Ubili kozę na zapleczu. Wkrótce decyzja sądu, zastanawia ruch prokuratury
W grudniu 2025 r. w centrum Wałbrzycha trzech śniadych mężczyzn prowadzi po ulicy kozę. Zwierzę zaciągają na zaplecze lokalnego baru z kebabem. Chwilę później młodej kozie poderżnięte zostaje tam gardło. Gdy zwierzę zdycha, jest rozbierane na mięso. Dwóch Bengalczyków i jeden Hindus nie zdążą dokończyć porcjowania koziny, gdy do lokalu przyjeżdża policja. Wzywają ją świadkowie zaniepokojeni losem kozy.
Mundurowi na miejscu spisują notatkę, dokumentują ślady nielegalnego uboju. Słyszą, że koza miała być zjedzona przez samych obcokrajowców. Ich lokal jest w tych dniach zamknięty, bo przechodzi remont. Ostatecznie wszystkie dokumenty z szybkiego śledztwa trafiają do miejscowej prokuratury.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Prokurator: to niska szkodliwość społeczna
Mija dziesięć miesięcy. Prokuratorzy przesłuchują obcokrajowców. Wszyscy w Polsce mają legalne prawo pobytu. Pochodzący z subkontynentu indyjskiego mężczyźni zeznają, że faktycznie ubili kozę na własny użytek. Myśleli, że nie jest to w Polsce zakazane. W ich kraju to norma. Bengalczycy i Hindus dziwią się, gdy słyszą, że w Polsce ubijać zwierzęta (poza nielicznymi wyjątkami) może tylko rzeźnia. Jak ustaliła Wirtualna Polska, obiecują też prokuraturze, że drugi raz już w naszym kraju tego nie zrobią.
Ostatecznie, kilka dni temu Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu kończy postępowanie ws. przestępstwa. Uznaje, że do niego doszło, ale do sądu wysyła wniosek o jego warunkowe umorzenie z uwagi na niską szkodliwość społeczną czynu.
– Mogę potwierdzić, że prokuratorzy z Wałbrzycha faktycznie wysłali do sądu taki wniosek – mówi WP prok. Mariusz Pindera, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. – Czekamy na decyzję sądu. Ten bowiem może się z naszym wnioskiem zgodzić lub też go odrzucić i wtedy będziemy zobowiązani wnieść do sądu normalny akt oskarżenia przeciwko mężczyznom i domagać się ich skazania.
Jak tłumaczy prokurator, uznano, że rozpoczynanie procesu obcokrajowców jest jednak niekonieczne.
– Szkodliwość czynu jest mimo wszystko stosunkowo niska, choć wiem, że to, co zrobili ci ludzie, szokuje wiele osób – mówi prok. Pindera. – Musimy jednak realnie podchodzić do tego, że proces w sądzie zajmie trochę czasu, a więc zablokuje wokandę dla innych spraw. Proces to też dla państwa koszty. Prostuję też informacje, że my nie chcemy karać tych mężczyzn, bo oni nie znali polskiego prawa. To oczywiście nie zwalniało ich z obowiązku respektowania przepisów. Jeszcze raz powtarzam. Proces sądowy jest naszym zdaniem w tej sytuacji niekonieczny, ale ostatecznie o tym, czy ruszy, zdecyduje sąd.
Prokurator dodaje, że wniosek o warunkowe umorzenie postępowania karnego nie jest w polskim systemie prawnym czymś wyjątkowym. Według statystyk Prokuratury Krajowej w 2025 r. w skali całego kraju prokuratura wysłała do sądów 24 tys. 797 wniosków o warunkowe umorzenie spraw z uwagi na niską szkodliwość społeczną czynu.
Takie stanowisko prokuratury nie przekonuje jednak internautów. Ci w komentarzach w sieci piszą, że gdyby podobnego czynu dokonał Polak, zostałby zapewne ukarany z całą stanowczością. Nawołują też, by polski wymiar sprawiedliwości był możliwie najbardziej surowy.
Wyrok za ubój halal w Małopolsce
Okazuje się jednak, że polskie sądy, jeśli chodzi o ubój rytualny zwierząt metodą halal (czystą dla muzułmanów), ogólnie są raczej łaskawe dla podsądnych – niezależnie od ich narodowości. Udowodnił to wyrok, jaki zapadł na początku września w Limanowej w Małopolsce.
W Sądzie Rejonowym z tego miasta trzech z czterech oskarżonych wcześniej o przeprowadzanie uboju metodą halal (bez odpowiednich zezwoleń i warunków higieniczno-sanitarnych ) uznano za winnych. Ich wyroki są jednak niskie.
Na początku marca 2025 r. w lesie sąsiadującym z zamkniętą kilka lat wcześniej ubojnią zwierząt we wsi Niedźwiedź (pow. limanowski) odkryto górę kości, ścięgien i skór. Wszystkie te odpady były relatywnie świeże i pochodziły od krów, kóz oraz owiec. Na nielegalnym składowisku odpadów poubojowych wezwane na miejsce policja i służby weterynaryjne odnalazły też sporo kolczyków identyfikacyjnych, jakie nosiły przed śmiercią ubite zwierzęta.
Policyjna operacja w ciągu kilku dni doprowadziła do zatrzymania właściciela byłej ubojni, członka jego rodziny oraz dwóch obywateli Azerbejdżanu. Tych ostatnich złapano na gorącym uczynku, gdy nieprzeznaczoną do przewozu mięsa ciężarówką przyjechali do Niedźwiedzia po kolejną dostawę. W ładowni mieli mięso ze zwierząt ubitych w innym miejscu.
Na początku września tego roku Sąd Rejonowy w Limanowej zakończył proces karny ujętych wówczas mężczyzn. Na sali sądowej uznano, że Marian K. faktycznie dokonywał nielegalnego uboju rytualnego oraz wprowadzał uzyskane w ten sposób mięso na czarny rynek.
Mężczyzna w ramach wyroku ma zapłacić łącznie 10,8 tys. zł grzywny plus 10 tys. zł nawiązki na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, oddziału w Krynicy. Jego krewny Stanisław K. został uniewinniony. Sąd w sentencji wyroku twierdzi, że Marian K. nie mógł zabijać zwierząt sam, ale w trakcie procesu nie ustalono, kto mu w tym pomagał.
Dwaj Azerowie: Ramil G. i Azar A. zostali uznani za winnych tylko pomocy we wprowadzeniu nielegalnego mięsa do obrotu. Za ten czyn obaj mają zapłacić po 3 tys. zł grzywny. Wyrok jest nieprawomocny.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.