Węże i jaszczurki w bagażu na niemieckim lotnisku
Ponad sto węży znaleziono na terenie podwórka na zachodzie Sydney
Źródło wideo: 2025 Cable News Network All Rights Reserved
Źródło zdj. gł.: Customs Cologne Airport
Odkrycie było zaskoczeniem "nawet dla doświadczonych funkcjonariuszy" - podaje telewizja RTL relacjonując incydent, do którego doszło na lotnisku Kolonia-Bonn. Ich uwagę zwrócił 45-letni mężczyzna, który "wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego" przechodząc przez tzw. zielony korytarz - przeznaczony dla osób, które nie mają nic do oclenia - podaje BBC. Celnicy zrobili mu test na obecność narkotyków, który wykazał w organizmie ślady kokainy. Postanowili więc dokładnie sprawdzić bagaż mężczyzny. Tam odnaleźli 92 płazy i gady, w tym m.in. salamandry, żmije i grzechotniki. Niektóre z przewożonych gatunków były objęte ochroną.
Węże wyjęte z bagażu na lotnisku Kolonia Bonn w Niemczech
Źródło zdjęcia: Customs Cologne Airport
Zwierzęta ukryte w skarpetkach
Zwierzęta poukrywane były w butelkach po szamponie, plastikowych pojemnikach po kremie i skarpetkach. Część z nich nie przeżyła podróży. - To wyjątkowe znalezisko dla niemieckich służb celnych, choć jednocześnie przygnębiające, bo pokazuje, do czego niektórzy ludzie są zdolni wobec zwierząt, wyłącznie z chęci zysku - mówi Jens Ahland, rzecznik urzędu celnego w Kolonii.
Zwierzęta znalezione w walizce obywatela Meksyku
Źródło zdjęcia: Customs Cologne Airport
Twierdził, że to przysługa
Według stacji 45-letni obywatel Meksyku, z zawodu strażak, przekonywał celników, że przywiózł zwierzęta w ramach przysługi dla znajomego z Brazylii. Służby celne podejrzewają jednak profesjonalny, zarobkowy przemyt - podaje RTL.
Mężczyźnie, który przyleciał z Meksyku przez Stambuł do Kolonii odmówiono wjazdu do kraju, w związku z czym następnego dnia wrócił do Turcji. W sprawie wszczęto śledztwo. Zwierzęta przewieziono do specjalistycznego ośrodka zajmującego się wężami w Schladen koło Brunszwiku, gdzie trafiły pod odpowiednią opiekę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.