Putin zaatakował u progu ich drzwi. Wójt Dorohuska: Był niepokój

- Jak dzisiaj łupnęło rano, to słychać było mocno. Szyby zadrżały w oknach - tak nocne i poranne wybuchy przy granicy z Ukrainą opisuje wójt Dorohuska Wojciech Sawa. W rozmowie z Wirtualną Polską samorządowiec przyznaje, że po uderzeniach pocisków zaledwie dwa kilometry od granicy wśród mieszkańców pojawił się ogromny niepokój, a dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa zostało zburzone.
Po ataku Rosji na ukraińskie obwody graniczące bezpośrednio z Polską, w przygranicznych miejscowościach po polskiej stronie pojawił się strach. W rozmowie z Wirtualną Polską o tym, co działo się w nocy i nad ranem oraz tym, jak zmieniło się postrzeganie wojny ukraińsko-rosyjskiej przez mieszkańców Dorohuska, opowiedział wójt tej miejscowości Wojciech Sawa.
- Jak dzisiaj łupnęło rano, to słychać było mocno. Był niepokój, bo pracownicy mi opowiadali, że coś się zaczęło dziać, ale dosyć mocno. Tak samo o 8.30, też było mocno, szyby zadrżały w oknach - wspomniał.
Z relacji samorządowca wynika, że w Dorohusku, mimo trwającej od ponad czterech lat wojny, nikt nie jest jeszcze przyzwyczajony do sytuacji takich, jak ta, która miała miejsce w nocy z soboty na niedzielę.
- Te syreny, ten sygnał modulowany pojawił się po raz pierwszy. Wcześniej była taka próba, ale to były próby i byli mieszkańcy informowani, że to nie jest to, co powinno się wydarzyć. Niestety, dzisiaj miało to miejsce - powiedział Sawa.
"Mieliśmy sygnały od mieszkańców". W Dorohusku rosną obawy
Wójt twierdzi, że pierwsze obawy zaczęły pojawiać się już w czwartek, gdy wcześnie rano po stronie ukraińskiej zaczęły wyć syreny. - Już wtedy mieliśmy sygnały od mieszkańców, co się stało? Zamieściliśmy krótką informację na naszym Facebooku i stronie internetowej, że te syreny wyły, ale nie na terenie naszej gminy, tylko na Ukrainie - tłumaczył.
Dziś o 4 nad ranem miejscową społeczność obudził głośny wybuch i błysk. Krótko później rozległ się trzyminutowy, modulowany sygnał dźwiękowy. Sam wójt, wraz z rodziną, udał się w bezpieczne miejsce, a następnie skontaktował się ze służbami pełniącymi wartę na granicy.
- Oficjalnych informacji nie mieliśmy wtedy. Po pewnym czasie pojawiły się te informacje, które są teraz już w środkach masowego przekazu, że najpierw dzwon uderzył w samochody ciężarowe, a o 8:30 usłyszeliśmy kolejny wybuch i okazało się, że kolejny pocisk uderzył, jak wiemy, w lokomotywę około dwóch kilometrów od granicy w Dorohusku - przekazał w relacji dla WP.
"Dzisiejsza noc wiele rzeczy zmieniła"
Wójt Dorohuska przyznaje, że dziś po raz pierwszy towarzyszyły mu tak silne obawy i niepokój. - Wcześniej myślę, że nie było takich obaw, bo funkcjonowaliśmy normalnie, ale dzisiejsza noc na pewno wiele rzeczy zmieniła - stwierdził.
Choć zapewnia, że zamierza dalej funkcjonować normalnie, bo "nie można dać się zwariować", zaleca wszystkim mieszkańcom, aby zapoznali się z poradnikiem bezpieczeństwa i brali udział w organizowanych przez samorząd szkoleniach.
- Sam jestem ciekawy jak mieszkańcy zareagowali na syreny nocne, bo z tymi co rozmawiałem, to niektórzy udali się w bezpieczne miejsce, ale niektórzy ten sygnał zignorowali - przyznaje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.