"Rosjanie ciągle uderzają w takie cele". Komentarz z Ukrainy
Biłecki o rosyjskim dronie przy granicy: Rosja często atakuje stacje benzynowe
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: X/DSNS.GOV.UA
W związku z atakiem Rosji blisko polsko-ukraińskiej granicy poderwane zostały polskie myśliwce, a mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny otrzymali alerty RCB. Zawyły również syreny alarmowe. Jak mówił w TVN24 rzecznik DORSZ, niedaleko granicy wykryto zbliżający się do Polski odrzutowy dron. - Zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową - przekazał premier Donald Tusk.
- Rosjanie ciągle uderzają w takie stacje - komentował z Kijowa dziennikarz Ołeh Biłecki. Zwrócił uwagę, że w Kijowie Rosjanie zaatakowali w nocy szereg celów, a jednym z nich była właśnie stacja benzynowa. Jak mówił, Ukraińcy w ostatnim czasie otrzymują komunikaty, "aby natychmiast, jeżeli słyszą alarm, po prostu opuścili stację benzynową".
Jednocześnie potwórzył, że atak ten był "tylko częścią zmasowanego ostrzału, który Rosjanie przeprowadzili ubiegłej nocy".
Rosja bierze na cel ukraińskie placówki graniczne
Odnosząc się do ataku niedaleko Dorohuska, Biłecki zwrócił uwagę, że "należy jeszcze wyjaśnić, czy doszło do strącenia" wrogiego obiektu, który spadł, czy też stacja była faktycznym celem rosyjskiego ataku.
Przypomniał, że Rosja bierze na celownik ukraińskie przejścia graniczne nie tylko z Polską. - Rosjanie już próbowali atakować, niestety skutecznie, inne przejścia na przykład na granicy Ukrainy i Mołdawii. To doprowadzało do zawieszenia funkcjonowania takiej placówki, bo była częściowo zniszczona. Tak samo dochodziło do ataków w okolicach przejść między Ukrainą i Rumunią - wymieniał.
Jak opisywał, taki rodzaj ataków ma na celu zarówno wywieranie presji psychologicznej na Ukraińców, jak i utrudnianie działania danej placówki. - Powstają specjalne algorytmy działania. Jeżeli jakiś wrogi obiekt leci w okolice danej placówki, wtedy rzecz jasna żadna odprawa się nie odbywa, a personel skupia się na ewakuacji ludzi na jej terenie - mówił.
"Celem Rosji był paraliż Kijowa"
Biłecki mówił też, jak funkcjonują mieszkańcy Kijowa w obliczu ostatnich regularnych ataków. - Jednym z najważniejszych rosyjskich celów było doprowadzenie miasta do trybu paraliżu, czyli kiedy nic nie funkcjonuje. I nie będę ukrywał, że w trakcie paru pierwszych dni, to im się udało. Ale potem Kijów się dostosował - opisywał.
Tłumaczył, że w Ukrainie działa system różnych alarmów w zależności od zagrożenia. - Mamy dyferencyjne alarmy, czyli żółte i czerwone - tłumaczył. Te pierwsze oznaczają atak dronów, te drugie - rakiet balistycznych.
Jak mówił, ludzie reagują na nie w odpowiedni sposób. - Na przykład nie idą do wielkich sklepów tylko do małych, które nadal działają - relacjonował. - To jest cały szereg takich prostych rozwiązań, które już osiągnęliśmy - powiedział Biłecki.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.