UPA znowu dzieli. "Korzysta na tym jedynie Rosja"
We wtorek Lwowska Rada Obwodowa, będąca odpowiednikiem polskiego sejmiku wojewódzkiego, podjęła uchwałę ustanawiającą rok 2027 Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz Ołeha Olżycza, działacza OUN.
Głównym inicjatorem uchwały był radny Swiatosław Szeremeta z partii Europejska Solidarność byłego prezydenta Petra Poroszenki, szef komisji kultury i zarazem sekretarz ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień. Podczas posiedzenia Szeremeta przekonywał, że chodzi o "należne uszanowanie pamięci bohaterów".
DLA CIEBIE
GAC EMZOOM - poznaj jego możliwości
DLA CIEBIE
Twarda riposta Warszawy. Szeremeta z zakazem wjazdu
Reakcja polskich władz była błyskawiczna. Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował o podpisaniu wniosku o wpisanie Światosława Szeremety na listę osób niepożądanych w Rzeczypospolitej Polskiej.
To nie pierwsza sankcja nałożona na Szeremeta. W 2017 r. otrzymał zakaz wjazdu do Polski, gdy strona ukraińska zablokowała polskie prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na Wołyniu.
Sam Szeremeta twierdzi, że jest zaskoczony decyzją polskich władz. – Reakcja polskich urzędników i polityków na tę decyzję jest, delikatnie mówiąc, dziwna, ponieważ takie decyzje dotyczące proklamowania rocznicy powstania UPA i Romana Szuchewycza były podejmowane wielokrotnie. Nie tylko przez Lwów, ale także przez inne rady obwodowe. To nie jest nic nowego – powiedział Światosław Szeremeta portalowi ZAXID.NET.
Znikające komunikaty i obietnice z Kijowa
Wiceszef MSZ Marcin Bosacki ujawnił, że strona polska otrzymała bezpośrednie zapewnienia od najbliższych współpracowników prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, iż uchwała Lwowskiej Rady Obwodowej nie wejdzie w życie. "Trzymamy stronę ukraińską za słowo" – podkreślił wiceszef polskiej dyplomacji.
Niedługo po protestach z Warszawy oficjalna strona internetowa Lwowskiej Rady Obwodowej przestała wyświetlać komunikat o przyjęciu uchwały, a następnie cała strona przestała działać z powoływaniem się na "przyczyny techniczne". Obecnie portal Lwowskiej Rady Obwodowej znów działa poprawnie, komunikatu informującego o ustanowieniu 2027 r. rokiem UPA jednak już brak.
Samorządy reagują
Lwów – choć władze miasta nie są bezpośrednio zaangażowane w decyzję – zaczyna płacić cenę za ruch rady obwodowej. Ukraińskie miasto utrzymuje kontakty partnerskie z wieloma polskimi miastami, w tym m.in. Krakowem, Łodzią, Rzeszowem, Wrocławiem czy Przemyślem.
Decyzja radnych wywołała do tablicy m.in. nowego prezydenta Krakowa. Łukasz Gibała złożył oficjalny wniosek o natychmiastowe zawieszenie partnerstwa między Krakowem a Lwowem, podkreślając, że polskie miasta nie mogą przechodzić do porządku dziennego nad honorowaniem postaci odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków.
Głos w sprawie zabrał także Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia, który poinformował, że przyjął decyzję Lwowskiej Rady Obwodowej z "głębokim sprzeciwem".
Wirtualna Polska zwróciła się z pytaniami o ewentualną reakcję i zweryfikowanie relacji partnerskich również do władz Lublina. "Prezydent Miasta Lublin skierował pismo do Przewodniczącego Lwowskiej Rady Obwodowej, w którym w imieniu mieszkańców wyraził swój jednoznaczny sprzeciw wobec podjętych decyzji. Ocenił je jako niedopuszczalne i nieakceptowalne, zwracając się tym samym do Przewodniczącego i Radnych Lwowskiej Rady Obwodowej z apelem o wycofanie się z przyjętych uchwał ustanawiających rok 2027 Rokiem Romana Szuchewycza oraz Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii" – przekazała nam Justyna Góźdź, rzecznik prasowy prezydenta miasta Lublin.
Rzeczniczka podkreśla w przesłanej redakcji wiadomości, że prezydent miasta "wskazał, że nie możemy zaakceptować publicznego honorowania formacji, której oddziały dopuściły się masowych zbrodni na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej". "Dla rodzin ofiar, ale także dla wielu Polaków, takie decyzje są bolesne, niezrozumiałe jest także usprawiedliwianie zbrodni popełnionych na bezbronnej ludności" – czytamy.
Góźdź przypomina przy tym, że miasto jest partnerem Lwowa, a nie Lwowskiej Rady Obwodowej.
"Stanowisko Miasta Lublin w sprawach dotyczących pamięci historycznej pozostaje niezmienne. Opowiadamy się za prawdą, szacunkiem dla ofiar oraz odpowiedzialną rozmową o naszej wspólnej, także trudnej historii. Jesteśmy przekonani, że trwałe pojednanie wymaga zarówno krytycznego spojrzenia na historię, jak i odpowiedzialności za wspólną przyszłość naszych narodów. Spotkania oraz rozmowy przedstawicieli obu państw pokazują, że nawet najtrudniejsze kwestie historyczne powinny być przedmiotem odpowiedzialnego dialogu prowadzonego przez odpowiednie organy państwowe. W naszej ocenie jest to właściwa droga do dochodzenia do prawdy historycznej, budowania wzajemnego szacunku oraz rozwijania dobrosąsiedzkich relacji" – dodała.
Z prośbą o komentarz zwróciliśmy się także do ambasady Ukrainy w Polsce. Placówka nie odpowiedziała jednak na przesłane przez redakcję Wirtualnej Polski pytania. Głosu w sprawie narastającego kryzysu nie zabrał dotąd także ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar.
Komunikat po kontrowersyjnej uchwale radnych ze Lwowa wydało za to ukraińskie MSZ. Ocenia ono, że takie działania szkodzą budowaniu strategicznego partnerstwa i porozumienia z Polską.
"Na korzyść Rosji"
Jaki obecna sytuacja będzie miała wpływ na stosunki Kijowa z Warszawą? Na to pytanie trudno jeszcze jednoznacznie odpowiedzieć – uważa Jan Piekło, były ambasador RP w Kijowie. Dyplomata nie ma jednak wątpliwości, kto korzysta na obecnych napięciach.
– Sytuacja jest krytyczna i gra wyłącznie na korzyść Rosji. Z jednej strony słyszymy o obietnicy ze strony Zełenskiego, że decyzja zostanie wycofana. Jednak rada obwodu to samorząd, ciało niezależne. Jeśli prezydent obiecuje, że to załatwi, to znaczy, że jest w stanie arbitralnie anulować decyzje samorządowe? Pojawia się pytanie, gdzie w takim razie leży niezależność ukraińskiego samorządu – zauważa Jan Piekło.
Napięcie w relacjach Polska-Ukraina trwa
2026 r. to w relacjach Polski i Ukrainy rok zdecydowanie trudny. Tegoroczna decyzja Kijowa, w tym nadanie jednej z jednostek wojskowych miana "bohaterów UPA", doprowadziła do najpoważniejszego kryzysu dyplomatycznego w relacjach polsko-ukraińskich od lat. W jego następstwie prezydent Karol Nawrocki odebrał prezydentowi Wołodymirowi Zełenskiemu Order Orła Białego, który ten następnie odesłał kurierem do Warszawy.
Ukraiński przywódca nie pojawił się także na Konferencji Odbudowy Ukrainy w czerwcu w Gdańsku. Spotkanie europejskich przywódców z Zełenskim miało być kulminacyjnym momentem dwudniowego szczytu. Ostatecznie stronę ukraińską reprezentowała była już premier Julia Swyrydenko.
Dyplomata zwraca uwagę, że obecna sytuacja nie różni się znacznie od tej z czerwca.
– Idziemy dokładnie po tych samych wybojach. Poprzednie decyzje Kijowa doprowadziły do dramatycznych gestów i emocjonalnych reakcji, w tym do odsyłania odznaczeń. Zamiast budować na sukcesach, jakimi były niedawne ekshumacje przeprowadzone w dobrej atmosferze, znów uruchomiono historyczną narrację. Wywoływanie tych emocji właśnie teraz to czyste działanie na korzyść Rosji i to Moskwa jest jedynym beneficjentem tego sporu – podsumowuje były ambasador RP w Kijowie.
Warto zaznaczyć, że decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej nie jest jedyną akcją upamiętniającą Romana Szuchewycza zaplanowaną na 2027 r. W przyszłym roku ponownie otwarte ma zostać muzeum Szuchewycza – obiekt wchodzący w skład Lwowskiego Muzeum Historycznego – który został zniszczony w następstwie rosyjskiego ataku w 2024 r. Obecnie jest on odbudowywany. W 2027 r. przypada także 120. rocznica urodzin Szuchewycza.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.