Trybunału już nie ma. Co teraz? [OPINIA]
- Trybunał Konstytucyjny trzeba odbudować albo zlikwidować. Dziś nie spełnia już swojej ustrojowej roli.
- Jest pomysł na reset bez politycznych nominatów. Nowych sędziów mogłaby wyłonić większość trzech piątych lub dwóch trzecich posłów.
- Polacy mogliby dostać własny sąd praw człowieka. Do TK trafiałyby także skargi na wyroki naruszające konstytucyjne wolności.
- Największy problem nie leży jednak w prawie, lecz w polityce. Jest grupa sędziów gotowych na kompromis, ale politycy wolą polaryzację.
WIDEO
Przepychanki w TK. Nagranie z prezydentem Nawrockim
WIDEO
Trybunału Konstytucyjnego już nie ma, trzeba to powiedzieć jednoznacznie i głośno. Nie jest przy tym ważne wskazywanie, kto i kto bardziej za to odpowiada. Kluczowe staje się to, co zrobić, by za chwilę nie znaleźć się w stanie chaosu i gorącej już wojny polsko-polskiej.
Trybunał Konstytucyjny reaktywacja
Pierwszy scenariusz, podzielany i nazywany przez sporą grupę prawników resetem, mógłby polegać na "wygaszeniu" obecnego TK. Wszyscy sędziowie przeszliby w stan spoczynku, a Sejm powołałby nowych. To wymagałoby zmiany Konstytucji, a więc zgody ponad podziałami, bo żadna ze stron nie ma konstytucyjnej większości.
Nowi sędziowie zostaliby wybrani kwalifikowaną większością głosów posłów: trzech piątych albo nawet dwóch trzecich. Oznaczałoby to konieczność znalezienia dobrych prawników możliwych do zaakceptowania przez politycznych adwersarzy. Takie osoby są. Świetnie znające i poruszające się w prawie konstytucyjnym oraz kwestiach ustrojowych. Politycy o nich jednak nie pomyśleli, bo to specjaliści, ale bezpartyjni.
Sędziów TK mogliby też wskazywać w równych proporcjach parlament i prezydent. Takie rozwiązanie też istnieje w wielu krajach. Ale z dwóch wariantów resetu wolałbym jednak wybór przez kwalifikowaną większość w parlamencie.
Reset z poszerzeniem
W ramach scenariusza reaktywacji można by pomyśleć o poszerzeniu kompetencji TK o orzekanie w sprawie zgodności polskiego prawa i sądowych orzeczeń z gwarancjami dotyczącymi praw człowieka. Co prawda mamy w polskim prawie skargę konstytucyjną, ale jej zakres jest ograniczony. Zawsze trzeba kwestionować prawo, nie indywidualne rozstrzygnięcie.
Szerokie ujęcie skargi konstytucyjnej mamy w Niemczech. Rozpoznanie spraw dotyczących praw człowieka jest powierzone tzw. drugiemu Senatowi Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Świetny dorobek i doświadczenie.
Dlaczego nie zrobić tego w Polsce! Miałoby to dwie konsekwencje. Po pierwsze, obywatele oraz inne podmioty mogliby zaskarżyć do TK dotyczące ich orzeczenia, jeśli widziano by w nich naruszenie konstytucyjnych praw i wolności. Po drugie, Polacy nie musieliby gnać ze skargami do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Mieliby w Polsce własny sąd praw człowieka.
Można zarzucić, że poszerzenie zakresu skargi konstytucyjnej przedłużyłoby i tak już długie postępowania, a TK nie poradziłby sobie z zalewem skarg. Niemiecki sąd konstytucyjny działa jednak sprawnie i szybko. Są mechanizmy, by odsiać "sensowne" skargi od słabizn czy pieniactwa. Do tego wystarczy tzw. przedsąd, czyli wstępne badanie i rozstrzyganie dopuszczalności skargi przez pojedynczego sędziego. Tak działa strasburski ETPC.
Trybunał Konstytucyjny anihilacja
Ale być może TK tak bardzo utracił publiczne i ustrojowe zaufanie, że trzeba poszukać innego scenariusza. Mam mocne poczucie, że Polacy nie płakaliby po likwidacji TK. Oczywiście – ponownie – zniesienie tej instytucji wymagałoby konstytucyjnej większości ponad podziałami.
Ale co w miejsce TK, bo przecież nadal stawiano by pytania o konstytucyjność polskiego ustawodawstwa? Tu można by wykorzystać francuskie doświadczenie.
Nad Sekwaną nie ma sądu konstytucyjnego. Uważa się, że rygorystycznie rozumiana we Francji zasada trójpodziału władz na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą wyklucza mocną kontrolę aktów parlamentu przez sąd konstytucyjny. Taki sąd stawałby się superinstytucją, co zaburzałoby wymaganą równowagę władz.
Dlatego we Francji w miejsce sądu konstytucyjnego istnieje Rada Konstytucyjna. Ma węższe kompetencje i nie jest sądem. Może badać prawo zasadniczo jedynie przed jego wejściem w życie, a więc prewencyjnie. Czemu nie zrobić tak i w Polsce?
Przeszkoda realizmu
Aby scenariusze naprawcze miały szansę na sukces, polscy politycy musieliby jednak najpierw zasiąść razem do stołu. Mocno w tę gotowość wątpię. Bo mam też pewne szczególne doświadczenie. Napiszę ogólnie, bo nadal muszę zachować dyskrecję.
W końcówce 2015 r. w związku z wyborem nadmiarowych sędziów TK zostałem poproszony o podjęcie się misji dobrych usług. W jej toku pojawił się pomysł, by poszerzyć o trzech sędziów skład polskiego TK, być może "na sposób niemiecki", co pozwalałoby rozwiązać polityczno-prawny kryzys. Nic z tego nie wyszło. Jedni czuli się silni władzą, drudzy woleli rozkręcać emocje, także na ulicach.
A i niedawno stałem się pośrednikiem. Próba zaaranżowania spotkania adwersarzy (w różnych formatach i nie tylko wokół "problemu TK") mogła mieć sens, zwłaszcza że jako wspomagający uczestnik chciała służyć pewna organizacja międzynarodowa. Ale i tym razem nic z tego nie wyszło.
Od dwóch sędziów TK – z "przeciwnych stron" – słyszałem, że są gotowi na reset. Ale to politycy są rozgrywającymi. Więc nie mam złudzeń: politycy będą się kopać, z gruzami TK w tle.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.