Ukrywał się przed więzieniem. Media: Krakowski urzędnik zatrzymany
70-letni Tajster zniknął ze stołeczno-małopolskich radarów służb w maju, gdy zamiast do więziennej celi udał się w nieznanym kierunku. Wtedy też śledczy wystawili za nim list gończy. Teraz RMF FM ustaliło, że ukrywanie się przed policją ostatecznie zakończyło się w rękach krakowskich funkcjonariuszy.
Wieloletni urzędnik pod lupą śledczych
Jan Tajster przez dekady był jedną z najbardziej wpływowych, a zarazem kontrowersyjnych postaci w krakowskim magistracie. Ze strukturami samorządowymi pod Wawelem związany był już od lat 90. W tym czasie powierzano mu kierownicze stanowiska w kluczowych jednostkach miejskich – stał na czele Zarządu Cmentarzy Komunalnych, a później zarządzał Zarządem Dróg i Komunikacji (ZDiK).
DLA CIEBIE
Czy OZE mogą wyłączyć prąd?
DLA CIEBIE
Finał jego działalności miał miejsce na sali sądowej, choć na prawomocne rozstrzygnięcie trzeba było czekać niezwykle długo. Sąd Apelacyjny w Krakowie wydał ostateczny wyrok dopiero po 15 latach od rozpoczęcia procedury sądowej, skazując byłego dyrektora na 5,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności.
Dom w Kryspinowie, zegarek i naprawy aut. Łapówki za 888 tys. zł
Z ustaleń śledztwa i orzeczenia sądu wynika, że w latach 2004–2007, pełniąc funkcję dyrektora ZDiK, Tajster przyjął trzy potężne korzyści majątkowe od firmy budowlanej ubiegającej się o miejskie przetargi publiczne.
Przedsiębiorcy w zamian za przychylność sfinansowali urzędnikowi m.in.: budowę domu w podkrakowskim Kryspinowie, zakup luksusowego zegarka i pokrycie kosztów naprawy jego prywatnego samochodu.
Łączną wartość przyjętych nielegalnie dóbr oszacowano na dokładnie 888 tysięcy złotych. Obok kary 5,5 roku więzienia sąd drugiej instancji orzekł również przepadek wszystkich korzyści majątkowych pochodzących z tego procederu na rzecz Skarbu Państwa.
Po zatrzymaniu przez policjantów Jan Tajster trafi bezpośrednio do zakładu karnego, gdzie rozpocznie odbywanie zasądzonego wyroku.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.