Połowa nie dobiegła do mety, Hubert umarł następnego dnia
Dzień przed egzaminem Hubert rozmawia z mamą. Wie, że następnego ranka będzie musiał przebiec 10 kilometrów w mundurze i z oporządzeniem.
Podchorążowie sprawdzają prognozy. Ma być upał. Próbują przekonać wykładowcę, żeby przełożyć zaliczenie na 6 rano, kiedy jest chłodniej. Bezskutecznie.
- Byli przerażeni tym biegiem. Na uczelni była fama, że co roku podczas zaliczenia ktoś się wywraca i przyjeżdża karetka. To nie była żadna nowość - mówi Agnieszka Bobrzycka, mama Huberta. - Najbardziej przerażała ich pogoda.
Termometry w godzinie biegu miały pokazywać nawet 30 stopni.
Następnego dnia Agnieszka odbiera telefon. Hubert miał wypadek na wuefie - słyszy w słuchawce.
- Pomyślałam: wypadek? Może jakaś kończyna złamana, coś w tym stylu. Wzięłam psa, wsiadłam w samochód i ruszyłam ze Szczecina do Warszawy. Nie wiedziałam, po co jadę.
Start
10 czerwca 2019 roku Hubert kładzie się do łóżka wcześnie. O 22 już śpi. Następnego dnia rano zamiast śniadania je banana i batona czekoladowego, potem jedzie na zaliczenie. Koniec roku akademickiego już blisko.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.