Dyplomatyczne swary na linii Ottawa-Waszyngton. Ambasada wydała komunikat

Opracowanie: Maciej Filipek Publikacja: Dzisiaj, 22 października (06:38)
Ambasada USA w Ottawie zarzuciła w środę kanadyjskiemu rządowi w oficjalnym komunikacie, że bagatelizuje obawy dotyczące „potencjalnej ingerencji w wybory w USA”. Premier Mark Carney odrzucił oskarżenia.
Budynek amerykańskiej ambasady w Ottawie /Shutterstock
W odpowiedzi na pytania o komunikat amerykańskiej placówki Carney podkreślił: „USA rozpoczęły serię działań handlowych. Odpowiedzieliśmy na nie, chroniąc kanadyjskie miejsca pracy, kanadyjskie firmy i rozwijając naszą gospodarkę”.
Dokument ambasady zawiera osiem wypowiedzi kanadyjskich polityków, przedstawionych bez szerszego kontekstu. Chodzi głównie o słowa Carneya, minister przemysłu Melanie Joly oraz premiera Ontario Douga Forda.
Ambasada przywołała m.in. sierpniową wypowiedź Joly, która mówiła: „bierzemy na cel produkty, które dotyczą (niektórych – red.) stanów w USA. Jesteśmy rozsądni i strategiczni w wywieraniu politycznej presji i dlatego sądzimy, że to właściwe działanie obecnie”. Inna wypowiedź Joly dotyczy „wywierania presji na amerykańskie firmy w kluczowych republikańskich stanach”.
Przytaczana jest też kampania premiera Ontario wykorzystująca wypowiedzi prezydenta Ronalda Reagana sprzeciwiającego się cłom czy list Forda do premiera Kanady ws. działań odwetowych w reakcji na amerykańskie cła. Komunikat nawiązuje też m.in. do kampanii reklamowej nt. amerykańskich ceł prowadzonej w republikańskich stanach.
Ottawa wskazuje na działania USA
Carney przypominał w ubiegłotygodniowej rozmowie z Global News, że Kanada nie ingeruje w wybory innych państw. Dodał, że Ottawa oczekuje, iż „obce rządy, w tym USA (…) nie zaangażują się w nasze wybory”.
Premier mówił również, że służby bezpieczeństwa sprawdzają, czy przed referendum w Albercie — dotyczącym m.in. secesji prowincji — doszło do zagranicznej ingerencji.
Od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu USA wprowadziły wysokie cła na część kanadyjskich produktów, w tym stal i aluminium. Trump wielokrotnie nazywał Kanadę „51. stanem”, a jej premierów określał mianem „gubernatorów”. W ubiegłym tygodniu ponownie stwierdził, że Kanada „skończy jako 51. stan”.
Alberta i napięcia polityczne
Media opisywały też wielokrotnie amerykańskie poparcie dla separatystów w Albercie, którzy jednak w poniedziałkowym referendum przegrali ze zwolennikami pozostania tej prowincji w Kanadzie.
Sekretarz skarbu USA Scott Bessent nazywał Albertę „naturalnym partnerem” Stanów Zjednoczonych. Z kolei sekretarz handlu Howard Lutnick twierdził, że Carney wycofał się z rozmów handlowych z USA, by zwiększyć presję na separatystów.
Groźby i petycja przeciw ambasadorowi
O rzekomej kanadyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory mówią od kilku tygodni także inni przedstawiciele administracji USA. Doradca handlowy Trumpa Peter Navarro ostrzegał we wrześniu, że jeśli Kanada „zaingeruje w nasze wybory w Maine czy Michigan, zapłacicie jeszcze drożej”.
Ambasador USA w Kanadzie Pete Hoekstra oceniał natomiast, że działania części kanadyjskich polityków mogą zostać uznane za „ingerencję polityczną” przed listopadowymi wyborami połówkowymi w USA.
Na stronie kanadyjskiego parlamentu trwa zbiórka podpisów pod petycją w sprawie uznania Hoekstry za persona non grata. Poparło ją już blisko 280 tys. osób, a podpisy można składać do 18 listopada.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.