Kraj, w którym telefon stał się trumną
Najnowsza książka izraelsko-polskiego prozaika, poety, felietonisty i reżysera - "Autokorekta" - będzie miała za moment premierę w Polsce. To zbiór opowiadań napisanych po brutalnym ataku Hamasu na Izrael i rozpoczęciu wojny, która w odwecie doprowadziła do całkowitego zniszczenia Strefy Gazy. Keret ostatnie lata spędził, jeżdżąc po kraju, identyfikując zwłoki, rozmawiając z ludźmi o traumie. A jego telefon zaczął pełnić nową, bardzo osobliwą rolę.
Jacek Tacik: Dlaczego Bóg po ataku Hamasu na Izrael nie wysłuchał próśb i modlitw Jechiela Nachmana, jednego z twoich bohaterów?
Etgar Keret: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę cofnąć się do samego początku. Inaczej się pogubimy.
Do 7 października 2023 roku?
Piszę w zasadzie bez przerwy. Ale żeby wydać książkę, muszę narzucić sobie jakieś ramy czasowe. I robię to raz na sześć lub siedem lat. Wybieram losową datę i kurczowo się jej trzymam: mój wydawca dostaje zapewnienie, że otrzyma rękopis. I tak zobowiązałem się, że książka będzie na jego biurku 8 października 2023 roku. Zbiór smutnych, przygnębiających historii. To był okres, w którym zmarła moja mama. Bardzo to przeżyłem. Schudłem 20 kilogramów. A i tak zawsze byłem szczupły.
6 października, w piątek - na dwa dni przed spotkaniem z wydawcą - skończyłem czytać manuskrypt.
Zagadnąłem moją żonę: - Mam problem z książką.
- Co się stało? - zapytała.
- To był najsmutniejszy rok mojego życia. I dlatego napisałem mroczną książkę, bardzo pesymistyczną i pełną bólu - odpowiedziałem. - Moi czytelnicy nie stracili swoich matek. Nie powinni przechodzić, czytając moje opowiadania, przez to, przez co ja przeszedłem.
- Etgar - odparła moja żona - jestem z tobą tyle lat i wiem, że jesteś królową dramatu. Wszystko wydaje się tragiczne, wszystko histeryczne. Przestań myśleć o książce. Pójdziemy na plażę, popatrzymy na zachodzące słońce, zjemy coś dobrego. I pójdziesz spać, a jutro przeczytasz ponownie rękopis. I jeśli będziesz czuł to samo, napiszesz do wydawcy: "Odwołuję spotkanie. Potrzebuję więcej czasu".
Kiedy obudziłem się nad ranem 7 października, nie pamiętałem już o książce. Słyszałem tylko alarmy, eksplozje. Dzwonili do mnie znajomi. Opowiadali o bliskich, do których strzelano w kibucach.
To było jak matnia. Dni zlewały się ze sobą. Jeździłem po lokalnych społecznościach. Pomagałem ludziom uporać się z traumą. Pewnego dnia, podczas przypadkowej rozmowy z ocalałymi z kibuców, przypomniałem sobie, że napisałem książkę. Złapałem za telefon.
- Drukarnie są pozamykane. Ci, którzy w nich pracowali, zostali powołani do wojska. Walczą w Gazie - tłumaczył mi wydawca. - Zresztą kto dzisiaj chodzi do księgarń? Nikt nie czyta. Każdy siedzi w domu.
Miałem czas. Zacząłem pisać. Kolejne opowiadania. I w zasadzie wszystkie poza dwoma, które trafiły do druku, były napisane już po 7 października.
Bohater opowiadania "Intencja" modli się gorliwie do Boga o uwolnienie izraelskich zakładników.
Napisałem to od razu po 7 października. Jeszcze zanim doszło do porozumienia Izraela z Hamasem i zanim pierwsi izraelscy zakładnicy odzyskali wolność, czyli przed listopadem 2023 roku. Ludzie, których znałem, zginęli z rąk Hamasu. Alex Dancyg został porwany do Strefy Gazy. Nie przeżył. Przyjaciele, rezerwiści musieli walczyć w palestyńskiej enklawie. Każdego dnia dostawaliśmy informacje o śmierci kolejnych izraelskich żołnierzy.
Ciała zamordowanych zwożono w okolice Beer Szewy na południu Izraela. Razem z kolegami z Uniwersytetu Ben Guriona zajmowaliśmy się ich identyfikacją. Dzwonili do mnie dziennikarze. Z całego świata. Prosili o komentarz. Oskarżali Izrael o sianie propagandy, przekonywali, że Hamas nie mordował dzieci, że to spisek. A ja im tłumaczyłem, że nie widziałem żadnego nagrania, że nie wiem, o czym mówią, że nie zamierzam nic oglądać, że nie chcę.
Mój przyjaciel - dla odmiany - widział każdy przerażający film nagrany przez Hamas 7 października. Zaproponowałem, że może im udostępnić materiały. Poprosili. On przysyłał je do mnie na telefon, a ja - bez ich otwierania - przekazywałem dalej. Moja komórka stała się zasadniczo trumną, w której złożono cyfrowe ślady zbrodni i ciała brutalnie zamordowanych Izraelczyków.
To był czas, gdy odbyłem trudną rozmowę z moją siostrą, którą bardzo kocham. Jest ultraortodoksyjną Żydówką. Ma 11 dzieci, ponad 50 wnucząt. Mieszka w Me'a Sze’arim, ortodoksyjnej dzielnicy Jerozolimy. Mówiła mi o wydarzeniach z 7 października, ale w taki sposób, w jaki ja opowiadam o rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jakby to nie była nasza wojna, jakbyśmy byli tylko obserwatorami masakry.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.