Nieświęci duchowni. Kolejna afera pedofilska na Litwie pokazuje, że Kościół nie chce zmierzyć się z problemem
Oskarżenia idą w poprzek podziałów narodowościowych na Wileńszczyźnie — dotyczą 56-letniego litewskiego księdza Tadasa Švedavičiusa oraz polskiego duchownego, 51-letniego Ryszarda Pieciuna. Obaj kapłani służyli w parafiach, często tych samych, na terenie Wileńszczyzny.
Czytaj nas częściej w Google
Švedavičius został oskarżony o przestępstwa seksualne wobec 11 małoletnich. W jego przypadku odnotowano 34 przestępstwa, do których miało dochodzić przez 23 lata — aż do zeszłego roku. To wykorzystywanie seksualne dzieci, posiadanie materiałów pornograficznych oraz nakłanianie małoletnich do spożywania alkoholu. Jego proces, z wyłączeniem jawności, ruszył 24 września w wileńskim sądzie okręgowym. Z kolei w sprawie Pieciuna, oskarżonego "tylko" o posiadanie pornografii dziecięcej, formalnie nie ma osób pokrzywdzonych. Jego proces zaczął się 17 września.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Reakcje polityków i Kościoła
Jak przypomniała polskojęzyczna wersja litewskiego portalu LRT, ks. Ryszard Pieciun jeszcze w maju 2024 r. odbierał w polskiej ambasadzie Srebrny Krzyż Zasługi nadany przez prezydenta Andrzeja Dudę za działalność na rzecz polskiej społeczności na Litwie. Do winy duchowny się nie przyznaje, wskazując, że znalezione przez śledczych materiały nie miały charakteru pornograficznego. Pieciun utrzymuje, że nagrania z rozebranymi dziećmi przesłali mu rodzice, a zaprzyjaźniona rodzina zaprzeczyła, by miały one charakter pornograficzny. Švedavičius nie udziela mediom komentarzy.
Wśród polityków wypowiadających się na ten temat był Juozas Olekas, przewodniczący Sejmu, przedstawiciel rządzącej socjaldemokracji, która także potrafi dobrze żyć z Kościołem. Oświadczył w mediach, że jeśli na Litwie działa sieć chroniąca pedofilów i tuszująca ich działania, należy ją bezwzględnie rozbić.
Prezydent Nausėda podkreślił zaś, że w sprawach dotyczących przemocy seksualnej wobec dzieci "same modlitwy nie wystarczą". Według prezydenta oczyszczenie leży w interesie Kościoła, któremu w konsekwencji grozi utrata wiernych. Według głowy państwa konieczne są pełne upublicznienie procedur i otwartość na współpracę z organami ścigania, aby uniknąć takich tragedii w przyszłości. "Sam Kościół powinien być zainteresowany tym, aby wszystkie wątpliwości i obawy dotyczące możliwości powtórzenia się takich przestępstw w tym świętym miejscu — w Kościele — zostały rozwiane", powiedział dziennikarzom.
Arcybiskup wileński Gintaras Grušas, pełniący funkcję od 2013 r., zapewnił publicznie, że archidiecezja współpracuje z organami ścigania, a obu duchownych odsunięto już od obowiązków. Archidiecezja poinformowała o całej sprawie Watykan. Dziennikarze i wierni zaczęli jednak się zastanawiać, jak to możliwe, że przez dwie dekady w strukturach Kościoła działał drapieżca. Krytykę wzbudziła też spóźniona reakcja hierarchii kościelnej, która skomentowała skandal dopiero po tygodniu od jego upublicznienia.
Rozmawiałem o tym z dr Rositą Garškaitė-Antonowicz, wykładowczynią akademicką Uniwersytetu Wileńskiego i publicystką katolicką. Według niej reakcje biskupów, a zwłaszcza metropolity wileńskiego, były opóźnione i niekonkretne, początkowo ograniczały się do wezwania do modlitwy. — Minął cały tydzień od ujawnienia sprawy, zanim Gintaras Grušas wystąpił w mediach i przeprosił ofiary oraz społeczeństwo. Tydzień to zbyt długo w sytuacji, gdy ludzie są wstrząśnięci takimi doniesieniami. Do dziś zarówno on, jak i inni biskupi unikają mediów (i odpowiedzialności), a dziennikarze skarżą się, że nie sposób przeprowadzić z nimi wywiadu. Komunikacja ma charakter wysoce oficjalny i jednostronny. To samo dotyczy duchownych — z nielicznymi wyjątkami nie chcą publicznie omawiać tych kwestii — mówi dr Garškaitė-Antonowicz.
Zdaniem naukowczyni znacznie lepiej zareagowali świeccy katolicy, a w szczególności nieformalna grupa Svarbus reikalas (Poważna sprawa), która od 2023 r. wzywa biskupów do powołania niezależnej komisji mającej zbadać przypadki nadużyć w litewskim Kościele katolickim. Do dziś taka komisja nie powstała. Darius Chmieliauskas, redaktor naczelny katolickiego miesięcznika "Artuma" oraz diakon, wskazuje, że do tej pory nie pojawiło się żadne wspólne, publiczne oświadczenie Konferencji Episkopatu Litwy. Jedynie arcybiskup Wilna wielokrotnie wypowiadał się publicznie, a arcybiskup Kowna również wydał oświadczenie — poza tym panuje cisza.
— Najwyraźniej wciąż się uważa, że jest to zdarzenie dotyczące tylko jednego biskupa. Nie postrzega się tego jako wspólnego problemu, który wymagałby natychmiastowego zwołania całego episkopatu w celu publicznego zajęcia stanowiska — wyjaśnienia, co zrobiono, co się robi i co zostanie zrobione, aby zapobiec takim sytuacjom i je ujawnić; jak podchodzi się do tych spraw i jak są one rozwiązywane, by zapewnić ochronę dzieciom i osobom bezbronnym w środowisku kościelnym; co dzieje się z podejrzanymi, winnymi i skazanymi; jakie kary są wymierzane; w jaki sposób są wypłacane odszkodowania oraz jakie terapie są oferowane ofiarom i skazanym duchownym, jeśli po odbyciu kary mają oni powrócić do posługi duszpasterskiej — wylicza Chmieliauskas.
Czy na Litwie możliwe jest powołanie specjalnej komisji kościelnej zajmującej się kwestią pedofilii, jak stało się to w Polsce? Według dr Garškaitė-Antonowicz biskupi bardzo niechętnie podchodzą do pomysłu wszczynania takiego dochodzenia.
— Obawiają się, że jego wyniki mogłyby położyć kres Kościołowi na Litwie w jego obecnym kształcie — jako ważnemu, mającemu wpływy polityczne podmiotowi życia publicznego, czerpiącemu siłę z faktu, że należy do niego większość społeczeństwa, oraz z historycznej roli, jaką odegrał w kształtowaniu tożsamości narodowej — twierdzi naukowczyni, mając na myśli rolę Kościoła w walce z władzą sowiecką. Biskupi jej zdaniem mogą się bać o swoją pozycję, gdyby okazało się, że ich reakcje na przestępstwa seksualne popełniane przez podległych im księży były niewłaściwe lub wręcz stanowiły próbę tuszowania sprawy. Wreszcie — dochodzenie mogłoby ujawnić inne przestępstwa lub zaniedbania, niezwiązane z wykorzystywaniem seksualnym.
Reakcja polskiej partii i społeczności
W sprawie skandalu pedofilskiego wypowiedziały się także środowiska polityczne związane z chrześcijańską demokracją, choć nie sam prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) Waldemar Tomaszewski, którego sylwetkę przedstawialiśmy w "Przeglądzie" w 2021 r. Tomaszewski jest jednocześnie liderem Związku Polaków na Litwie — obydwie organizacje są blisko związane z Kościołem, który według Tomaszewskiego jest "atakowany".
Tygodnik Przegląd / Tygodnik Przegląd
"Tygodnik Przegląd" nr 39
Z ramienia AWPL-ZChR głos zabrała jednak ministra sprawiedliwości Litwy Rita Tamašunienė. Według polskiej polityczki receptą na przypadki pedofilii, także kościelnej, ma być skopiowany z polskiego prawa wprowadzonego przez PiS "rejestr pedofilów". Co ciekawe, pomysł zyskał wstępną akceptację większości rządzącej, która na Litwie składa się m.in. z socjaldemokratów.
"Myślę, że podczas jesiennej sesji Sejmu będziemy musieli te kwestie rozpatrzyć", powiedział dziennikarzom wspomniany już przewodniczący Sejmu Juozas Olekas. Z kolei Tamašunienė, reklamując swoją koncepcję, wskazuje, że "nadszedł czas, aby powrócić do tego pomysłu i szukać rozwiązań, które pomogłyby jeszcze lepiej chronić dzieci, tym bardziej że mamy ku temu podstawy. Zdecydowanie popieramy, aby takie dane były publicznie dostępne", powiedziała portalowi LRT.lt. Dla AWPL-ZChR temat księży pedofilów jest niewygodny. Sama ministra, deklarująca się jako osoba wierząca, zaapelowała, by "oddzielić konkretne przypadki od całej wspólnoty księży".
AWPL-ZChR to ugrupowanie, które w samorządzie opowiedziało się przeciwko odebraniu Henrykowi Gulbinowiczowi statusu honorowego obywatela rejonu wileńskiego. Tamašunienė natomiast w sierpniu tego roku uznała, że ulicę polskiego kardynała w rejonie wileńskim należy przemianować. Co warte odnotowania, zmieniła zdanie, bo jeszcze w 2025 r. przekonywała, że werdykt Watykanu w sprawie Gulbinowicza jest oceniany niejednoznacznie.
Jak zareagowała polska społeczność na zarzuty wobec ks. Pieciuna, który posługę pełnił w zamieszkanych przez nią miejscowościach: Bujwidzach, Balingródku, a następnie w Połukniu?
Dr Mariusz Antonowicz, były prezes Polskiego Klubu Dyskusyjnego, wykładowca Uniwersytetu Wileńskiego, mówi: — Po pierwsze, podkreśliłbym, że ten temat nie był aż tak mocno omawiany publicznie. W polskich mediach na Wileńszczyźnie było mniej informacji o tym skandalu niż w litewskich. Po drugie, wydaje mi się, że polska społeczność jest podzielona — jedni są oburzeni, drudzy bronią księdza, podobnie jak to się dzieje w innych krajach.
Doświadczyłem tego sam podczas wizyty we wspomnianych Bujwidzach na odbywającym się we wrześniu festiwalu poezji Maj nad Wilią. Mijaliśmy ulicę Henryka Gulbinowicza w rejonie wileńskim. Jedna z działaczek polonijnych zaczęła, w obecności księdza, sugerować, że "kardynał był po prostu niewygodny".
Za wcześnie na oczyszczenie?
Ponieważ w sprawie pojawia się wątek polski, dość oczywista jest próba porównania sytuacji w Kościele w Polsce i na Litwie. Dr Garškaitė-Antonowicz, która ma polskiego męża i często w Polsce bywa, zauważa, że w litewskim Kościele katolickim obserwujemy dopiero początek kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym.
— Litewski Kościół mógłby wyciągnąć wnioski z polskich doświadczeń, nawet jeśli te rozwiązania nie są idealne. Przykładem może być utworzenie Fundacji Świętego Józefa niosącej pomoc ofiarom wykorzystywania seksualnego czy udostępnienie archiwów kurialnych badaczom i dziennikarzom — praktyka stosowana już w Krakowie przez kard. Rysia — wskazuje naukowczyni.
Chmieliauskas z kolei podkreśla podobieństwa, z którymi mamy do czynienia na całym świecie: zaprzeczanie, tłumaczenie się niewiedzą, twierdzenie, że to tylko "atak na Kościół". — Daleko nam jeszcze do sytuacji w Polsce. Na przykład tutaj nie chcą słyszeć ani o funduszu dla ofiar, ani o powołaniu niezależnej komisji. Mówią: to jeszcze nie ten moment. Wiele osób głośno więc pyta: kiedy nadejdzie ten moment? Ilu jeszcze ofiar, jak wielkiego cierpienia, łez czy przelanej krwi potrzeba, by ich przekonać, że to już jest ten moment? — emocjonalnie reaguje redaktor katolickiego miesięcznika.
Tematyka pedofilii wraca od czasu do czasu w debacie publicznej na Litwie. Najczęściej jest tak, że ofiarom przestępstw seksualnych sądy zasądzają odszkodowania i zadośćuczynienia, a także zwrot kosztów pomocy prawnej. Jak podaje portal LRT.lt, były poseł konserwatystów, 39-letni Kristijonas Bartoševičius, skazany na siedem lat więzienia za czyny pedofilskie, został zobowiązany przez sąd do wypłacenia pokrzywdzonym 32 tys. euro odszkodowania i zadośćuczynienia.
Czy tego się boi Kościół na Litwie? Nie tylko tego. Również utraty autorytetu społecznego, sięgającego jeszcze czasów Litewskiej SRR, gdy był opoką w walce z władzą sowiecką, przeciw której Litwini się buntowali.
Dziś księża mogą sporo stracić. Z drugiej strony kryzys może oznaczać szansę oczyszczenia się. Duża część wiernych jest jednak po prostu sceptyczna. Badania ośrodka Baltijos tyrimai wykonane w 2023 r. wykazały zresztą, że aż 69 proc. mieszkańców Litwy nie wierzy w zdolność Kościoła do samodzielnego, obiektywnego wyjaśnienia sprawy pedofilii. Po ostatnich wydarzeniach ta liczba może jeszcze wzrosnąć.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.