Na granicy snu i rzeczywistości. ArtVilnius’26: sztuka nie potrzebuje ciszy
17. edycja ArtVilnius, największych targów sztuki współczesnej w krajach bałtyckich odbyła się w dniach 1-4 października. Tegorocznym punktem odniesienia były trzy miasta: Wilno, Warszawa i Wiedeń. Do Litewskiego Centrum Wystawowo-Kongresowego Litexpo przyjechało około 70 galerii z ponad 20 krajów, a program targów wykraczał daleko poza klasyczny model oglądania i kupowania sztuki.
Dla mnie pierwsze artystyczne zderzenia rozpoczęły się jeszcze zanim drzwi Litexpo otworzyły się dla publiczności. Wystawa "Fragile Homes" w Atletika, wizyta w pracowniach artystów w Sodas 2123 oraz ekspozycja "The Garden" w galerii Vartai — były znakomitym wprowadzeniem w rytm całego wydarzenia. Pozwalały nie tylko poczuć atmosferę wileńskiej sceny artystycznej, ale także zajrzeć za kulisy procesu twórczego i zobaczyć, jak powstają dzieła, zanim trafią do przestrzeni wystawienniczej.
Czytaj nas częściej w Google
Co istotne — ArtVilnius nie próbowało zamknąć sztuki w jednym pawilonie. Wręcz przeciwnie — pokazywało, że współczesna scena Wilna żyje przede wszystkim poza targami, w pracowniach, galeriach i dawnych industrialnych przestrzeniach.
Kilka godzin później weszłam do Litexpo — i nagle skala całego wydarzenia zrobiła się zupełnie inna. Setki prac, różne pokolenia, języki i podejścia do sztuki. Malarstwo mieszało się z instalacjami, sztuka performatywna współistniała z rzeźbą.
Jedno rzucało się w oczy od razu: ArtVilnius’26 było naprawdę różnorodne. Nie tylko geograficznie. Galerie przywoziły zupełnie różne języki i sposoby patrzenia na współczesność — od ciała i pamięci, przez politykę i technologię, po relacje społeczne i tę najprostszą rzecz: doświadczenie sztuki, które czasem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przestajemy się spieszyć.
Z polskiej perspektywy najbardziej interesująca była obecność warszawskich galerii LETO i Le Guern, a także debiutujących na targach HOS i Fijewski Gallery (Konstancin-Jeziorna). W Project Zone pojawiła się również warszawska Zachęta z performatywnym projektem Bogny Burskiej "Deaf Rebellion. Renewal".
Art Vilnius nie ograniczało się jedynie do podziwiania sztuki. Panele i dyskusje były jednym z najmocniejszych elementów wydarzenia. Pojawiły się pytania o rolę kolekcjonera w kulturze, przyszłość kolekcji, znaczenie katalogów artystycznych w epoce cyfrowej, relację między biznesem a kreatywnością. I to właśnie w tych rozmowach można było poczuć, że współczesny rynek sztuki przestaje być zamkniętym światem galerzystów, kuratorów i kolekcjonerów — staje się miejscem ścierania się bardzo różnych perspektyw.
"A potem przyszedł niepokój". Alarm powietrzny nad miastem
Sobotni poranek miał jednak zupełnie inną energię. Zamiast spokojnego wejścia w kolejny dzień przepełniony artyzmem, pojawiły się komunikaty o alarmie powietrznym w okręgu wileńskim. Powodem był niezidentyfikowany obiekt, prawdopodobnie dron, który miał nadlecieć od strony Białorusi. Poderwano myśliwce NATO, a przestrzeń powietrzna nad lotniskiem w Wilnie została czasowo zamknięta. Przed godziną 10 alarm odwołano; litewskie wojsko poinformowało, że myśliwce nie wykryły obiektu.
Natalia Kopańska / Archiwum prywatne
Alert powietrzny (Litwa)
Wilno nie zatrzymało się jednak nawet na moment. Sztuka wypełniająca litewską stolicę, choć nie dawała schronienia i nie pozwalała zapomnieć o zagrożeniu, stawała się istotnym tłem dla otaczającej nas rzeczywistości i jej najbardziej czułym odbiorcą.
Wilno, Warszawa, Wiedeń. Sztuka, która nie daje spokoju
Po raz kolejny organizatorzy ArtVilnius przygotowali również strefę VIP — tym razem pod hasłem "Demon Dancer". W przyciemnionej delikatnie ukrytej na uboczu strefie dostaliśmy przestrzeń zbudowaną jak doświadczenie — z instalacją artystyczną, światłem i atmosferą przypominającą europejskie kluby techno. Był to pokój, który zacierał granicę między sztuką, muzyką, nocnym życiem i kompletnym zatraceniem w wypełniających go dźwiękach.
Jednak to, co zostaje w pamięci najmocniej to nie pomieszczenia, nazwiska czy konkretne prace. To tłumy ludzi przemieszczających się między galeriami. Rozmowy prowadzone jeszcze długo po zakończeniu paneli. Artyści, kuratorzy, kolekcjonerzy i dziennikarze przecinający się na korytarzach. Performanse, które wyrywały publikę z bezpiecznej pozycji obserwatora. Instalacje, przy których nie dało się przejść obojętnie.
Tegoroczna edycja ArtVilnius najbardziej przekonała mnie tym, że nie próbowała udawać, że sztuka może funkcjonować poza rzeczywistością. Rynek i artyzm były obecne równie mocno, jak polityka, czy kwestie społeczne, a rozmowy błyskawicznie wychodziły poza same dzieła. I to właśnie te momenty intrygowały najbardziej — kiedy targi przestawały być tylko miejscem oglądania i kupowania sztuki, a stawały się rodzajem soczewki, przez którą można było zobaczyć to, czym dziś żyjemy. Nagle okazywało się, że rzeczywistość, o której wcześniej dyskutowaliśmy, jest tuż obok — i nic nie jest w stanie jej wyciszyć. Sztuka nie potrzebuje ciszy — potrzebuje atencji, zrozumienia, odwagi, żeby zadawać niewygodne pytania i tego, żebyśmy pozwolili jej nas poruszyć. "Oby sztuka nigdy nie stała się przemysłowa. By te słowa nigdy wartości nie miały nikłej".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.