Rosyjski dron wyłowiony z Bałtyku. Gen. Polko dla WP: "Konsekwencje tej wojny w nas uderzają"
Bezzałogowiec został wydobyty z wody przez wojskową łódź hydrograficzną (to jednostka Marynarki Wojennej wyposażona m.in. w sonar i echosondę, wykorzystywana do pomiarów dna, wyszukiwania obiektów pod wodą i ich podejmowania). Rejon znaleziska zabezpiecza Żandarmeria Wojskowa, a sam sprzęt trafi do badania - najpierw do saperów, a następnie do dalszej ekspertyzy.
Resort obrony nie podał na razie, jaki to typ maszyny. W mediach pojawiają się przypuszczenia, że może chodzić o Gerberę - tanią rosyjską konstrukcję z pianki i sklejki, wizualnie przypominającą irańskiego Shaheda-136, używaną najczęściej jako wabik dla obrony przeciwlotniczej. Deklarowany zasięg takiej maszyny to kilkaset kilometrów. Oficjalnego potwierdzenia nie ma.
Rusinowo leży na zachodnim wybrzeżu, setki kilometrów od granicy z Ukrainą i Białorusią, a więc daleko od kierunku, z którego rosyjskie drony spadają dziś najczęściej. Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, w rozmowie z WP stawia hipotezę, że maszyna nadleciała z północy.
- To nieduży dron, który prawdopodobnie przeleciał przez terytorium państw bałtyckich. Ataków jest coraz więcej, więc coś mogło wpaść do Bałtyku i wypłynęło w okolicach plaży - mówi WP gen. Polko.
Generał zaznacza, że takich zdarzeń będzie przybywać. - Coraz więcej pokazuje, że konsekwencje tej wojny w nas uderzają. Żyjemy w warunkach podwyższonego napięcia, zagrożenia, ataków w cyberprzestrzeni i innych, więc należy oczekiwać, że będzie takich zdarzeń więcej - ocenia.
"Ten struś wyjął głowę z piasku, ale dość późno"
Gen. Polko ostrzega przed reakcją, na którą - jak mówi - Rosja liczy najbardziej. - Rosja buduje psychozę strachu, ale tej panice nie można się poddać - mówi WP.
Jednocześnie nie oszczędza polskiej klasy rządzącej. - My od początku tej wojny przyjęliśmy strategię strusia, udając, że to nie nasza wojna. Na szczęście ten struś wyjął głowę z piasku, choć dość późno - ocenia generał.
Na razie pewne jest jedno: rosyjski sprzęt wojskowy wypłynął na polskiej plaży w miejscu, w którym miesiąc temu leżeli wczasowicze.
"Strategii wciąż nie ma"
Polko przenosi ciężar z samego znaleziska na to, czego jego zdaniem brakuje po stronie państwa. - Pora, by politycy, a szczególnie zwierzchnik sił zbrojnych, dostosowali kluczowe dokumenty, takie jak Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, której wciąż nie ma, do sytuacji - mówi WP.
W praktyce chodzi o kolejność, w jakiej powstaje w Polsce cała reszta przepisów bezpieczeństwa. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego to dokument najwyższego szczebla - zatwierdza go prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych, na wniosek rządu. Ostatnia obowiązująca pochodzi z 2020 r., a więc sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę i sprzed epoki masowych ataków dronowych. Dopiero na strategii opierają się dokumenty niższego rzędu: dyrektywa obronna, plany operacyjne, a na końcu procedury, według których działa oficer dyżurny w konkretną noc.
I właśnie o ten koniec łańcucha chodzi generałowi. Dopóki procedury nie są spisane z góry, decyzja o reakcji na obiekt nad polskim terytorium wędruje w górę - przez kolejne szczeble dowodzenia i resort - zamiast zapadać od razu, na poziomie tego, kto ma obiekt na radarze. Przy dronie lecącym 160 km/h każde takie ogniwo kosztuje minuty.
- Po to, by wojsko nie było blokowane przez zbędną biurokrację, tylko mogło w realny i skuteczny sposób przeciwdziałać - mówi WP Polko.
Poniedziałkowe znalezisko przypada dzień po nocy, która postawiła na nogi polskie służby. Z 12 na 13 września Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Ukrainę, a polskie systemy wykryły nad ranem kilkanaście odrzutowych dronów Geran-5 nad zachodnią Ukrainą. Jeden z nich uderzył w lokomotywę pociągu relacji Kijów–Warszawa w obwodzie wołyńskim, około dwóch kilometrów od polskiej granicy. W składzie jechało 206 pasażerów, nikt nie został ranny, a załoga została wcześniej ostrzeżona. Drugi dron eksplodował w pobliżu przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin.
Nad polską granicą poderwano F-16, śmigłowce i samolot rozpoznawczy SAAB, a RCB wysłało alerty do mieszkańców kilku powiatów na Lubelszczyźnie. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że nie doszło do naruszenia granicy RP.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.