczęły wybrzmiewać w kolejnych polskich miastach. "Opieranie decyzji referendalnej na takich emocjach, to jest bardzo zły pomysł, przede wszystkim dla miasta. (...) Zarządza się na merytorycznych podstawach, a nie na emocjach" - podsumowała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.