Oskarżenia o zbiorowy gwałt. Uczelnia odpowiada na list Jane Doe
Zbiorowy gwałt na uczelni. Prestiżowy uniwersytet nie zareagował
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: OLGA FEDOROVA/PAP/EPA
W październiku 2024 roku siedmiu członków bractwa Chi Phi miało odurzyć i zgwałcić 20-letnią wówczas koleżankę. 57 młodych mężczyzn na czacie grupowym czytało, co siódemka z Uniwersytetu Cornella przez kilka godzin robi studentce, ale żaden z nich nie ruszył na pomoc. Choć do zdarzenia miało dojść w 2024 roku, dopiero w ubiegłym miesiącu młoda kobieta, posługująca się pseudonimem Jane Doe, pozwała Uniwersytet Cornella, bractwo oraz siedmiu mężczyzn.
W ubiegłym tygodniu Jane Doe wysłała list do władz uczelni, w którym przytoczyła część rozmowy, jaka miała zostać przeprowadzona pomiędzy rektorem Michaelem Kotlikoffem a ówczesną przewodniczącą stowarzyszenia studenckiego Tri Delta.
"Po tej rozmowie przewodnicząca przekazała mi, z wyraźnym niepokojem, że pierwszą reakcją rektora Kotlikoffa było pytanie w stylu: dlaczego zwlekano tak długo ze zgłoszeniem napaści?" - wynika z treści listu kobiety, do którego dotarł portal The Hill. "Odebrała to pytanie jako wyraz powątpiewania w prawdziwość mojej historii" - pisze w liście Jane Doe. Stwierdziła, że zacytowany komentarz rektora podważył jej zaufanie do władz uczelni oraz ich zdolność do tego, by "podejść do jej doświadczeń ze zrozumieniem, wrażliwością i sprawiedliwością".
Uczelnia odpowiada
We wtorkowym oświadczeniu władze Uniwersytetu Cornella zakwestionowały przedstawiony przez studentkę opis wypowiedzi rektora Kotlikoffa - relacjonuje stacja CBS News. Stwierdzono, że "relacja z drugiej ręki" na temat komentarza Kotlikoffa "jest nieprawdziwa". Według władz uczelni pytanie: "Dlaczego zwlekano tak długo ze zgłoszeniem napaści" dotyczyło osób postronnych, które nie skorzystały z uniwersyteckiej anonimowej linii do zgłaszania incydentów. "Rektor w żaden sposób nie kwestionował zgłoszenia złożonego przez Jane Doe" - wynika z oświadczenia uczelni, na które powołuje się CBS News.
Sposób, w jaki władze Uniwersytetu Cornella zareagowały na pierwotne zgłoszenie Jane Doe dotyczące domniemanych napaści, stanowi jeden z wątków pozwu cywilnego - przypomina stacja. Kobieta zgłosiła sprawę policji uniwersyteckiej dwa tygodnie po domniemanej napaści, ale żadne postępowanie karne nie zostało wszczęte. Nikt nie usłyszał zarzutów. Prokuratura uznała, że dowody, które otrzymała od uczelni, były niewystarczające. Pojawiają się wątpliwości, czy uniwersytet przekazał odpowiednim organom wszystkie istotne materiały. Sprawa gwałtu na uczelni wywołała masowe protesty.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.