Rzucił się na nożownika, nie przeżył. Przełożona benedyktynek o ataku w Jarosławiu
- Ksiądz, który rzucił się na nożownika, nie przeżył ataku w Jarosławiu. Przełożona benedyktynek siostra Barbara Dendor opisuje w rozmowie z WP, jak kapłan próbował powstrzymać napastnika. Szpital w Jarosławiu potwierdza WP, że jeden z poszkodowanych zmarł, a dwóch kolejnych jest operowanych.
- Napastnik był dla wspólnoty zupełnie obcy. Według zakonnicy przypadkowy mężczyzna przyszedł w krótkich spodenkach i koszulce, choć było zimno. Policja zatrzymała 31-letniego obywatela Ukrainy, a śledczy ustalają motywy.
- Wspólnota opactwa mówi, że nie czuje się bezpieczna. Siostry traktują atak jako wymierzony także w nie, a rodzice dzieci z przedszkola przy klasztorze dopytują o bezpieczeństwo. Na miejscu byli burmistrz i wojewoda.
Aktualizacja 12:59
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
W czwartek 24 września rano na terenie opactwa w Jarosławiu (woj. podkarpackie) 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem osoby przebywające w ośrodku przy kościele. Według Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu ucierpiało pięć osób - czterech mężczyzn i kobieta. Napastnik został zatrzymany.
Wirtualna Polska rozmawiała z przełożoną klasztoru benedyktynek siostrą Barbarą Dendor. Jak relacjonuje, atak miał miejsce w części opactwa przeznaczonej dla księży, na terenie Ośrodka Formacji Kultury Chrześcijańskiej.
- Pan, który wtargnął z nożem, zaczął po prostu zabijać... - mówi nam roztrzęsiona.
- Pierwszy atak był w kawiarence. Ktoś uciekł, chciał zamknąć drzwi do kościoła, więc przeszedł innymi drzwiami. Kapłan, który tam był, rzucił się na niego, a jak upadł, to ten jeszcze go nożem… Przebił, przebił mu płuca i to ten ksiądz nie żyje - opowiada zrozpaczona siostra Dendor.
Zakonnica potwierdza, że nie żyje jeden z kapłanów posługujących w tamtejszym kościele. Stan innych poszkodowanych również jest bardzo poważny.
- Widoczny był atak na kapłanów, bo trzech z nich jest rannych, dwóch było w ciężkim stanie. Jeden zmarł, nie udało się uratować mu życia, a kolejny ma bardzo wielkie obrażenia. To ksiądz Marek, dyrektor formacji kultury chrześcijańskiej, on jest w ciężkim stanie - mówi przełożona.
Szpital potwierdza, że jeden z poszkodowanych nie żyje.
- Mogę potwierdzić, że część osób poszkodowanych w ataku na klasztor w Jarosławiu trafiła do naszego szpitala - mówi WP Łukasz Jerema, dyrektor Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu.
- Niestety jeden pacjent zmarł na SOR-ze. Miał bardzo liczne rany kłute i cięte w obrębie klatki piersiowej i brzucha. Ten pacjent się wykrwawił, po czym zatrzymało się jego serce. Reanimacja nie przyniosła skutku. Dwóch innych pacjentów, którzy ucierpieli w tym ataku, jest obecnie operowanych. Również i oni są bardzo poważnie ranni. Napastnik także i im zadał liczne rany ostrym narzędziem w brzuch i klatkę piersiową.
"Przypadkowy pan. Nie znamy go"
Zapytana, czy napastnik miał jakiekolwiek związki ze wspólnotą zakonną, siostra Dendor stanowczo zaprzecza.
- Nie, to przypadkowy pan. Nie znamy go. Wyglądał jak szaleniec, w krótkich spodenkach i krótkiej koszulce, mimo że dzisiaj było zimno - opisuje podejrzanego.
Na miejsce szybko przyjechała policja, a także burmistrz i wojewoda. Teren opactwa został zabezpieczony, trwają oględziny. Śledztwo ma wyjaśnić, co kierowało napastnikiem.
Atak wstrząsnął całą wspólnotą opactwa, przy którym działa również przedszkole. Siostra Dendor zapewnia, że sytuacja w placówce jest opanowana.
- Dzieci są spokojne, bezpieczne. Wiedzą, że są jakieś szkolenia. Rodzice dopytują, ale uspokajamy sytuację. Przedszkole jest po stronie sióstr, więc ten główny atak wydarzył się gdzie indziej - mówi zakonnica.
Nie ukrywa jednak, że wspólnota straciła poczucie bezpieczeństwa.
- Nie czujemy się bezpieczni. Można powiedzieć, że to jest atak też na nas, na to miejsce, gdzie wspólnie tworzymy to opactwo. Jesteśmy w wielkim bólu - mówi siostra Barbara Dendor.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.