Biskup na ławie oskarżonych. Prokuratura domaga się 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu

Opracowanie: Karolina Wasyl Publikacja: Dzisiaj, 15 października (14:39)
To pierwszy taki proces w Polsce – biskup diecezji tarnowskiej Andrzej Jeż stanął przed sądem, oskarżony o niepowiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych popełnionych przez dwóch podległych mu księży. Prokuratura domaga się 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz grzywny. Obrona żąda uniewinnienia. Wyrok zapadnie 29 października.
Biskup Andrzej Jeż (fot: Paweł Topolski) /PAP
Dziś tarnowski sąd rejonowy wysłuchał mów końcowych w sprawie bp. Andrzeja Jeża. Prokuratura zarzuca mu, że nie powiadomił niezwłocznie organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez dwóch podległych mu księży – Stanisława P. i Tomasza K.
„Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii”
Prokurator wniósł o zasądzenie wobec duchownego 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 20 tys. zł grzywny.
Prokurator Marcin Stępień nie pozostawił wątpliwości co do oceny czynu biskupa. Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii. Jeżeli ktoś uważa, że czynił to dla dobra własnego środowiska, w którym funkcjonuje, lub w obawie przed krytyką ze strony społeczeństwa, to tym bardziej zasługuje na karę – podkreślił w mowie końcowej.
Według prokuratury, wina biskupa oraz społeczna szkodliwość jego zaniechania są znaczne. Organy ścigania zostały poinformowane o przestępstwach księży dopiero po ponad trzech latach od wejścia w życie przepisów nakładających taki obowiązek. W przypadku ks. Stanisława P. zgłoszenie nastąpiło dopiero po publikacji artykułu ks. Isakowicza-Zaleskiego, który ujawnił problem.
Prokurator Stępień zwrócił uwagę, że zaniechanie biskupa miało poważne konsekwencje. Zaniechanie, jakiego dopuścił się biskup Andrzej Jeż, nie składając doniesienia o przestępstwie w momencie wejścia noweli w życie, spowodowało, że czyny o charakterze seksualnym, jakich ks. P. dopuścił się względem 23 chłopców poniżej 15. roku życia, uległy przedawnieniu. Pokrzywdzeni już nie będą mogli dochodzić swoich praw w drodze sądowej w żaden sposób – powiedział.
Prokurator podkreślał również, że w wypowiedziach biskupa zabrakło przeprosin i wyrazów skruchy. Nie ma tam takich słów, za to mogliśmy usłyszeć ogólnikowe deklaracje, jak bardzo złe jest zjawisko pedofilii i że trzeba podejmować z nim walkę. Dla każdego z nas jest to oczywiste – dodał.
„Nie można oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy”
Obrońcy biskupa przekonywali sąd, że ich klient nie miał obowiązku zgłoszenia przestępstw, które miały miejsce przed wejściem w życie nowelizacji prawa w 2017 roku. Nie można oceniać oskarżonego z perspektywy późniejszej wiedzy i wykładni prawa. W związku z czym jedyny wniosek, jaki zdaniem obrony się jawi, to jest wniosek o uniewinnienie oskarżonego od obu czynów – argumentował mecenas Zbigniew Ćwiąkalski.
Obrona wskazywała również, że o czynach księdza Stanisława P. wiedziały inne osoby i instytucje – szkoła, kuratorium, gmina – a mimo to nie podjęto działań. Krzywda małoletnich oczywiście wymaga reakcji, to nie ulega wątpliwości, ale właśnie powaga skali tej krzywdy nakazuje zachować równie wysoki standard przy ustalaniu odpowiedzialności innych osób. I sprawiedliwość polega na tym, nie żeby w każdej dramatycznej historii znaleźć w końcu kogoś, kogo skażemy, tylko polega na tym, aby skazać wyłącznie tego, komu winę można rzeczywiście przypisać – mówiła adwokat Paulina Majtkowska.
Spór o interpretację prawa
Kluczową kwestią sporną w procesie była interpretacja przepisów wprowadzonych w 2017 roku. Obrona podnosiła, że do czasu uchwały Sądu Najwyższego z 2022 roku nie było jasne, czy obowiązek zgłaszania przestępstw dotyczy także czynów sprzed nowelizacji. Sąd Najwyższy orzekł, że tak – i to właśnie na tej podstawie prokuratura domaga się ukarania biskupa.
Dodatkowo, obrońcy wskazywali na wątpliwości jurysdykcyjne – część czynów miała miejsce poza granicami Polski, głównie w Ukrainie. W przypadku księdza Tomasza K. biskup miał być przekonany, że ofiary były pełnoletnie, a po uzyskaniu nowych informacji sprawa została zgłoszona policji.
Proces biskupa Andrzeja Jeża rozpoczął się w lutym tego roku. To pierwszy w Polsce przypadek, gdy hierarcha Kościoła stanął przed sądem za niezgłoszenie przestępstw seksualnych podległych mu duchownych.
Biskup nie przyznał się do winy. W swoich wyjaśnieniach tłumaczył, że dopiero w momencie zgłaszania przez kurię miał wiarygodną informację o przestępstwach, a wcześniej organy ścigania były informowane o przypadkach wykorzystywania seksualnego duchownych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.