Był w pociągu z Borisem Johnsonem, gdy nastąpił atak. "Nie damy się zastraszyć"
Publicysta Interii Leszek Jażdżewski podróżował z Kijowa w nocy z soboty na niedzielę, kiedy Rosja zaatakowała w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej. Dziennikarz podróżował pociągiem m.in. z byłym premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem.
W rozmowie z Polsat News opowiedział, jak wyglądała tamta noc.
Wojna w Ukrainie. Atak na pociąg z Kijowa
- Nad ranem, około godziny 4.00 polskiego czasu, blisko granicy pociąg się zatrzymał, co było nieoczekiwane, bo nie powinien się zatrzymywać. Usłyszałem, że możliwa jest ewakuacja i że wydano ostrzeżenie przeciwlotnicze. Standardowa procedura w takiej sytuacji to ewakuacja pociągu - relacjonował.
Jak podkreślił, w czasie wojny w Ukrainie alarmy są czymś standardowym. Jednak w ostatnich dniach nasilone ataki na Kijów sprawiły, że nie można ignorować żadnego z ostrzeżeń.
ZOBACZ: Ataki przy granicy z Polską. Rosja zabrała głos
- W pierwszych dwóch wagonach, w których według mojej wiedzy był właśnie Boris Johnson, pasażerowie szykowali się do ewakuacji i zostali obudzeni. Zdecydowano jednak, że jedziemy dalej, ponieważ zagrożenie pozwalało na przemieszczenie się. W związku z tym pociąg szczęśliwie przekroczył granicę. Powiem szczerze, że moment, w którym nic nie można zrobić i czeka się na potencjalne uderzenie, jest dość stresujący - powiedział Jażdżewski.
Jak podkreślił, nie wydaje mu się, żeby ktokolwiek w tym czasie opuścił pociąg. - W sytuacji, gdy do ataku nie dochodzi natychmiast, poruszanie się jest bezpieczniejsze, bo trudniej trafić w jadący cel - powiedział
- Ruszyliśmy więc do granicy i bezpiecznie ją przekroczyliśmy, nie mając świadomości, że za nami mogło dojść do jakichś wydarzeń - dodał.
"Działania Rosji to próba zastraszenia"
Po przekroczeniu granicy do pasażerów dotarły pierwsze informacje o atakach. - Najpierw mówiono, że uderzono w pociąg, ale nie było wiadomo który. Do tej pory nie ma pewności, czy był to pociąg pasażerski, czy skład towarowy, ale znajdował się na tych samych torach, którymi jechaliśmy - innej możliwości tam po prostu nie ma - opowiadał Jażdżewski.
- Osoba taka jak Boris Johnson, który mówi o przekazaniu zamrożonych rosyjskich pieniędzy Ukrainie, czy minister Sikorski, który co prawda tym pociągiem nie jechał, ale jechał w drugą stronę, to postaci na pewno znajdujące się na rosyjskim celowniku - powiedział, zastanawiając się nad celowością ataków.
ZOBACZ: Wojskowy dron na polskiej plaży. Armia wskazuje na Rosję
Jażdżewski podkreślił, że do ataków w Ukrainie dochodzi codziennie.- Rozumiem, dlaczego zachodnie media bardziej interesują się tym tematem, gdy w grę wchodzą znane postacie, ale dobrze, że polskie media monitorują to cały czas - również wtedy, gdy dotyczy to wyłącznie obywateli Ukrainy - powiedział.
- Trzeba pamiętać, że oni są narażeni na takie wydarzenia non stop. Działania Rosji to próba zastraszenia nas i zniechęcenia do wyjazdów oraz wysyłania pomocy. Sygnał z naszej strony powinien być odwrotny: powinniśmy podwoić wysiłki i pokazać, że nie damy się zastraszyć, a w razie potrzeby potrafimy odpowiedzieć - zaznaczył.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.