Miesiąc, który zmienił bieg historii. Przełom październikowy 1956

"Etot nomier nie projdiot!" ("ten numer nie przejdzie!" - przyp. red.) - krzyczał na warszawskim lotnisku Nikita Chruszczow do witającego go I sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba. Był piątek, 19 października 1956 r., około 7 rano. Wedle obecnego na lotnisku Władysława Gomułki, który następnego dnia zająć miał stanowisko Ochaba, Chruszczow, wypowiadając te słowa, "wygrażał palcem w sposób karczemny".
Początki przełomu z października 1956
Następnie sowiecka delegacja została przewieziona do Belwederu, gdzie sowiecki przywódca, słynący z obcesowego zachowania, oświadczył: "Jesteśmy zdecydowani na brutalną interwencję w wasze sprawy i nie dopuścimy do realizacji waszych zamiarów".
Gdy Gomułka zapytał go, czy przyjechał aresztować przywódców PZPR, oświadczył jednak, że "tego nie powiedział i takich zamiarów nie ma, lecz że KPZR jest zdecydowana na interwencję w obronie interesów Związku Radzieckiego". 70 lat po tych wydarzeniach, które przeszły do historii pod nazwą Polskiego Października, wciąż nie mamy całkowitej pewności, co przesądziło o zmianie planów sowieckiego przywódcy.
Nawet obecnie trudno jest stwierdzić, czy żołnierze zajmowali stołeczne budynki w celu ich obrony przed ludnością czy też przed Armią Czerwoną
Wypowiedź Chruszczowa o gotowości do interwencji zbrojnej nie była zresztą precyzyjna. W chwili, gdy jego samolot lądował w Warszawie, operacja wojskowa już bowiem się rozpoczęła. Dwie sowieckie dywizje opuściły swoje bazy w Bornem-Sulinowie na Pomorzu Zachodnim oraz w Żaganiu na Dolnym Śląsku i ruszyły w kierunku Warszawy.
Pogłoski o ruchu wojsk sowieckich potęgowały nastroje podniecenia i sprzyjały powstawaniu plotek. Szczególnie bulwersująca była szeroko powtarzana informacja o przygotowywaniu przez tzw. grupę natolińską (skupiającą najbardziej dogmatyczną część kierownictwa PZPR) przewrotu, połączonego z radziecką interwencją wojskową. W odpisach krążyły nawet listy proskrypcyjne zawierające nazwiska osób przeznaczonych do aresztowania. "Moje nazwisko było tam na pierwszym miejscu" - opowiadał po latach Ochab.
W czasie, gdy w Belwederze Gomułka spierał się z Chruszczowem, przez Warszawę przetaczała się fala wieców i wielogodzinnych zebrań, które następnie rozlały się na całą Polskę. Powszechnie domagano się ukarania osób odpowiedzialnych za masowe represje z poprzednich lat, zwolnienia więzionych biskupów i przywrócenia nauki religii w szkołach, wycofania z Polski wojsk sowieckich oraz poprawy poziomu życia.
W wielu miejscowościach pokojowym wiecom towarzyszyły demonstracje, w trakcie których atakowano m. in. różne sowieckie obiekty. Do ostrych podziałów dochodziło wówczas także w szeregach wojska i nawet obecnie trudno jest stwierdzić, czy żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zajmowali stołeczne budynki w celu ich obrony przed ludnością czy też przed Armią Czerwoną.
Rokossowski i Chińczycy
Rozmowy w Belwederze skończyły się o świcie 20 października. Gomułka przez wiele godzin przekonywał Rosjan, że Polska pozostanie w sojuszu z ZSRR, a proces zmian nie wymknie się spod kontroli partii komunistycznej. Jego argumenty okazały się na tyle przekonywujące, że Chruszczow wydał polecenie przerwania marszu wojsk na Warszawę. Zatrzymały się one w odległości około 150 km od stolicy, docierając do linii Włocławek-Łęczyca. Rosjanie wstrzymali ruch swoich wojsk, ale ostateczne odwołanie interwencji uzależniali od tego, czy rozwój wydarzeń będzie zgodny z obietnicami Gomułki.
Rankiem 20 października sowiecka delegacja odleciała do Moskwy, a w trakcie odbytego jeszcze tego samego dnia posiedzenia Prezydium KC KPZS ustalono: "Jeżeli Rokossowskiego pozostawią, to na razie cierpliwie poczekać". Minister obrony, sowiecki marszałek Konstanty Rokossowski, został zatem uznany na Kremlu za wskaźnik poziomu kontroli nad Polską, a jego usunięcie mogło doprowadzić do ponownego uruchomienia kolumn pancernych.
Tymczasem na wznowionych po odlocie Rosjan obradach VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR Rokossowski i popierający go natolińczycy znaleźli się w wyraźnej mniejszości. W trakcie kolejnych dwóch dni obrad próbowali oni jeszcze ataków na swoich adwersarzy z tzw. grupy puławskiej, ale nie mogło to już odwrócić ich przegranej, która najlepiej uwidoczniła się w wynikach wyborów do Biura Politycznego.

Władysław Gomułka podczas VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR, 10.1956r.Wikimedia Commons
W tajnych wyborach zgłoszony demonstracyjnie przez natolińczyków Konstaty Rokossowski uzyskał zaledwie 23 głosy (na 75 oddanych) i nie znalazł się w Biurze Politycznym. Zasiedli w nim natomiast ludzie Gomułki oraz osoby związane z liberalną grupą puławską. Później członkowie KC wybrali jednomyślnie, drogą jawnego głosowania, I sekretarza KC PZPR, którym został Władysław Gomułka.
23 października Gomułka odbył rozmowę telefoniczną z Chruszczowem, prosząc go o cofnięcie do baz stojących wciąż na drogach do Warszawy wojsk radzieckich. Mimo upadku Rokossowskiego radziecki przywódca zapowiedział spełnienie tego postulatu w ciągu dwóch dni.
Trudno stwierdzić, co ostatecznie skłoniło przywódców KPZR do wstrzymania interwencji. Wydaje się jednak, że obok obaw przed wysokimi kosztami operacji wojskowej, jakie spowodowałby nieuchronny opór zbrojny społeczeństwa popieranego przez przynajmniej część Wojska Polskiego, istotny wpływ miał negatywny stosunek kierownictwa Komunistycznej Partii Chin do sowieckiej interwencji w Polsce.
Mao Zedong powiadomiony - podobnie jak przywódcy komunistyczni z Pragi i Berlina o zamiarze radzieckiej interwencji zbrojnej nad Wisłą - wykorzystał polski kryzys dla zamanifestowania przed Moskwą mocarstwowej pozycji Chin, co zresztą zwiastowało późniejsze konflikty między obydwu komunistycznymi potęgami.
"Towarzysze radzieccy - relacjonował później swoją rozmowę z przewodniczącym Mao ambasador PRL w Pekinie Stanisław Kiryluk - zwrócili się do kierownictwa KPCh o aprobatę użycia siły. Mao stwierdził, że Komunistyczna Partia Chin kategorycznie sprzeciwiła się zamierzeniom radzieckim, a pragnąc bezpośrednio przedstawić stanowisko chińskie wysłano natychmiast delegację z Liu Shaoqi do Moskwy".
Pewną rolę w decyzji Chruszczowa mogły też odegrać obawy przed utrudnieniem sowieckiej dyplomacji zbliżającej się rozgrywki dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie (kryzys sueski). W każdym razie Polska zdołała uniknąć tragedii, która w kilka dni później stała się udziałem Węgier.
Nie tylko Warszawa
Przez długie lata dominował stereotyp Października jako wydarzenia ograniczonego do rogatek Warszawy. Wiece i masówki na Politechnice oraz w FSO, niespodziewana wizyta Chruszczowa, jego nocne rozmowy w Belwederze z Gomułką, wreszcie słynny wiec na pl. Defilad, w którym uczestniczyło niemal 300 tysięcy mieszkańców stolicy - wszystkie te wydarzenia miały miejsce w Warszawie i na długie lata zdominowały pamięć społeczną o Październiku.

Przemówienie Władysława Gomułki na Placu Defilad, 24.10.1956r.Wikimedia Commons
Tymczasem wrzenie ogarnęło w końcu października całą Polskę. We wszystkich większych miastach wiecowano, demonstrowano i organizowano różnego rodzaju komitety rewolucyjne. Na gruzach rozpadającego się ZMP zaczęły powstawać nowe organizacje młodzieżowe: od deklarującego wierność marksizmowi Rewolucyjnego Związku Młodzieży po liberalny Związek Młodych Demokratów, którego utworzenie wywołało panikę w satelickim wobec PZPR Stronnictwie Demokratycznym.
"Rokossowski spadaj z Polski" - krzyczeli demonstranci we Wrocławiu, którzy 22 października zdemolowali budynek Zarządu Wojewódzkiego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Protesty wobec sowieckiej dominacji, której symbol stanowił Rokossowski, stanowiły jeden z najważniejszych wątków Polskiego Października.
Stan nastrojów w całym kraju dobrze oddawał następujący meldunek, przesłany przez komitet wojewódzki PZPR w Zielonej Górze do stołecznej centrali: "Prawie na każdym zebraniu i masówce domagano się wycofania z Polski wojsk radzieckich. 30 października na sesji PRN w Szprotawie wskazywano, że rodziny żołnierzy radzieckich i oficerów zajmują bardzo dużo mieszkań (...). Podobne narzekania dotyczące mieszkań i wykupu produktów występują również w Żaganiu. W ubiegłym tygodniu do MRN w Żaganiu przyszło kilka kobiet w sprawie mieszkań. Gdy im oświadczono, że mieszkań brak, odpowiedziały: 'Dajcie nam po rodzinach radzieckich, przecież one od nas lada dzień wyjadą'".
Nastroje niechęci wobec Rosjan wzmacniały dodatkowo informacje o rozwoju wydarzeń na Węgrzech. Na wiadomość o interwencji Armii Czerwonej nad Dunajem w Brzegu (woj. opolskie) tłum skierował się pod pobliskie koszary wojsk radzieckich, które obrzucono kamieniami, wybijając część szyb.
Podobny przebieg miały zamieszki w Legnicy, gdzie 23 października wieczorem grupa ludzi próbowała przewrócić pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, położony na placu Stalina. Następnego dnia na ulice miasta wyległo 6 tys. ludzi, którzy zaatakowali należący do Armii Czerwonej dom oficerski, wybijając w nim większość szyb.
Wprawdzie Gomułka w ciągu kilkunastu miesięcy po powrocie do władzy ograniczył wywalczony przez społeczeństwo zakres swobód, jednak Październik '56 na trwałe zmodyfikował system komunistyczny w Polsce.
13 listopada Rokossowski został odwołany ze stanowiska ministra obrony (zastąpił go Marian Spychalski), a w dwa dni później powrócił do Moskwy. W ślad za nim do ZSRR powróciła większość sowieckich oficerów służących w WP oraz doradców pracujących w aparacie bezpieczeństwa.
Na wsi rozpadła się większość spółdzielni stworzonych w poprzednich latach w konsekwencji przymusowej kolektywizacji. W sferze kultury załamał się definitywnie forsowany przez władze socrealizm. Symbolem końca represji wobec duchowieństwa katolickiego stał się powrót do Warszawy prymasa Stefana Wyszyńskiego, pozbawionego wolności trzy lata wcześniej. W rezultacie Polska z sowieckiej kolonii przekształciła się w październiku 1956 r. w swoisty protektorat ZSRS o sporej autonomii wewnętrznej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.