Jedyny słuszny werdykt, czyli Złote Lwy dla filmu "Przez ścianę"
FPFF w Gdyni 2026
Źródło zdj. gł.: Bartosz Mrozowski/KINO ŚWIAT
Chciałoby się powiedzieć, że "nie mogło być inaczej", ale widzowie 51. edycji gdyńskiej imprezy dobrze wiedzą, że owszem, mogło. Wystarczyło, by Jury Konkursu Głównego uległo presji, jaką zafundował mu wybór kandydata do Oscara tuż przed festiwalem. Bo przecież w glorii faworyta przyjechała do Gdyni właśnie wytypowana do Oscara "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego.
Na szczęście tak się nie stało. Od pierwszej projekcji filmu Macieja Sobieszczańskiego "Przez ścianę" pisaliśmy o nim, jako wielkim olśnieniu festiwalu, wróżąc mu wygraną. Zachwyt nad tą produkcją był zresztą powszechny, a jej kolejne pokazy szybko dokonały przetasowań na pozycji faworyta.
- W naszej kulturze dziś mówi się często, że miłość jest niemożliwa - mówił przewodniczący jury Krzysztof Zanussi, wręczając laureatom Złote Lwy. - Ten film dowodzi, że jest możliwa nawet w niemożliwych okolicznościach - dodał, tym samym tłumacząc, co stanowi o wielkiej sile obrazu Sobieszczańskiego.
Maciej Sobieszczański ze Złotymi Lwami za film "Przez ścianę"
Źródło zdjęcia: PAP/Adam Warżawa
W czarno-białej tonacji
Ponieważ filmowi Macieja Sobieszczańskiego poświęciliśmy już udostępnioną wyżej, obszerną recenzję, wypada jedynie przypomnieć o czym opowiada.
To prawdziwa historia miłości, która zrodziła się w epoce stalinowskiej między dwójką wieźniów, osadzonych w sąsiednich celach. Posługując się alfabetem Morse'a, poznawali się coraz lepiej, a potem zakochali w sobie i zaręczyli. Wreszcie - także w więzieniu - wzięli ślub. Najbardziej niesamowite jest to, że wtedy zobaczyli się po raz pierwszy twarzą w twarz.
Wybitną kreację stworzyła w filmie Maria Dębska, wyjątkowo "odarta" z niezwykłej urody, pozbawiona makijażu, za to posiniaczona i wręcz szara z wycieńczenia. Film - w całości czarno-biały - nagrodzono także za najlepsze zdjęcia Jolanty Dylewskiej. Operatorka filmowała historię w sposób, który pokazuje nam świat przez pryzmat emocji bohaterki.
Jeśli ktoś sądzi, że filmowanie w zbliżeniach twarzy aktorki przez 30 minut to ryzykowny zabieg, będzie zaskoczony, obejrzawszy "Przez ścianę". Dębska pokazuje bowiem taką gamę uczuć, że nie sposób zrozumieć, czemu nagroda za rolę kobiecą, nie trafiła do niej. Wydawała się bezkonkurencyjną kandydatką. Dzięki niej ta opowieść o miłości niemożliwej ma taką siłę rażenia.
Jak wiemy obraz Pawła Pawlikowskiego, który ze Złotymi Lwami z Gdyni wyjeżdżał już dwukrotnie, i tym razem został nakręcony na taśmie czarno-białej. Gdyńskie jury nagrodziło zdobywcę Oscara za najlepszą reżyserię i za świetną scenografię utytułowanego duetu - Katarzyna Sobańska oraz Marcel Sławiński. Sam reżyser mógł być jednaak zawiedziony. W kuluarach sporo mówiło się też o tym, że większe szanse oscarowe miałby film Sobieszczańskiego, bo wszystko co oferuje "Ojczyzna", już widzieliśmy. Widziała także i zna Akademia. Z drugiej strony - "marketingowa moc" nazwiska Pawlikowski jest niezaprzeczalna. Na szczęście jurorów Konkursu Głównego z mistrzem Zanussim na czele kompletnie nie interesował ostatni argument.
"Przez ścianę" reż. Maciej Sobieszczański
Źródło zdjęcia: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
Dobry, zły chłopiec
Jaki był ten 51. FPFF w Gdyni? Moim zdaniem prezentował bardzo nierówny poziom i nie jestem odosobniona w tej opini. Dwa wymienione wyżej filmy "z wysokiej półki" wraz z trzecim, o którym za moment, odstawały wyraźnie od reszty. Choć i wśród nich były propozycje ze sporym potencjałem.
Ten trzeci tytuł to "Dobry chłopiec" coraz bardziej międzynarodowego, wciąż młodego (44 lata) reżysera, Jana Komasy. Nominowany do Oscara za znakomite "Boże ciało", (które, nie wiedzieć czemu, nie wygrało Złotych Lwów) reżyser, tym razem zafundował nam neogotycką baśń z gwiazdorską obsadą. Ten brytyjsko-polski film od czerwca obecny w kinach, zapewne teraz podskoczy w zestawieniu box office. Aż cztery wyróżnienia dla obrazu (koprodukcja Warner Bros. Discovery), publiczność przyjęłą ze sporą aprobatą.
Produkcję nagrodzono za główną rolę męską dla Ansona Boona, scenariusz, montaż i casting obsady. Piątym wyróżnieniem twórców została właśnie nagroda publiczności, która doceniła czarny humor i przymrużone oko reżysera.
Wbrew tytułowi bohaterem jest bardzo niegrzeczny chłopiec, który znęca się nad innymi dziećmi, kradnie i wpada w narkotykowo- alkoholowe ciągi. Po jednym z incydentów zostaje porwany i budzi się w piwnicy, przykuty do ściany. Dziwna rodzina - mąż i żona (czyli Stephen Graham i Andrea Riseborough) z małym synkiem, stawiają sobie za cel resocjalizację wywrotowca. Bez wdawania się w niuanse morał z filmu taki, że jest ona - o dziwo - możliwa nawet w tak karkołomnych warunkach. Całą opowieść uwiarygadnia kapitalne aktorstwo, a nagroda dla Boona potwierdza moc jego oddziaływania.
"Dobry chłopiec" reż. Jan Komasa
Źródło zdjęcia: fot. Łukasz Bąk / Kino Świat
Werdykty nieco dyskusyjne
Przyznam, że druga co do ważności nagroda - czyli Srebrne Lwy - dla filmu "Powiedz mi, co czujesz" Łukasza Rondudy wprawiła mnie w zaskoczenie (i jestem tu w zacnym, licznym gronie). Ta niekonwencjonalna historia miłosna, inspirowana życiem dwójki artystów wizualnych, zmagających się z traumami z dzieciństwa, wydaje się nazbyt artystowska. I wydumana. Nie do końca działa tu opowieść o uwolnieniu się od traum przez sztukę. Ale, że w sztuce wszystko jest subiektywne, do części widzów przemówiła. Może to kwestia pokoleniowa, bo dobrze reagują na niego bardzo młodzi widzowie, z pokolenia Z? Może po prostu nie jestem "targetem" reżysera.
"Powiedz mi, co czujesz" reż. Łukasz Ronduda
Źródło zdjęcia: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
Za to już Szafirowe Lwy dla "Czarnej godziny" Filipa Bojarskiego (za najlepszy film w sekcji "Perspektywy") pogodziły międzypokoleniową widownię. "Za przedstawienie trudnej drogi życiowej w metaforze; za społeczną wrażliwość, która nie boi się poezji i czarnego humoru" - czytamy w uzasadnieniu nagrody. I trudno się z nim nie zgodzić.
Bezpretensjonalny komediodramat o dwóch młodych nauczycielkach - i zarazem partnerkach w związku - to próba obrócenia w żart, tego z czego śmiać się nie jest łatwo. Dziewczyny, które po stracie wynajętego mieszkania ruszają na poszukiwanie nowego - a to zadanie surrealistycznej w dzisiejsze Polsce - gotowe są na wszystko. Gagi, która piętrzy twórca i rzucane im pod nogi kłody obśmiewamy, z radości, że nie przytrafiły się nam. Wyśmienite w rolach Helena Rząsa i Julia Piklikiewicz stawiają kropkę nad "i".
Na koniec jeszcze z obowiązku o tym, że nie potrafię przełknąć nagrodzenia za główną rolę kobiecą kogokolwiek innego niż genialna w "Przez ścianę" Maria Dębska. Nie było na tym festiwalu drugiej kategorii, której laureatka wydawałaby się tak oczywista! Nagrodzono bardzo zdolną aktorkę - Jaśminę Polak - w udanym filmie "Exotic" opowiadającym o siostrzeństwie i drodze do samoakceptacji. To bardzo udana, szalenie energetyczna rola. Tyle tylko, że Dębska jako Wiesława Paduch była w tym roku poza wszelką konkurencją. Takiej kreacji kobiecej nie było w polskim kinie od lat! Być może jury uznało, że Złote Lwy to nagroda za każdy aspekt filmu, w tym za kreacje aktorskie? Ale to byłaby dość dziwna "polityka" nagradzania.
Dlatego mówiąc: chepeau bas zignorowaniu presji "oscarowego filmu", nie rozumiem braku nagrody ze rolę, która za oceanem być może nawet przyniosłaby jej odtwórczyni Oscara. Bo to ten poziom aktorstwa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.